Powrót urządzenia, które w latach 90. stało się synonimem nieudanego flirtu z wirtualną rzeczywistością, rozgrzewa dziś dyskusje o granicach nostalgii i cierpliwości graczy. Nintendo zdecydowało się odkurzyć Virtual Boy, oferując selekcję klasycznych tytułów w ramach dodatkowej usługi dla posiadaczy Switcha. Zanim jednak zanurzymy się w czerwono-czarny świat retro-VR, trzeba przygotować portfel: do subskrypcji Nintendo Switch Online + Expansion Pack dochodzi bowiem koszt dedykowanego hełmu w wersji kolekcjonerskiej lub kartonowej. Czy po niemal trzech dekadach rynkowej banicji sprzęt ma szansę na rehabilitację, czy też czeka nas powtórka z rozrywki z równie gorzkim zakończeniem?

Wirtualny sen Nintendo sprzed ćwierćwiecza

Kiedy w lipcu 1995 roku Virtual Boy trafił najpierw do japońskich, a miesiąc później do amerykańskich sklepów, branża żyła wizją immersyjnych hełmów rodem z filmów science-fiction. Inżynierowie Nintendo, opierając się na 32-bitowym procesorze NEC V810 oraz diodach LED wyświetlających stereoskopowy obraz, chcieli wyprzedzić konkurencję, podczas gdy premiera Nintendo 64 niebezpiecznie się opóźniała. Debiut rynkowy rozpoczął się od ceny 179,95 USD, co w połowie lat 90. było porównywalne z kosztem nowej konsoli domowej. Mimo to urządzenie szybko uzyskało łatkę eksperymentu dla wąskiego grona entuzjastów, a nie pełnoprawnej platformy.

Czerwień, czerń i bóle karku – przyczyny klęski

Wizualny minimalizm ograniczony do czerwieni i czerni nie był jedynym problemem. Konstrukcja wymagała statycznego statywu, aby zminimalizować potencjalny wpływ fal elektromagnetycznych na użytkownika oraz ryzyko urazów szyi. W efekcie gogle nie pozwalały chodzić ani rozglądać się w przestrzeni – a właśnie tego oczekiwała publiczność rozpieszczona przez kolorowe produkcje na Sega Mega Drive czy debiutujące wówczas trójwymiarowe gry na pierwsze PlayStation. Katalog tytułów zatrzymał się na zaledwie 22 produkcjach, a sprzedaż według danych firmy przekroczyła nieznacznie 770 tys. sztuk, co do dziś czyni projekt największą finansową porażką w historii Nintendo.

Druga szansa w erze Switcha: ile to kosztuje?

Nowa inicjatywa producenta opiera się na aplikacji odtwarzającej oryginalne gry, lecz dostęp do niej wymaga aktywnej subskrypcji Nintendo Switch Online + Expansion Pack, której roczny koszt w Polsce zbliża się do 170 zł. Do działania potrzebne jest ponadto nowe akcesorium: plastikowa replika hełmu za 99,99 USD lub tańsza wersja kartonowa, wyceniona na 24,99 USD. Nintendo argumentuje, że specjalny zestaw soczewek odtwarza autentyczną głębię 3D, ale trudno pominąć fakt, iż nieoficjalne emulatory od lat radzą sobie z tym bez dodatkowego sprzętu. Ograniczona dostępność i wysoki próg wejścia sprawiają, że oferta celuje głównie w kolekcjonerów oraz najbardziej lojalnych fanów marki.

Nostalgia kontra pragmatyzm – kto wygra to starcie?

Z jednej strony firma wykorzystuje modę na retro, która napędza sprzedaż zminiaturyzowanych konsol i reedycji gier. Z drugiej – decyduje się powrócić do produktu, którego reputacja jest daleka od kultowego statusu Game Boya czy Super Nintendo. Analitycy zauważają, że ewentualny sukces będzie zależał od dwóch czynników: siły marki Nintendo wśród młodszych graczy oraz gotowości starszych odbiorców do ponownego wydania pieniędzy na sprzęt, który już raz ich rozczarował. Jeżeli popyt okaże się niski, projekt może podzielić los pierwowzoru; jeśli natomiast sprzedaż spełni oczekiwania, Virtual Boy ma szansę stać się przykładem marketingowej rewitalizacji, jakiej branża gier dawno nie widziała.