Warszawskie studio Enjoy weszło na rynek z przytupem: ich debiutancki tytuł Everwind – pierwszoosobowe RPG z elementami survivalu i otwartym światem lewitujących wysp – od kilku dni utrzymuje się w czołówce list popularności platformy Steam Early Access. Sukces rodzimych twórców wywołał falę dyskusji: czy mamy do czynienia z kolejną polską perłą pokroju Green Hell, czy może to tylko chwilowa ciekawostka? Poniżej przyglądamy się liczbom, kluczowym mechanikom oraz planom rozwoju gry, zestawiając je z trendami dominującymi dziś w segmencie niezależnych RPG.
Skala zainteresowania: co mówią dane ze Steama i portfela graczy
Już w pierwszą dobę po premierze równocześnie bawiło się w Everwind ponad osiem tysięcy osób – wynik, który plasuje projekt powyżej średniej dla świeżych gier niezależnych. Według panelu statystyk platformy Valve około 85 procent z ponad ośmiuset wystawionych opinii to recenzje pozytywne, co wskazuje nie tyle na viralowy entuzjazm, ile na realne zadowolenie użytkowników. Wersja podstawowa wyceniona została na 79 zł, natomiast rozszerzona Capybara Edition – na 159 zł; do końca marca obowiązuje 10-procentowa zniżka. Dla porównania, gdy podobny sukces odnosił swego czasu Valheim, w analogicznym okresie sprzedaży odnotowano niespełna 20 tysięcy jednoczesnych graczy, lecz przy znacznie szerszej kampanii marketingowej. W tym kontekście polska produkcja prezentuje się zaskakująco dojrzale jak na debiut średniej wielkości studia.
Od sandboxa do pełnoprawnego RPG: filary rozgrywki i unikalne rozwiązania
Na pierwszy rzut oka niskopoligonowa szata graficzna i klockowa architektura przywołują skojarzenia z Minecraftem. W praktyce gra stawia jednak na strukturę przypominającą klasyczne komputerowe RPG – z awansem postaci, tabelą statystyk oraz drzewkami rozwoju magii żywiołów. Trzon zabawy wyznacza eksploracja archipelagu dryfujących wysp, a kluczowym narzędziem staje się osobisty latający okręt, który można powiększać o nowe pokłady, kadłuby i silniki odblokowywane w miarę postępów.
System rzemiosła uproszczono do trzech głównych surowców i kilkunastu schematów, dzięki czemu nawet początkujący gracze nie gubią się w setkach receptur. Walka – zdaniem recenzentów – łączy szybkie uniki rodem z soulslike’ów z dynamiką hero-shootera; oprócz tradycyjnych broni białych i dystansowych dostępne są runy żywiołów pozwalające na przykład zdmuchnąć przeciwnika z wyspy czy czasowo spętać go lodem. Ten hybrydowy model rozgrywki wpisuje się w widoczny od kilku lat trend „RPG-ifkacji” gier survivalowych, reprezentowany również przez tytuły takie jak Grounded czy Smalland.
Kooperacja, technikalia i plan dalszego rozwoju
Największym magnesem Everwind jest rozbudowany tryb kooperacji dla maksymalnie czterech osób. W chwili premiery mapa ograniczona była mechanizmem tetheringu, który zmuszał drużynę do trzymania się w promieniu kilkuset metrów od hosta. Twórcy zapowiedzieli jednak stosowną łatkę jeszcze przed końcem kwartału oraz wprowadzenie dedykowanych serwerów, co pozwoli graczom swobodnie dzielić się obowiązkami: jeden szyje pancerz pod pokładem, drugi kartografuje nowy biom, trzeci odpiera nalot smokopodobnych Phylarów.
Na najbliższy rok rozwoju przewidziano również system reputacji frakcji, dodatkowe żywioły – m.in. sztormowy i próżniowy – oraz endgame’owe podziemia okalające jądro największej z wysp. Harmonogram przypomina model przyjęty przez Subnautikę czy The Forest – regularne aktualizacje co sześć–osiem tygodni, a po roku wyjście z Early Access w wersji 1.0.
Polska scena indie coraz silniejsza: kontekst branżowy
Everwind nie jest odosobnionym przypadkiem; to kolejny przykład ekspansji polskich gier niezależnych na światowe rynki. Według analityków firmy Newzoo udział naszego kraju w segmencie PC indie wzrósł w 2025 roku do 4,3 procent, podczas gdy jeszcze pięć lat temu wynosił niespełna 1,5 procenta. Udane premiery Against the Storm, The Riftbreaker czy World War 3 zbudowały rozpoznawalność polskiej myśli developerskiej, a rosnąca sieć programów grantowych – od Narodowego Centrum Badań i Rozwoju po fundusze inwestycyjne wyspecjalizowane w gamingu – pozwala studiom takim jak Enjoy mierzyć się z międzynarodową konkurencją.
Otwarty świat podzielony na wyspy, w którym obracają się sterowce napędzane magią, może brzmieć jak fantazja nastolatka zafascynowanego Skypirates, lecz liczby pokazują, że gracze oczekują dziś właśnie takiej świeżości. Jeśli obietnice dotyczące roadmapy zostaną spełnione, a studio zdoła utrzymać tempo aktualizacji, Everwind ma realną szansę stać się kolejnym długowiecznym tytułem „serwisowym” – nie tyle polską odpowiedzią na Minecrafta, ile samodzielną marką wyznaczającą nowe standardy w kategorii niezależnych RPG survival.