BlizzCon 2026 przyniósł pierwszą okazję, aby sprawdzić, jak Diablo IV radzi sobie na drugiej generacji handhelda Nintendo. Krótka, kontrolowana przez Blizzarda prezentacja potwierdziła dwie kluczowe kwestie: tytuł działa w niezmiennie równym tempie 30 klatek na sekundę, a jakość obrazu – zarówno na wbudowanym wyświetlaczu OLED, jak i po zadokowaniu – znacząco przewyższa wszystko, co do tej pory widzieliśmy na mobilnych urządzeniach dużych wydawców. Już po kilkunastu minutach dało się odczuć, że nie mamy do czynienia z pospiesznym, „budżetowym” portem, lecz ze starannie dopracowaną konwersją wykorzystującą ulepszone podzespoły Switcha 2, w tym nowy układ graficzny przygotowany we współpracy z NVIDIĄ.
Płynność i responsywność w dwóch trybach pracy
Producent nie pozwolił na samodzielne modyfikowanie opcji graficznych, jednak w czasie testów gra utrzymywała stałe 30 FPS zarówno w trybie handheld, jak i po zadokowaniu do stacji z wyjściem 4K. Co istotne, nie wystąpiły wahania liczby klatek nawet w momentach, gdy ekran wypełniało kilkudziesięciu przeciwników, a system cząsteczek serwował prawdziwe fajerwerki efektów. Stabilność jest o tyle ważna, że Switch 2 – według nieoficjalnych, ale wiarygodnych raportów – bazuje na chipie T239 z obsługą DLSS 3.5, co pozwala uzyskać płynne wrażenia przy umiarkowanym zapotrzebowaniu na energię. Producent zrezygnował jednak na razie z trybu 40 lub 60 FPS, prawdopodobnie z myślą o żywotności baterii, która według wstępnych pomiarów mediów branżowych wynosi od 4,5 do 6 godzin przy pełnej jasności ekranu i aktywnym Wi-Fi.
Opóźnienia w sterowaniu – kluczowe w dynamicznym hack-and-slashu – utrzymują się w okolicach 55–60 ms, co stawia wersję na Switcha 2 w jednej linii z Steam Deckiem i wyraźnie lepiej od starszego Switcha OLED. Krótkie czasy reakcji potwierdzają, że Blizzard skorzystał z nowych sterowników NVN-2, zoptymalizowanych pod kątem wielowątkowości i szybszej komunikacji pamięci LPDDR5.
Warstwa wizualna i kompromisy, których prawie nie widać
Wielu graczy obawiało się, że przesiadka z konsol dziewiątej generacji na handheld Nintendo pociągnie za sobą poważne cięcia detali. Tymczasem w praktyce ograniczenia sprowadzają się głównie do krótszych zasięgów rysowania nieistotnych elementów środowiska oraz mniej rozbudowanego cieniowania w trybie mobilnym. Rozdzielczość dynamiczna waha się między 900 a 1080 p, a po zadokowaniu konsola korzysta z DLSS, by skalować obraz do 4K bez zauważalnych artefaktów. Szczegółowość tekstur pozostaje wysoka, na co pozwala 12 GB pamięci RAM – czterokrotność tego, czym dysponował pierwszy Switch. Warto też podkreślić, że przenośny ekran 7,9 ", pracujący natywnie w 1080 p przy 90 Hz, maskuje ewentualne uproszczenia geometryczne lepiej niż telewizor; w ruchu gra prezentuje się tu nadzwyczaj klarownie.
W porównaniu z Diablo III z 2018 roku różnica jest kolosalna: oświetlenie w czasie rzeczywistym, zaawansowane mapy normalne i pełna symulacja mgły wolumetrycznej dodają kolejną warstwę głębi. Równocześnie nie odczuwa się „rozmycia”, które nękało wcześniejsze porty wysokobudżetowych tytułów na konsole Nintendo.
Sieciowy fundament rozgrywki – co musisz wiedzieć
Kluczową cechą Diablo IV pozostaje model always-online. Gra wymaga nieprzerwanego połączenia z internetem oraz zalogowania na konto Battle.net niezależnie od trybu zabawy. Dla mobilnego scenariusza oznacza to konieczność korzystania z punktów dostępowych Wi-Fi lub udostępnionego internetu z telefonu. Ponadto do funkcji cross-play i czatów głosowych potrzebna będzie subskrypcja Nintendo Switch Online. Wersja na Switcha 2 zachowuje pełną kompatybilność międzyplatformową, dzięki czemu postępy z PC czy PlayStation można przenieść w obie strony bez żadnych ograniczeń.
Serwery Blizzarda obsługują wspólną pulę graczy, więc spotkanie znajomych walczących na Xbox Series X nie będzie problemem. Należy jednak liczyć się z tym, że w razie utraty zasięgu gra natychmiast rozłącza sesję, a niewysłane dane postępu przepadają – identycznie jak na innych systemach.
Age of Hatred Collection: zawartość, cena i warianty wydania
Switch 2 otrzyma pełny pakiet treści nazwany Age of Hatred Collection. Komplet obejmuje grę podstawową oraz dwa fabularne rozszerzenia: Vessel of Hatred i Lord of Hatred, które dodają nowe regiony Nahantu i Skovos, rozbudowaną linię fabularną i łącznie trzy świeże lochy o podwyższonym poziomie trudności. Łączna liczba grywalnych klas wzrasta do ośmiu; poza tradycyjnym kwartetem (barbarzyńca, druid, nekromanta, czarodziej) można wcielić się również w łotra, spirytystę, paladyna oraz czarnoksiężnika władającego krwią.
Edycja cyfrowa w polskim eShopie została wyceniona na 309 zł. Wariant pudełkowy, dostępny wyłącznie u wybranych detalistów, zawiera kod do eShopu zamiast kartridża. Pełna instalacja zajmuje około 78 GB, co przy nominalnych 256 GB pamięci wewnętrznej Switcha 2 wciąż pozostawia miejsce na kilka innych gier, choć osoby z bogatą biblioteką prawdopodobnie zdecydują się na szybką kartę microSD UHS-I.
Pierwsze wrażenia i perspektywy
Na tle konkurencyjnych handheldów klasy PC – jak Steam Deck OLED czy ASUS ROG Ally – Switch 2 oferuje skromniejszą moc obliczeniową, lecz przewagę zyskuje dzięki optymalizacjom na poziomie systemu i silnego wsparcia deweloperów first-party. Diablo IV jest tego najlepszym dowodem: jednolity 30-klatkowy cel, brak wyraźnych spadków jakości oraz pełna integracja z ekosystemem Battle.net pozwalają cieszyć się rozgrywką bez wrażenia obcowania z wersją drugiej kategorii. Jeśli kolejne testy potwierdzą podobne rezultaty w finalnej kompilacji, a czas pracy na baterii utrzyma się powyżej 5 godzin, Switch 2 stanie się najwygodniejszym sposobem na zabranie Sanktuarium w każdą podróż – o ile tylko dostępne będzie stabilne łącze Wi-Fi.