Moje "momenty" znacznie się od siebie różnią - część miała miejsce podczas gry z innymi ludźmi, część to typowe chwile, kiedy po plecach przebiegają dreszcze, a jeszcze inne są po prostu wyjątkowe z jakiejś bliżej mi nieznanej przyczyny. Wszystko jedno, ponieważ zawsze kiedy je wspominam, to uświadamiam sobie, że gry są bardzo ważną cześcią mojego życia. I myślę o nich z uczuciem i nostalgią. Dziwne i miłe jednocześnie.
A oto mój ranking:
Quake 1
GDZIE DM4
CO Zabicie Roosa w meczu 1 na 1 strzałem z RPG, celując z wyprzedzeniem
DLACZEGO Nostalgia. Quake 1 to była pierwsza gra, która mnie wciągnęła w sposób niemalże kompletny. Po prostu świata poza nią nie widziałem, razem z kolegami graliśmy mecz za meczem, codziennie. Wiedzieliśmy, że w Quake'a niektórzy ludzie grają zawodowo, co bardzo nam imponowało. W Polsce gwiazdą był Kamil "RooS" Ruszkowski, redaktor m.in. kultowego Gamblera. Facet był po prostu moim idolem. Wyobraźcie więc sobie moją radość, kiedy okazało się, że ktoś na miasteczku studenckim AGH (jestem z Krakowa) zorganizował turniej Quake, na którym miał pojawić się sam Mistrz. Jak się później okazało, RooS znajdował się w mojej turniejowej drabince i miałem okazję zagrać z nim mecz. Wynik? Pewnie jakieś 30 do -3, nie pamiętam. To nieważne. Dla mnie liczyła się jedna rzecz - udało mi się RooSa raz zabić, z "rakietnicy", na kultowej mapie DM4. Strzelałem z góry z wyprzedzeniem, kiedy akurat wychodził z teleportu. Trafienie prawie idealne, nie było co zbierać. Kto grał w Quake i wie kim był RooS - ten mnie doskonale rozumie. Kto nie grał - te pionierskie czasy już nigdy nie wrócą...
--
Battlefield 2
GDZIE Gulf of Oman
CO Latanie helikopterem na wojnie
DLACZEGO Po raz pierwszy w życiu grałem duży mecz klanowy. Taki na całą mapę, 16 na 16 graczy. Mi przypadła rola samotnego pilota helikoptera, którego zadaniem było wspieranie oddziałów naziemnych. Przez prawie dwie godziny w słuchawkach słyszałem zdenerwowane krzyki kumpli "Przyleć na trzecią flagę i rozwal ten czołg, zaraz nas$#@$ zabiją", "APC, APC! Druga flaga! Ratuj", "zdejmij tego #$Q@ za wzgórzem!". Kiedy koledzy ginęli - było mi bardzo przykro. Kiedy ich ratowałem - czułem się szczęśliwy. Kiedy na końcu mnie pochwalili - uznałem ich za braci. Po raz pierwszy w życiu byłem na prawdziwej wojnie.
--
Eye of the Beholder II
GDZIE Karmazynowa Wieża
CO Zabicie Drana Draggora. Naprawdę
DLACZEGO Eye of the Beholder to była moja pierwsza gra cRPG. Miałem jakieś 12-13 lat i wszystko wydawało się dużo poważniejsze niż teraz. Szczególnie posępne zamczyska, pełne demonicznych mnichów i potworów rodem z piekła. EoB II to była także pierwsza gra, którą przeszedłem samemu, bez żadnych poradników, od początku do końca. Finałowa walka z Dranem Draggorem, nie oznaczała wyłącznie zakończenia gry. Była przede wszystkim zwieńczeniem bardzo długiej, samotnej podróży po lochach i zakamarkach Darkmoon. Po świecie, w którego realność prawie uwierzyłem. Teraz jestem już niestety na takie przygody za stary.Chlip.
