Niewiele gier osiągnęło tak spektakularny status jak Baldur’s Gate 3, dlatego wiadomość o telewizyjnej kontynuacji wzbudziła jednocześnie ciekawość i niepokój. Entuzjazm po stronie producentów zderzył się z obawami fanów, którzy zastanawiają się, czy magia interaktywnego RPG-a przetrwa przeniesienie na mały ekran.
Geneza projektu i nazwiska za kamerą
Serial powstaje z inicjatywy HBO we współpracy z Wizards of the Coast, właścicielem marki Dungeons & Dragons. Reżyserią zajmuje się Craig Mazin, który ma na koncie uznaną ekranizację The Last of Us oraz wielokrotnie nagradzany Czarnobyl. Choć doświadczenie Mazina uspokaja część widzów, równie często powraca pytanie o brak udziału Larian Studios – belgijskiego zespołu, który tchnął nowe życie w serię po ponad dwudziestu latach przerwy. Twórcy gry deklarują, że skupiają się na innych projektach, a los telewizyjnego Baldur’s Gate spoczywa wyłącznie w rękach nowego zespołu scenarzystów.
Nieufność społeczności graczy
Już pierwsze dyskusje na forach Reddita czy w mediach społecznościowych pokazały falę sceptycyzmu. „Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek mógł zagrać Astariona, nie zmieniając zupełnie jego charakteru” – napisał jeden z użytkowników. Inny dodał: „Serialu i tak nie obejrzę, jeśli będzie to tylko szybka próba monetyzacji sukcesu gry”. Przytaczane argumenty można podzielić na trzy kategorie: obawa o utratę złożoności postaci, lęk przed komercjalizacją oraz przekonanie, że historia BG3 jest zbyt osobista, bo powstawała z udziałem gracza jako współautora wydarzeń.
Na fali krytyki pojawiają się także głosy rozsądku. Część komentujących przyznaje, że wysokobudżetowa produkcja ma potencjał przyciągnąć nowych odbiorców do uniwersum Zapomnianych Krain. „Jeśli Mazin utrzyma poziom The Last of Us, może wyjść coś wyjątkowego” – zauważył jeden z uczestników dyskusji, choć natychmiast dodał: „Pod warunkiem, że nie ograniczy się do odtworzenia popularnych scen typu romance z gry”.
Dziedzictwo Baldur’s Gate i pułapki adaptacji
Seria Baldur’s Gate narodziła się w 1998 r. i od początku stawiała na rozległe, wielowątkowe scenariusze. Trzecia część poszła krok dalej, oferując dynamiczny system dialogów i rozgałęzione ścieżki fabularne, które na ekranie telewizyjnym trzeba będzie skondensować do jednej, kanonicznej wersji wydarzeń. Właśnie tutaj kryje się główna trudność: gra pozwalała graczom kształtować motywacje Cienia-Serca czy wybory Lizery, tymczasem serial będzie musiał zdecydować, która z alternatyw staje się „tą prawdziwą”. W oczach wielu fanów taka decyzja automatycznie wyklucza część osobistych przeżyć, co z kolei grozi alienacją najbardziej zagorzałej społeczności.
Jak ugryźć świat Zapomnianych Krain?
Krytycy planów kontynuowania BG3 w telewizji wskazują, że bogactwo historii Zapomnianych Krain można ująć w zupełnie inny sposób – choćby wracając do opowieści o Bhaalspawnie z dwóch pierwszych odsłon lub adaptując słynne kampanie papierowego D&D („Waterdeep: Dragon Heist”, „Tyranny of Dragons”). Trzeba jednak pamiętać, że film „Dungeons & Dragons: Złodziejski honor” z 2023 r., mimo solidnych recenzji, nie spełnił w pełni oczekiwań finansowych Paramount. Pokazuje to, że sama popularność marki nie gwarantuje sukcesu, a rynek adaptacji tytułów growych pozostaje wymagający, nawet w erze triumfu takich produkcji jak Arcane czy Castlevania.
Co dalej z telewizyjnym Baldur’s Gate?
Na tym etapie serial jest obietnicą – niczym rzut kością k20, który może przynieść zarówno krytyczną porażkę, jak i spektakularny sukces. Czy doświadczenie Craiga Mazina i budżet HBO wystarczą, by oddać wielowątkowość oryginału, a jednocześnie przyciągnąć widzów, którzy nigdy nie stworzyli własnej drużyny w grze? O tym przekonamy się dopiero po premierze, a na razie pozostaje obserwować, czy twórcy zdołają rozwiać narastające wątpliwości społeczności, czy też podzielą los nieudanych adaptacji, które straciły szansę na naturalne 20 oczek.