Nieustannie rosnące koszty produkcji, zmienny popyt oraz presja inwestorów sprawiły, że w ostatnich latach praca przy grach wideo stała się zajęciem nacechowanym wysokim ryzykiem. W tym niestabilnym otoczeniu głos zabiera Paula Mackiewicz-Armstrong, analityczka jakości lokalizacji z warszawskiego CD Projekt Red, która właśnie przekroczyła osiem lat stażu i apeluje do branży o budowanie silnych struktur związkowych.
Burzliwa fala zwolnień w światowych studiach
Od 2022 r. do pierwszego kwartału 2026 r. z ogólnoświatowych zestawień wynika, że etaty straciło ponad 17 tys. twórców gier. Najgłośniejsze redukcje przeprowadzili m.in. Microsoft (2023), Embracer Group (2024) oraz Epic Games, które wiosną 2026 r. rozstało się z ok. 1000 osobami, uzasadniając to spadkiem przychodów z Fortnite i opóźnieniami nowych projektów. Trend dotknął również pośrednich sektorów — od middleware po e-sport — co potwierdza skalę problemu.
Managerowie tłumaczą ruchy „racjonalizacją struktury kosztów” lub „dostosowaniem do realiów rynkowych”. W praktyce oznacza to, że nawet rentowne zespoły mogą znaleźć się na celowniku, jeśli prognozy nie spełnią oczekiwań akcjonariuszy. Analitycy Newzoo podkreślają, że nakłady marketingowe rosną szybciej niż sprzedaż, a jeden nieudany tytuł potrafi zachwiać budżetem całej korporacji. Efekt domina uderza przede wszystkim w specjalistów produkcji, QA i marketingu – stanowiska, które najłatwiej zastąpić krótkoterminowymi kontraktami.
Głos sprzeciwu z Warszawy
W takiej atmosferze Mackiewicz-Armstrong mówi wprost: „Mam szczęście, że pracuję w stabilnym studiu, jednak nie chcę być wyjątkiem. Jeśli się nie zorganizujemy, pozostaniemy zdani na łaskę rynku”. Jej apel jest szczególnie słyszalny, bo pochodzi z firmy, która po burzliwej premierze Cyberpunka 2077 znacząco poprawiła procesy i dziś uznawana jest za jedno z solidniejszych miejsc pracy w regionie.
Deweloperka podkreśla, że indywidualne negocjacje z pracodawcą kończą się sukcesem tylko w nielicznych przypadkach, natomiast wspólne występowanie pracowników zwiększa przejrzystość procedur zwolnień i pozwala wywalczyć korzystniejsze pakiety odpraw. Zwraca też uwagę na lokalne inicjatywy – w Polsce działa Związek Pracowników Branży Gier, a w Niemczech czy USA powstają komórki Game Workers Alliance, które negocjują m.in. limity nadgodzin i minimalne stawki kontraktowe.
Siła i granice związków zawodowych
Badania Uniwersytetu Kalifornijskiego pokazują, że w firmach, gdzie istnieją formalne porozumienia zbiorowe, prawdopodobieństwo zwolnień grupowych spada średnio o 12 proc. Zauważalny jest także efekt wizerunkowy: pracodawcy obawiają się utraty reputacji, gdy decyzje kadrowe trafiają do mediów za pośrednictwem reprezentacji pracowniczej.
Nie zawsze jednak organizacja chroni przed redukcjami. Gdy w 2025 r. kanadyjskie Halifax Studio przyłączyło się do Game & Media Workers Guild, właściciel – Ubisoft – zamknął oddział miesiąc później, tłumacząc restrukturyzacją portfela marek. Podobny scenariusz rozegrał się w Rockstar Dundee, gdzie sąd przyznał firmie prawo do likwidacji stanowisk mimo protestów związku. Te przypadki pokazują, że prawo pracy daje przedsiębiorstwom szerokie możliwości manewru, jeśli udowodnią, iż likwidacja wynika z sytuacji ekonomicznej.
Jak przenieść solidarność z idei do praktyki
Eksperci rynku zatrudnienia wskazują trzy kroki, które mogą wzmocnić pozycję twórców gier. Po pierwsze, edukacja: znajomość lokalnych przepisów oraz porównywanie stawek branżowych pozwala szybciej reagować na niekorzystne zapisy w umowach. Po drugie, transparentność płac – współdzielone arkusze wynagrodzeń w dużych studiach już kilkukrotnie zakończyły się podwyżkami dla najsłabiej opłacanych grup. Po trzecie, formalizacja: choć tworzenie komisji zakładowej wymaga odwagi, daje dostęp do narzędzi prawnych, z których pojedynczy pracownik skorzystać nie może.
Dla części zespołów rozwiązaniem pośrednim staje się korzystanie z międzynarodowych organizacji umbrella, zapewniających wsparcie prawne i mediacje bez konieczności rejestrowania pełnoprawnego związku w każdym kraju. Model ten przyjęły już niektóre studia indie w Hiszpanii, Finlandii i Brazylii, gdzie freelancerzy zrzeszają się w federacjach branż kreatywnych.
Współczesna branża gier balansuje pomiędzy nieskrępowaną kreatywnością a twardymi wskaźnikami przychodów. Apel warszawskiej weteranki pokazuje, że nawet w firmach postrzeganych jako bezpieczne rośnie świadomość kruchości zatrudnienia. Czy masowe zwolnienia z ostatnich lat staną się katalizatorem trwałej zmiany? Odpowiedź zależy od tego, jak skutecznie twórcy potrafią przełożyć solidarność na realne, prawnie umocowane struktury.