Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX
Klimat i wiarygodność - pierwsze rzucają się w oczy i robią dobre wrażenie, które pozostaje. Bardzo fajna muzyka orientalna przygrywa w bardzo "militarnym" menu, budując atmosferę, a potem zaczyna się grać i od razu atakuje zmysły cała ta profesjonalna wojskowa otoczka, która bardzo uwiarygadnia grę. Wiadomości radiowe z ciągłym przerzucaniem się nazwami kodowymi i żołnierską nowomową brzmią naprawdę realistycznie, tak samo jak komunikaty naszych żołnierzy podających namiary celu i wykrytych nieprzyjaciół. Także poruszanie się, bieganie i czołganie są takie bardzo... hmm, prawdziwe, jakby żołnierz rzeczywiście miał tych 40 kilo ekwipunku na sobie i nie rzucał się w krzaki bardzo filmowym szczupakiem, ale po prostu kładł się na ziemi jak zwykły człowiek. Czuje się, że to inna gra, nie jakaś głupawa strzelanka.
Strzelanie - tak, to też robi duże wrażenie. Bez różnicy, czy strzela się do kogoś, czy też ktoś strzela do nas. Właściwie to nawet bardziej w tym drugim przypadku - dostanie się pod ogień jest tutaj przeżyciem dość traumatycznym i zwykle krótkim, zwłaszcza że w większości przypadków nawet nie widzi się skąd wróg strzela przez te wszystkie trawy i krzaki, a jak się wstanie, to zwykle od razu dostaje się kulkę. Trzeba działać tak, by samemu strzelać do odkrytych celów - i jest to bardzo fajne, bo walkę prowadzi się na dystansach powyżej 200 metrów, gdy wróg w celowniku jest nie większy niż czerwona kropka kolimatora. Nie ma tu walenia pełną serią w podskokach, są za to mierzone pojedyncze strzały tudzież ogień zaporowy przyciskający wrogów do ziemi, skąd też skubańcy nie mają zbyt dobrego widoku na to co się dzieje (i o to chodzi).
Sztuczna Inteligencja - mimo tego, że nie jest doskonała, to robi wrażenie. Zachowanie indywidualnych żołnierzy pozostawia trochę do życzenia, tak szczerze, bo niezbyt wiarygodne jest to, że po oberwaniu kulki nadal trzymają stanowisko w gnieździe kaemu. Zdecydowanie zbyt rzadko wrogowie tchórzą i uciekają nawet w obliczu przewagi wroga i śmierci swoich kolegów z drużyny, choć prawdę mówiąc i tak zdarza im się to częściej niż we wszystkich innych grach. Ale nie o tym miałem - wrażenie robi współdziałanie żołnierzy wroga. Gdy pierwszy raz ostrzelałem ich grupę z dużej odległości i zobaczyłem, jak wszyscy zaczynają biec w bok, w stronę krzaków, przez las, pomyślałem, że coś im się zepsuło w SI. Dopiero gdy sam poszedłem w tamtą stronę by im przeciąć drogę i po trzech minutach zostałem powitany salwą w plecy od całego oddziału, który bardzo sprawnie i niezauważalnie mnie otoczył, stwierdziłem, że goście są naprawdę bardzo sprytni.
Poziomy trudności - podobają mi się poziomy trudności a właściwie ich brak. Misje za każdym razem są takie same i wróg tak samo wymagający - stopniowany jest tylko realizm. Na niższych poziomach mamy wskaźniki na kompasie wskazujące uprzednio wypatrzonych wrogów, markery celów i drogi do nich a także naszych żołnierzy, którzy magicznie zdrowieją po dotarciu do miejsca zapisu stanu gry (nie można zapisywać kiedy się chce). W trybie hardcore zaś wszystkie te pomoce znikają i zostaje się z mapą sztabową, umiejętnością nawigacji w terenie oraz własną spostrzegawczością i pamięcią. Dzięki temu każdy może dobrać sobie taki poziom realizmu jaki chce a z drugiej strony gra dla wszystkich jest taka sama i nikt nie ma "taryfy ulgowej".
