poleć stronę wydrukuj podyskutuj na forum
Modern Warfare 2 przekracza granice? I bardzo dobrze!
Porobiło się. Od czasu, kiedy wyciekł filmik z zabijania cywili na lotnisku w Modern Warfare 2, przez growe media przewinęła się burza. I wiecie co? Jestem zażenowany. Zażenowany reakcją mediów.
Piszę ten tekst z ciężkim sercem, bo moje ostrze krytyki będzie wymierzone nie w jakiegoś nieznanego mi zagranicznego dziennikarza, nie w jakiś obcy serwis, ale siostrzaną Polygamię i tekst Jakuba "Cubitussa" Kowalskiego Call of Duty: Modern Warfare 2 - zastrzel matkę z dzieckiem, którego osobiście nigdy nie poznałem, ale miałem okazję z nim raz lub dwa pograć. Tekst ten nie będzie pełną analizą tekstu Jakuba, a raczej częściową odpowiedzią na jego zaproszenie do dyskusji, wyrażone na początku tekstu.
Kiedy nie znamy kontekstu - nie komentujemy
Po pierwsze nie do końca rozumiem z jakiej racji powstał sam tekst. Przypomnę, znamy jedynie przebieg samej misji (do obejrzenia powyżej), nic więcej. Nie wiemy jaki jest jej kontekst fabularny, jaki naprawdę jest odcień tego, co robimy. No a przynajmniej ja nie znam, bo Jakub najwidoczniej tak:
W naszej kulturze przyjęło się kibicować gangsterom - ale gangsterom, a nie mordercom cywili!
Pominę aspekt gangstera, bardziej interesuje mi zwrot "kibicowanie". Skąd wiedza, że w MW2 misja będzie przedstawiona jako "hip hip hurra, czas pozabijać trochę cywili! Graczu, weź do ręki pistolet i masakruj radośnie!"? Skąd wiedza, że będziemy kibicować Rosjanom?
Nie jestem pewien, jak jest z Afganistanem, ale wiem na pewno, że celowa eksterminacja cywilnych celów na lotnisku nie mieści się w kategoriach mniejszego zła ani słusznego działania.
A kto powiedział, że to będzie słuszne działanie? Znowu, nie znamy kontekstu i pisanie o jakiejkolwiek interpretacji tych scen jest bezsensowne.
Wiem! Skoro już były te cele cywilne, a potem ludzie na lotnisku, to teraz zajmijmy się prawdziwą historią - niech Modern Warfare 3 zaczyna się od tego, jak własnoręcznie wlatujemy samolotem pasażerskim w jedną z wież WTC! Wiecie co będzie super-śmieszne? Jak jeszcze zrobimy bodycounter na ekranie, i niech on rośnie nawet po wbiciu się samolotu w budynek - przecież ci kolesie potem skakali jeszcze z okien, nie? LOL. A zakończymy scenę jak wieża runie i wtedy dajemy pompatyczny kawałek muzyczny i wjeżdża logo MW3 - BUM! Super, nie?
To już jest dla mnie demagogia i retoryka najgorszego sortu. I całkowicie pozbawiona podstaw bo, znowu, nie znamy kontekstu. Co byś powiedział Jakubie na scenę z samolotem WTC, ale w takiej otoczce fabularnej, że zamiast "LOL" i zabawy byłoby to głębokie, przejmujące i przede wszystkim smutne przeżycie?
Tego co pokazuje Modern Warfare 2 nie da się wyjąć z kontekstu, bo to jest niedopuszczalny błąd. Tutaj sam filmik z rozgrywki to zdecydowanie za mało do ferowania jakichkolwiek wyroków, a już szczególnie nie upoważnia dziennikarza do interpretacji tych scen (na użytek własnego tekstu) jako "zabawy", co ma niby ukazać zwyrodnienie danej gry i jej twórców. Co bym sobą pokazał, gdybym teraz napisał, że Wajda w Katyniu chyba zamierzał zabawić się w reżysera filmu gore, a Tadeusz Borowski był nieczułym skurczybykiem i antysemitą, bo narzekał na wynoszenie zwłok z pociągów w Auschwitz?
Zresztą dużo mówi w tej sprawie stanowisko autorów i Activision:
"Tak jest. Scena ma pokazać głębię zła i zimnokrwistość rosyjskiego przestępcy i jego oddziału. Zbudowanie tego zła, ma graczowi uświadomić ważność jego misji, by ich zatrzymać."
"Gracze mają możliwość pominięcia tej sceny. Na początku gry, są dwa punkty kontrolne, w których gracze są ostrzegani, że dla części osób ten fragment może być wstrząsający. Te punkty kontrolne można wyłączyć."
Oba cytaty, szczególnie ostatni, sprawiają, że te punkty:
4. Zabijanie przypadkowych ludzi w innych grach jest możliwe, ale nie jest konieczne i nie jest motywacją, którą przyjmuje bohater. Gry zawsze wprowadzały kary za mordowanie cywili, o rozmaitym stopniu natężenia - od komentarzy współtowarzyszy o niewłaściwym zachowaniu po napis "game over".
6. MW2 nie daje graczowi wyboru, oczywistego w takich sytuacjach w innych grach.
stają się bezzasadne. Mści się w ten sposób pisanie tekstu bez poczekania na przynajmniej jakąkolwiek reakcję autorów.
Wojna, ach ta wojna
Idźmy dalej.
Bo to już nie jest wojna, a przynajmniej nie taki jej obraz, jaki mamy społecznie zakorzeniony.
