Przesyłka z limitowanym pakietem do gry Clair Obscur: Expedition 33 wywołała w ostatnich dniach niecodzienne zamieszanie. Po otwarciu paczki iracki urząd celny zatrzymał bogato zdobiony album ilustracji, uznając go za obiekt, który może przedstawiać znaczącą wartość historyczną. Cała sytuacja zrodziła pytania o to, jak współczesne gadżety kolekcjonerskie wchodzą w orbity przepisów chroniących dziedzictwo kulturowe oraz jak wydawcy mogą zabezpieczyć swoich klientów przed podobnymi problemami.

Z informacji przekazanych przez nabywcę wynika, że poza samym artbookiem reszta zestawu – w tym figurki i replikowane artefakty – została odesłana do adresata bez zastrzeżeń. Książka trafiła natomiast do Ministerstwa Kultury i Antyków, gdzie ma przejść ekspertyzę potwierdzającą jej współczesne pochodzenie. Dopóki procedura się nie zakończy, prywatny kolekcjoner pozostaje bez najcenniejszego elementu zamówienia, a branża komentuje, jak cienka bywa granica między pop-kulturową stylizacją a autentyczną sztuką dawnego rzemiosła.

Clair Obscur: Expedition 33 – droga od debiutu niezależnego studia do międzynarodowego hitu

Produkcja francuskiego zespołu Sandfall Interactive pojawiła się na rynku niespełna rok temu i natychmiast zwróciła uwagę połączeniem japońskiej szkoły RPG z secesyjną estetyką Belle Époque. Krytycy wychwalali przede wszystkim malarskie projekty postaci oraz oryginalny system walki inspirowany turówkami sprzed dwóch dekad. Stały wzrost sprzedaży sprawił, że pierwotnie skromny nakład wersji kolekcjonerskiej wyczerpał się w ciągu kilkudziesięciu godzin, a fani domagali się wznowienia najważniejszych gadżetów.

Odpowiedzią studia była edycja Monolith – pakiet wszystkich fizycznych dodatków bez nośnika z grą. W zestawie znalazły się między innymi figurka głównej bohaterki, metalowy naszyjnik z motywem róży oraz stustronicowy „Dziennik Ekspedycji” przywodzący na myśl rękopisy XIX-wiecznych podróżników. To właśnie perfekcyjnie postarzana okładka, ręcznie patynowany papier i celowe ślady „użycia” miały wywołać u kolekcjonerów wrażenie obcowania z przedmiotem z innej epoki.

Kolekcjonerskie gadżety a międzynarodowa logistyka – gdzie zaczynają się kłopoty

Rynek edycji kolekcjonerskich rośnie w tempie kilkunastu procent rocznie, a według szacunków firm analitycznych jego wartość przekroczyła już kilka miliardów dolarów. Wraz z ekspansją geograficzną pojawiają się jednak wyzwania, których cyfrowa dystrybucja nie zna: deklaracje celne, ograniczenia importowe czy konieczność załączania certyfikatów potwierdzających pochodzenie materiałów. W wielu krajach figurki z żywicy lub repliki broni są drobiazgowo kontrolowane, jednak tym razem problemem okazało się… zbyt wierne naśladownictwo rękodzieła epoki brązu i średniowiecznych iluminacji.

Irackie prawo, podobnie jak regulacje kilkudziesięciu innych państw, nakłada restrykcje na wwożenie obiektów mogących pochodzić sprzed 1917 roku. Po wieloletnich grabieżach muzeów w czasie konfliktów zbrojnych tamtejsze służby celne przyjęły zasadę domniemania wartości historycznej przy każdym przedmiocie o archaicznym wyglądzie. Dopiero specjalistyczna ekspertyza może potwierdzić, że dany obiekt nie stanowi części narodowego dziedzictwa, a tym samym może zostać zwrócony właścicielowi.

Ochrona dziedzictwa kulturowego kontra branża gier – kolizja dwóch światów

Konwencja UNESCO z 1970 roku oraz późniejsze porozumienia międzynarodowe zobowiązują sygnatariuszy do zatrzymywania i badania przedmiotów, które mogą pochodzić z nielegalnych wykopalisk. W ostatnich latach dotyczyło to głównie monet i ceramiki, lecz katalog zatrzymań poszerza się wraz z popularnością wysokiej jakości replik filmowych i growych. W 2021 roku amerykański urząd graniczny zatrzymał kolekcjonerską kopię miecza inspirowanego mitologią nordycką, a w Europie Zachodniej dochodziło do konfiskaty figurek ze stali, które przypominały artefakty z epoki żelaza.

Dla deweloperów i producentów gadżetów oznacza to konieczność projektowania materiałów tak, by zachować stylistykę, a jednocześnie wyraźnie naznaczyć je współczesnym rodowodem. Niektóre firmy dołączają do przesyłek dodatkowe etykiety z datą produkcji i nazwą zakładu drukarskiego, inne nanoszą mikrograwerunki niewidoczne gołym okiem. Rozwiązaniem bywa również umieszczanie w instrukcjach kodów QR odsyłających do certyfikatu autentyczności wystawianego przez producenta.

Jak wydarzenie może wpłynąć na relacje twórców z kolekcjonerami

Choć wspomniany album prawdopodobnie wróci do właściciela, incydent odbił się szerokim echem w mediach społecznościowych i forach poświęconych grom. Wielu graczy zaczęło pytać o procedury reklamacyjne, a część sprzedawców rozważa wprowadzenie nowej klasy ubezpieczeń obejmujących ryzyko konfiskaty. Jednocześnie wydarzenie paradoksalnie zwiększyło rozpoznawalność samej gry – zainteresowanie limitowanymi pakietami ponownie wzrosło, a ceny na rynku wtórnym poszybowały w górę.

Specjaliści od marketingu zwracają jednak uwagę, że wzrost popularności nie zawsze równoważy negatywne doświadczenia klientów. Jeżeli czas oczekiwania na wyjaśnienie sprawy przedłuży się, a kolejne partie artbooków będą pod lupą służb celnych, twórcy mogą stanąć przed decyzją o modyfikacji projektu lub przeniesieniu części sprzedaży do modelu cyfrowego. Coraz większą rolę mogą tu odegrać również partnerzy logistyczni specjalizujący się w dziełach sztuki, którzy wystawiają szczegółową dokumentację transportową.

Wydarzenie z Iraku pokazuje, że w erze globalnej dystrybucji gry komputerowe i ich fizyczne dodatki zaczynają wchodzić na teren, który dotychczas zarezerwowany był dla muzeów i domów aukcyjnych. Twórcy inspirują się historią, a urzędnicy strzegą historycznego dziedzictwa – i choć cele obu stron są z natury odmienne, łączy je przekonanie o wyjątkowej wartości przedmiotów, którymi się zajmują.