389 zł – tyle kosztuje przepustka do najwcześniejszej fazy Midnight, najnowszego rozszerzenia World of Warcraft. Gracze, którzy zdecydowali się na Epicką Edycję, od kilku dni eksplorują przebudowane ziemie elfów, podnoszą poziomy do 90. i dzielą się pierwszymi opiniami o jedenastym dodatku w historii gry.
Cena za wczesny start – co zawiera Epicka Edycja
Model „zapłać więcej, zagraj szybciej” Blizzard testuje od lat, ale przy Midnight skala różnicy cenowej jest szczególnie widoczna: wersja podstawowa kosztuje 179 zł, heroiczną wyceniono na 309 zł, a Epicką na wspomniane 389 zł. Najdroższy pakiet daje siedem dni wyprzedzenia, zestaw przedmiotów kosmetycznych, wierzchowca, 30 dni abonamentu, a przede wszystkim możliwość natychmiastowego wejścia do trzech nowych rajdów oraz wypróbowania przeprojektowanego interfejsu i bogatszego systemu transmogryfikacji. Dostęp do talentów do 90. poziomu pozwala od razu sprawdzić pełnię nowych konfiguracji klas, co dla części społeczności było wystarczającą zachętą, by dopłacić ponad dwieście złotych względem podstawowej edycji.
Sama praktyka płatnego wczesnego dostępu nie jest dla marki novum – podobnie rozwiązywano premierę The War Within – jednak w Midnight dodatkowy czas na przygotowanie się do sezonu rajdowego ma szczególne znaczenie. Dwutygodniowe okno pomiędzy pierwszą a oficjalną falą graczy może przełożyć się na przewagę w wyścigu o światowe pierwsze zabójstwa bossów i w ekonomii domów aukcyjnych.
Nostalgiczny akcent: powrót najsłynniejszego paladyna
W prologu Midnight pojawia się bohater, którego imię stało się memem na długo przed popularyzacją mediów społecznościowych. Niefrasobliwy paladyn, znany z nagrania sprzed dwóch dekad, ponownie rzuca się w wir walki, a jego okrzyk bojowy wywołuje salwy śmiechu na czacie. Dla weteranów to ukłon w stronę historii gry; dla młodszych graczy – lekcja, że legenda Azeroth może narodzić się z przypadkowego nagrania. Co istotne, postać została osadzona fabularnie: bierze udział w obronie Quel’Thalas, wspierając oddziały Światłości przeciw siłom cienia, a jej pancerz wreszcie wygląda na kompletny – drobny, ale wymowny żart twórców.
Nostalgię widać nie tylko w cameo znanego paladyna. Midnight zamyka pierwszy akt zapowiedzianej przez Blizzarda „Sagi Serca Świata”, kontynuując wątki The War Within i przenosząc konflikt światła z ciemnością na nowe, bardziej osobiste tory. Stare frakcje, dawni sojusznicy i odświeżone lokacje sprawiają, że wczesny dostęp stał się dla części społeczności swoistą wycieczką sentymentalną.
Nowe technologie, stare problemy
Najbardziej rzuca się w oczy gruntownie odtworzone Silvermoon. Miasto otrzymało nowoczesną geometrię, nowe tekstury i dynamiczne oświetlenie, dzięki czemu nie odstaje od lokacji projektowanych z myślą o obecnych standardach graficznych. W trakcie levelowania gracze testują też zmiany w systemie profesji: w wielu recepturach usunięto losowość jakości, zaś nowe przedmioty rzemieślnicze odblokowują dodatkowe gniazda statystyk. Interfejs użytkownika wzbogacono o opcję pełnej personalizacji rozmieszczenia elementów bez konieczności instalowania zewnętrznych addonów.
Nie obyło się jednak bez potknięć. Pierwszej nocy serwery miały kłopoty z obsłużeniem napływu graczy, a w kolejnych godzinach wprowadzono hotfix zwiększający moc nowych trinketów o symboliczne 69 %. Komunikaty developera wyjaśniały, że pospieszne wzmocnienie miało zapewnić im konkurencyjność względem ekwipunku z The War Within, ale liczba memów powstałych po ogłoszeniu łatki pokazuje, że społeczność traktuje tę decyzję z dużym przymrużeniem oka.
Quo vadis, Midnight?
Entuzjazm pierwszej fali testerów jest odczuwalny: chwalą fabułę, tempo zdobywania poziomów i klimat odświeżonego królestwa elfów. Większe pytanie brzmi jednak, czy pozytywne nastroje utrzymają się, gdy do zabawy dołączą gracze ze standardowej edycji i rozpocznie się wyścig w zawartości końcowej. Wpływ siedmiodniowego head-startu na gospodarkę serwerów oraz na progresję wyścigowych gildii ocenimy dopiero po premierze 2 marca. Na razie wiadomo jedno: mimo dwóch dekad na karku World of Warcraft wciąż potrafi równocześnie budzić nostalgię, wywoływać debatę o monetyzacji i – co najważniejsze – przyciągać graczy do Azeroth na kolejne tysiące godzin.