--
Bioshock
GDZIE Biuro Andrew Ryana
CO "Sami wiecie, który moment"
DLACZEGO Ponieważ nie sądziłem, że jeszcze kiedyś podczas grania będę mieć dreszcze. I że będę się zastanawiać nad fabułą gry dłużej niż kilka minut. I że będę jednocześnie wzruszony i wściekły obserwując śmierć komputerowej postaci. Bioshock to gra wybitna. Jeszcze nie grałeś? No to sklepu, would you kindly (UWAGA SPOILER)?
--
Pro Evolution Soccer 3
GDZIE W domu
CO Gol Mijatovica w wykonaniu Emgie
DLACZEGO PES3 był dla mnie pierwszą grą piłkarską, która nie nudziła się po 10 meczu. Wręcz przeciwnie, każde następne starcie było coraz ciekawsze, a wraz z doświadczeniem i czasem odkrywało się nowe tricki, możliwości i niuanse. Najważniejsza była jednak możliwość dokopania kumplowi. Piwo, docinki i debaty o wyższości gamepada nad klawiaturą trwające do piątej nad ranem... To się nie powtórzy. A już na pewno nie powtórzy się mecz Argentyna - Serbia, w którym Pablo Aimar dokonywał cudów na prawym skrzydle. Strzelił chyba 4 bramki, ale i tak przegrałem - po przepięknej bramce Mijatovica (chyba...) pod koniec dogrywki. Dzięki, Emgie. Ale i tak jestem lepszy.
--
TIE Fighter
GDZIE W kosmosie
CO Lot z Darthem Vaderem
DLACZEGO To była bodajże ostatnia misja. Oczywiście bardzo ważna. Tak ważna, że moim partnerem był sam Lord Darth Vader. To była tylko gra - ale ja wrażenie, że tam, w tym drugim statku jest prawdziwy człowiek z krwi i kości, że to wszystko dzieje się naprawdę. I to poczucie, że ode mnie zależą losy całego wszechświata. A pomijąc wszystko inne - c'mon! To był sam DARTH VADER!
--
Blade Runner
GDZIE Na balkonie
CO Nic, po prostu nic
DLACZEGO Blade Runner to według mnie jedna z lepszych gier w historii i trochę chyba niedoceniana przez graczy i krytyków. Jej największą zaletą była wierność filmowemu oryginałowi, atmosfera i konsekwentne wciąganie gracza w świat gry (np. nie było opcji "włącz podpisy", a postacie komputerowe postacie działały niezależnie od gracza). Mnie powaliła jednak jedna, wyjątkowa scena. W mieszkaniu głównego bohatera był balkon, na który można sobie było wyjść i pooglądać świat na zewnątrz. Tak po prostu, dla przyjemności. Robiłem to co chwilę - bo było to tak piękne.Co jakiś czas odświeżam tę grę i za każdym razem robi to na mnie wrażenie.
Honorowe nominacje:
Thief - pierwsza misja. Grałem w to pierwszy raz podczas gorącego lata, w domu z ogrodem. Wszystkie drzwi i okna otwarte, hulający wiatr. Tak, to ja byłem złodziejem.
System Shock 2 - grając w pierwszą część miałem poczucie dojmującej samotność wynikającej z przebywania na odległej stacji kosmicznej. Grając w drugą po prostu bałem się Shodan i tego, co mnie spotka za następnym rogiem.
Deux Ex - ktoś dobrze podsumował ten tytuł na w komentarzu na youtube: This is the only game that made me feel bad for killing people.
Ufo: Enemy Unknown - za całość klimatu, ale przede wszystkim sekcje zwłok i odkrywanie kolejnych tajemnic. Było to szczególnie niesamowite dla nastolatka, który był wiernym fanem serialu "Z archiwum X", a pierwszą rzeczą, której zaczął szukać w internecie były "wykradzione dokumeny z Roswell". Oh, well.
Privateer - lądowanie na każdej nowej planecie. Wow.
Indiana Jones and Fate of Atlantis - żywy dowód na to, że gry są lepsze od filmów.
Radek Zaleski






