Stwierdzenie "bo to już nie jest wojna" to (przynajmniej dla mnie) bzdura. Dzisiaj częścią wojny jest wjechanie do urzędowej dzielnicy Bagdadu dwóch samochodów z bombami, które eksplodując, zabijają dziesiątki cywilów. Dzisiaj do wojny należy sytuacja, kiedy po wybuchu miny pułapki i zabiciu paru amerykańskich żołnierzy, reszta w odwecie zaczyna masarkę Irakijczyków w pobliskich budynkach. Masakry cywilów wpisały się do obrazu wojny już bardzo dawno temu, czy to czynione przez armie państw (bombardowania strategiczne Tokio, Stalingradu, Londynu, Kolonii podczas II wojny światowej, bombardowanie Kambodży podczas wojny wietnamskiej, czy też radzieckie działania przeciwko pasztuńskiej ludności w Afganistanie), czy partyzantów i terrorystów (niedawne zamachy w Iraku i Pakistanie).
Tutaj muszę jednak przyznać, że sprytnym wytrychem jest sformułowanie "nie taki jej obraz, jaki mamy społecznie zakorzeniony". Tylko że w takiej sytuacji możemy mówić o systematycznym zakłamywaniu, szczególnie w grach, obrazu wojny. W strzelankach osadzonych w II wojnie światowej nie napotykamy na cywilów. Cały obraz wojny, jaki możemy wynieść z tych tytułów, sprowadza się do tego, że największy konflikt w historii ludzkości, był faktycznie rzecz biorąc honorowym pojedynkiem pomiędzy armiami ZSRR, USA i III Rzeszy. A dzieje się tak dlatego, bo z gier wycina się wszystko, co mogłoby zepsuć atmosferę zabawy - i tak otrzymujemy wizerunek wojny "społecznie zakorzeniony" (nie będę mówił już o sytuacji w filmach, gdzie po tak przygodowych produkcjach, jak "Złoto dla zuchwałych", "Czas Apokalipsy" czy "Full Metal Jacket" wywołały niebywałe zdumienie - przecież to nie był obraz wojny "społecznie zakorzeniony"!).
Gry to sztuka, czy co do cholery?
To jednak, co mnie najbardziej zadziwia, to to, że po setkach tekstów najróżniejszego autorstwa, które mówiły: "gry powinny być dojrzalsze", "gry to sztuka", "gry to medium na równi z książkami i filmem", nagle dostaję do ręki tekst, w którym główna teza wydaje się brzmieć "gry to tylko rozrywka". Jakub pisze:
Wtedy Infinity Ward było na granicy. W MW2 granicę - wszelką - kompletnie przekroczyło.
Pomijając kwestię, czy rzeczywiście została przekroczona granica, jednym z głównych zadań jakiejkolwiek sztuki czy dojrzalszego utworu jest właśnie przekraczanie tej granicy i sprawdzanie, jak zareaguje odbiorca. O czym niby miała by być Zbrodnia i Kara, gdyby zamiast staruszki Raskolnikow zabił seryjnego gwałciciela? Jaki sens miałyby Rozmowy z katem, gdyby zamiast wypowiedzi Stroopa, Moczarski przez 200 stron pisał "a teraz ględził ten przebrzydły nazista"?
Jakub odpowie - ale w tych tytułach przecież suma summarum czyn Raskolnikowa został przedstawiony jako godny potępienia, a Moczarski nie oszczędzał Stroopowi ostrych słów. Owszem, ale to wynikało z szerszego kontekstu, natomiast wyrywając poszczególne zdania, niczym scenę z gry, można byłoby udowodnić, że Dostojewski chciał jedynie zaszokować czytelników morderstwem staruszki, a Moczarski przedstawić Stroopa i Himmlera jako dobrych, kochających ojców i prawdziwych przyjaciół (bo, oczywiście, uznał, że taki kontrowersyjny wizerunek dygnitarzy III Rzeszy narobi szumu medialnego i jego książka lepiej się sprzeda w Polsce Ludowej). Tylko jaki w tym sens?
Tak naprawdę wydaje mi się, że problemem, który wywołała wspomniana scena w Modern Warfare 2, nie jest wcale to, czy została przekroczona granica, tylko czy gry mają być jedynie rozrywką, czy czymś więcej. Jeśli tylko rozrywką, to fakt, IW właśnie popełniło czyn bardzo niesmaczny, ale jeśli czymś więcej... wtedy wszystko będzie zależało od kontekstu.
Paweł Płaza
Bardzo cieszę się, że taka debata ma miejsce. Przede wszystkim dlatego, że jest się o co spierać. Gry są coraz ważniejszym nośnikiem idei, symboli i społecznych uczuć - najwyższy czas na rzetelne krytykowanie (sprawdź co to jest krytyka) tej dziedziny rozrywki. Dla zainteresowanych - polecam Wam debatę dotyczącą książki Jonathana Littella, pt. "Łaskawe". Wiele wątków, które poruszamy przy okazji MW2 się w niej powtarza.
Po której stronie stoję ja? Chyba jednak po stronie Kuby. Chciałbym wierzyć w dobre intencje twórców MW2. Chciałbym wierzyć, że etap ten ma na celu wywołanie "edukacyjnego szoku", a nie jest tylko pustym zagraniem pod publiczkę. Chciałbym wierzyć, że w MW2 będą grać tylko dorośli, że tylko do dorosłych będą kierowane kampanie reklamowe tego produktu i że MW2 będzie czymś więcej niż tylko zwykłą strzelanką, która niewiele wnosi do naszej zbiorowej społecznej wrażliwości.
R.Z.
Inne głosy w debacie znajdziecie tutaj:































