Blizzard Entertainment zerwał z wieloletnią tradycją kojarzenia swojej kosmicznej marki wyłącznie ze strategią czasu rzeczywistego i oficjalnie potwierdził prace nad pełnoprawną produkcją osadzoną w uniwersum StarCrafta, której premiera została wyznaczona na 2030 rok. Zaprezentowany materiał filmowy, utrzymany w charakterystycznej dla studia filmowej jakości, pokazał intensywne szkolenie żołnierzy Dominium i pierwsze starcie z rojami zergów – ale najciekawsze okazało się to, czego nie widać na pierwszy rzut oka: brak jakichkolwiek informacji o gatunku wskazuje na zupełnie nowy kierunek dla marki.

Blizzard otwiera nowy rozdział w serii

Dotychczas StarCraft pozostawał synonimem RTS-a, który od 1998 roku wyznaczał standardy e-sportu oraz designu w grach strategicznych. Po wydaniu kampanii Legacy of the Void w 2015 roku, studio ograniczało się już tylko do balansowania wieloosobowych rozgrywek i okresowych wydarzeń społecznościowych. Tymczasem na przełomie ostatnich lat w Blizzardzie zaszły zmiany kadrowe – nad nowym tytułem czuwa Dan Hay, producent odpowiedzialny wcześniej za sukces serii Far Cry. Decyzja o powierzeniu projektu osobie o tak jednoznacznie „strzeleckim” rodowodzie sugeruje przejście ku formule akcji z perspektywy pierwszej lub trzeciej osoby. Według analityków NPD Group to właśnie segment gier akcji osiąga obecnie najwyższy wzrost przychodów, co przekłada się na chęć wydawców do dywersyfikacji swoich marek.

Marketingowa łamigłówka napędza zainteresowanie

Kilkanaście dni przed oficjalnym pokazem strona internetowa serii regularnie „psuła się” w oczach odwiedzających: interfejs migotał, a elementy graficzne ulegały dezintegracji. Społeczność błyskawicznie odkryła w kodzie witryny pliki audio datowane na 2575 rok – czyli znacząco dalej w osi czasu niż dotychczasowa fabuła. Nagrania przedstawiały tajną misję eskadry transportowej, w której czujniki mylnie raportowały brak pasażerów, rejestrując jednocześnie kilkanaście biologicznych sygnatur. W jednym z komunikatów pojawiał się niepełny zapis nazwiska zaczynającego się na literę „K” i składającego się z ośmiu znaków, co od razu rozgrzało spekulacje o możliwym powrocie potężnej psioniczki, niegdyś znanej jako Królowa Ostrzy. Tego typu kampania ARG (alternate reality game) buduje zaangażowanie fanów i stanowi coraz popularniejsze narzędzie marketingowe – podobnie postąpiło Bungie przy zapowiedzi nowego Marathonu czy EA Motive przy promocji Dead Space Remake.

Co wiemy o rozgrywce i dlaczego to ważne

Choć twórcy nie potwierdzili gatunku, branżowe źródła – w tym raporty DFC Intelligence oraz wypowiedzi konsultantów z byłych zespołów Activision Blizzard – najczęściej wskazują na hybrydę otwartego świata z elementami extraction shootera. Model ten, zapoczątkowany komercyjnym sukcesem Escape from Tarkov i rozwijany przez takie produkcje jak Hunt: Showdown czy nadchodzące The Division Heartland, opiera się na cyklu krótkich, wysokoryzykownych misji, podczas których gracze zdobywają zasoby i próbują bezpiecznie opuścić mapę. Taki format pasuje do tempa narracji StarCrafta: szybkie naloty na zergowskie ulęgałki czy potyczki z protoskimi egzarchami można z łatwością wpisać w strukturę „wejdź – wykonaj cel – ewakuuj się”. Ponadto otwarta przestrzeń księżyców Koprulu pozwoli na eksplorację, która była dotąd tylko tłem fabularnych przerywników w RTS-ach. Jeżeli potwierdzą się doniesienia o pełnym wsparciu współczesnych silników sieciowych, gra może też trafić do e-sportu – świeżego poletka dla extraction shooterów, jeszcze nieopanowanego przez dominujące ligi.

Perspektywy dla marki i całego gatunku

Zapowiadana premiera w 2030 roku wydaje się odległa, lecz wpisuje się w obserwowaną w ostatniej dekadzie politykę Blizzarda, który stawia na długie cykle produkcyjne, aby wypuszczać gry z wieloletnim potencjałem usługowym. Diablo IV, Overwatch 2 i World of Warcraft wciąż generują znaczące przychody dzięki modelom live service; podobne rozwiązania mogą pojawić się także w nowym StarCrafcie, z rotacyjnymi sezonami, przepustkami bojowymi i rozbudowaną personalizacją jednostek Terran, Protossów czy Zergów. W skali branży projekt ten może okazać się kamieniem milowym – pierwszym tak dużym open-world shooterem w uniwersum, które ma ugruntowaną bazę setek milionów graczy. Jeżeli Blizzardowi uda się pogodzić oczekiwania e-sportowej społeczności RTS z wymogami współczesnych graczy akcji, seria zyska drugą młodość, a rynek otrzyma kolejny impuls do eksperymentów gatunkowych.