Ogłoszona jako rutynowa poprawka wersji macOS, aktualizacja ważąca blisko 32 GB do RoboCop: Rogue City zamieniła się 6 marca w jedno z najbardziej osobliwych wydarzeń, jakie zapamięta platforma Steam: przez kilkadziesiąt minut gracze pobierali zupełnie inną – i do tej pory nieujawnioną – grę z dawno wygasłej serii Hunter: The Reckoning.

Jak doszło do technicznej roszady na serwerach Valve

Wszystko zaczęło się od standardowej procedury publikacji nowego builda, mającego dodać wsparcie dla systemu macOS i drobne poprawki stabilności. Zmiany śledzone w publicznej bazie SteamDB pokazały jednak, że wraz z nowym patchem z repozytorium usunięto większość plików RoboCopa – łącznie z głównym plikiem wykonywalnym. W ich miejsce trafił katalog zawierający m.in. plik „Hunter – Win64 – Shipping.exe”. Użytkownicy o pseudonimach Silent i Edness błyskawicznie udokumentowali zdarzenie, publikując zrzuty ekranu przedstawiające kompletnie inny ekran tytułowy, interfejs i fragmenty rozgrywki FPS. Po niecałej półgodzinie studio wycofało feralną paczkę, przywracając właściwą wersję RoboCopa, lecz internet zdążył już obiec świat z nowiną o nieplanowanym wycieku.

Hunter: The Reckoning – powrót marki sprzed dwóch dekad

Hunter: The Reckoning to część rozbudowanego uniwersum World of Darkness, z którego wywodzą się też Vampire: The Masquerade czy Werewolf: The Apocalypse. Na początku lat 2000 powstały trzy konsolowe hack’n’slashe pod tym szyldem, a prawa do marki pozostają dziś w gestii Paradox Interactive. Od blisko dwudziestu lat seria nie doczekała się kontynuacji, dlatego każdy ślad jej reaktywacji budzi ciekawość. Wyciekła kompilacja prezentowała nowe ujęcie: perspektywę pierwszoosobową, realistyczną oprawę i wczesne systemy narracyjne oparte na dialogach ze świadkami zdarzeń. To duży zwrot w porównaniu z kooperacyjnymi grami akcji sprzed lat, co sugeruje pełnoprawny reboot, a nie prosty remaster.

Ślady prowadzą do Teyon i Nacon

Na jednym z uchwyconych ekranów znajdują się nazwiska deweloperów, wśród nich reżyser RoboCopa Piotr Łatocha, co mocno wskazuje na studio Teyon jako twórcę tajemniczego projektu. Wydawcą zarówno RoboCopa, jak i wielu nowych gier z licencji World of Darkness, jest francuski Nacon. Firma w ostatnich latach agresywnie poszerza katalog gier AA opartych na rozpoznawalnych markach, finansując m.in. Terminator: Survivors czy Gangs of Sherwood. Z biznesowego punktu widzenia połączenie znanej licencji z doświadczonym zespołem, który właśnie odniósł komercyjny sukces RoboCopem, wydaje się logicznym posunięciem.

Czego mogą spodziewać się gracze i rynek

Tego typu wpadki rzadko prowadzą do negatywnych konsekwencji dla twórców, o ile dane nie wyciekły w pełni. W tym przypadku jedyną stratą było niezamierzone odsłonięcie projektu we wczesnym stadium. Paradoksalnie taka sytuacja może nawet podgrzać zainteresowanie, podobnie jak w przeszłości przecieki Doom Eternal czy Half-Life Alyx, które wygenerowały dodatkowy rozgłos bez istotnego uszczerbku dla planów marketingowych. Dla Teyon to szansa, by po udanym RoboCopie umocnić reputację studia zdolnego do pracy z licencjami filmowymi i growymi. Branża uważnie obserwuje każdy ruch w uniwersum World of Darkness, zwłaszcza po problematycznej produkcji Bloodlines 2. Jeśli więc Hunter rzeczywiście powstaje, niezamierzona premiera plików stała się nieformalną zapowiedzią gry, o którą fani upominają się od lat.

Szersze lekcje z niecodziennego incydentu

Z punktu widzenia inżynierii oprogramowania pomyłka obnaża kruchość procesów dystrybucji cyfrowej. Steam pozwala na wielowarstwowe testy i kanały beta, lecz błędna konfiguracja depotów potrafi skierować prywatne buildy do publicznej gałęzi. W erze pracy zdalnej, szybkiej iteracji i automatycznych pipeline’ów CI/CD kontrola jakości nabiera nowego znaczenia – szczególnie gdy mowa o projektach licencjonowanych, objętych klauzulami poufności. Dla użytkowników to przypomnienie, że pozornie zwykła aktualizacja może kryć niespodzianki, a dla firm – że nawet najlepsze NDA nie pomoże, gdy zawiedzie ludzkie oko przy wyborze właściwej gałęzi kodu.