Oprawa wizualna - nie powiem, te bure lasy i wrzosowiska strefy umiarkowanej wyglądają bardzo wiarygodnie, podobnie jak postradzieckie wioszczyny i różne inne zabudowania. Także modele postaci i pojazdów prezentują się nieźle. Ale cała gra niestety wygląda tak samo, a to może zmęczyć. Cały czas te brązowe lasy z okazjonalnym maźnięciem czerwieni w czasie zachodu słońca - to się nudzi po jakimś czasie. Nie oczekuję tu jakichś cudów, pustyń, dżungli i żółtej plaży, ale jakaś odmiana by się przydała. Niechby chociaż deszcz zaczął padać czy coś, niechby się burza zerwała albo powiał jakiś silniejszy wiatr. Niechby było na czym oko zawiesić - Stalker pokazał, że da się wyciągnąć smutne piękno z postradzieckich krajobrazów. Realizm jest fajny, ale nie wtedy, gdy oznacza osiem godzin w cały czas takim samym lesie.
Skrypty - to jest to co najbardziej mnie zaskoczyło w Dragon Rising, w niezbyt pozytywnym sensie. Świat gry jest szeroki i otwarty, misje swoimi zestawami celów dają duże pole popisu dla naszej inwencji i pozwalają stosować różne taktyki i drogi podejścia do danego zadania. Ale cóż z tego, skoro prawie wszystko jest ustawione i wyreżyserowane tak jak w Call of Duty prawie...W misji ataku na lotnisko wrogie transportery pojawią się zawsze w określonym momencie i podjadą do zawsze tego samego miejsca a chiński śmigłowiec szturmowy zacznie nadlatywać dopiero gdy weźmiemy ze składu wyrzutnię przeciwlotniczą. W innej misji po wyjściu w wioski zacznie nas gonić śmigłowiec, który wysadzi desant na naszej flance (za każdym razem w tym samym miejscu). Jeśli się go zniszczy przed lądowaniem, to momentalnie pojawi się drugi - i tylko wtedy. Jeśli uda się rozwalić także ten drugi zanim wysadzi piechotę, to nagle w okolicy wioski pojawi się wrogi transporter, którego tam nie było gdy nie udało mi się zniszczyć wspomnianych śmigłowców. Bardzo to niefajne, te skrypty skutecznie i bez wdzięku burzą otoczkę realizmu i wiarygodności, którą gra kreuje w pocie czoła wszystkimi innymi elementami.
Multiplayer - pograłem może z dwie godziny w tryby drużynowe, Infiltrację i Anihilację. Ten pierwszy to takie counterstrike'owe podkładanie bomby, to drugie to drużynowy deathmatch (jedno i drugie z respawnem). Nie było źle, bo realistyczne strzelanie sprawia, że podchody są bardzo fajne, ale czegoś tu brakowało - jakiejś bardziej zaawansowanej rozgrywki w stylu Project Reality do Battlefield 2 albo większej dynamiki jak w dość realistycznym przecież sieciowym trybie GRAW. Mówiąc krótko, po tych dwóch godzinach nie mam już ochoty na więcej. Czyli nie jest dobrze.
Przyznaję, że się na Operation Flashpoint: Dragon Rising zawiodłem. To nie jest zła gra. Jest klimatycznie, jest realistycznie, ale tylko do momentu gdy skrypty po chamsku ingerują w grę i próbują jej nadać jakieś wymyślone przez autorów tempo, zawodząc na całej linii niestety i niszcząc całą wiarygodność. Na plus trzeba grze policzyć niewielką, niedostrzegalną prawe ilość błędów i niedopracowań a także wielką dbałość o detale, także wizualne - szkoda tylko, że to drugie oznacza monotonię jeśli chodzi o widoczki. Brak też jakiegoś bardziej rozbudowanego modelu fizycznego - sprzęt ciężki zawsze rozwala się w ten sam sposób, każdy płonący transporter wygląda tak samo i tak samo płonie a drzew nie powali nawet nawała artyleryjska. Za dużo tu umowności jak na symulację.
Spodziewałem się więcej.
Sławek Serafin
PS. Postaramy się kiedyś przeprowadzić porównanie Dragon Rising i ArmA 2, jeśli ta druga doczeka się w końcu łatki, która sprawi, że będzie można przejść tutorial.
SS
Ocena:
0 głosów
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX