Premiera szóstej odsłony Forza Horizon ponownie rozpaliła dyskusję o tym, jak daleko zaszła marka od czasu, gdy w 2012 r. po raz pierwszy opuściła bezpieczne tory symulatora Forza Motorsport i przeniosła się w przestrzeń otwartego świata. Powrót do pierwowzoru po ponad dekadzie pozwala nie tylko poczuć nostalgię, lecz także zrozumieć, dlaczego eksperyment Playground Games już w dniu debiutu wyznaczał nowe standardy wśród gier wyścigowych.
Geneza nowego kierunku
W drugiej połowie pierwszej dekady XXI w. Microsoft posiadał już silną pozycję w świecie symulatorów dzięki serii Forza Motorsport, lecz rynek gier arkadowych pozostawał zdominowany przez Need for Speed. Strategia amerykańskiego koncernu zakładała rozbudowę oferty i przyciągnięcie graczy, którzy cenili luźniejszą formułę prowadzenia samochodu. Aby osiągnąć ten cel, w 2010 r. powołano w brytyjskim Leamington Spa studio Playground Games – zespół złożony z weteranów Codemasters, Slightly Mad Studios oraz Bizarre Creations.
Zadanie, jakie postawiono przed nowym zespołem, było trudne: stworzyć tytuł łączący fizykę jazdy znaną z Forza Motorsport z otwartą mapą, systemem progresji w duchu gier RPG oraz festiwalową atmosferą przyciągającą mniej „seryjnych” kierowców. Projekt szybko zyskał zielone światło, a producent sprzętu zaoferował ścisłą współpracę z Turn 10 Studios, odpowiedzialnym za silnik graficzny oraz bibliotekę licencji motoryzacyjnych.
Ambicje techniczne i ograniczenia epoki
Xbox 360 dysponował zaledwie 512 MB pamięci RAM, co przy otwartym świecie stanowiło potężne wyzwanie. Playground Games opracowało system strumieniowania danych, który w locie wczytywał geometrię terenu i obiekty, pozwalając utrzymać płynne 30 kl./s i rozdzielczość 720p. Rozwiązanie to pod wieloma względami wyprzedzało konkurencyjne produkcje i zapewniało krótkie czasy ładowania – kluczowe w grach wyścigowych, gdzie flow rozgrywki nie może być przerywany.
Mapa inspirowana Kolorado mierzyła ok. 120 km dróg i zawierała zróżnicowane biomy: od górskich przełęczy po pustynne równiny. Projektanci zadbali o przeplatanie szerokich autostrad z krętymi trasami szutrowymi, co już wtedy dawało przedsmak późniejszej fascynacji serii off-roadem. Jednocześnie ograniczenia pamięci wymusiły stosowanie niewidzialnych barier w miejscach, gdzie silnik nie był w stanie renderować odległej scenerii tak szybko, jak poruszał się samochód.
Na osobną uwagę zasługuje warstwa dźwiękowa. Kompozytorzy skorzystali z technologii modulacji odgłosów pracy silnika w czasie rzeczywistym, dobierając parametry zależnie od ustawień wydechu i liczby cylindrów. Zabieg ten sprawił, że mimo arkadowego sznytu gra brzmiała wiarygodnie, czego brakowało wielu konkurentom z początku lat 2010.
Siła festiwalowej narracji
Sercem gry stał się fikcyjny Horizon Festival – motoryzacyjna impreza muzyczna wzorowana na europejskich festiwalach plenerowych. Otoczka rywalizacji o kolorowe opaski wprowadzała lekki, wakacyjny klimat, odróżniając tytuł od surowych symulatorów i dominujących wówczas gier ulicznych o mrocznym tonie. Za selekcję soundtracku odpowiadał brytyjski DJ Rob da Bank, który stworzył trzy stacje radiowe łączące indie-rock, muzykę elektroniczną i klasykę motoryzacyjnego brzmienia. Wydarzenia typu „Showcase” – wyścigi z balonem na ogrzane powietrze czy samolotem akrobatycznym – przełamywały rutynę i budowały medialny charakter marki.
Równie istotna okazała się lokalizacja. Polska wersja językowa otrzymała pełny dubbing, co w gatunku wyścigowym nadal jest rzadkością. Dyrektorzy projektu podkreślali, że profesjonalny lektor w roli spikera festiwalu miał sprawić, by gracz czuł się uczestnikiem realnego wydarzenia, a nie jedynie wirtualnego symulatora.
Czy pierwszy Horizon przetrwał próbę czasu?
Z perspektywy 2024 r. rozmiar mapy wypada skromnie, a brak dynamicznej pogody czy możliwości zjechania w każdy zaułek kontrastuje z nowszymi częściami serii. Mimo to rdzeń rozgrywki wciąż błyszczy: precyzyjny, lecz wybaczający model jazdy, klarowna struktura kariery i różnorodny park maszyn – od Mazdy RX-7 po Lamborghini Aventador – zapewniają kilka-naście godzin doskonałej zabawy bez konieczności wykonywania dziesiątek pobocznych zadań.
Dodatkowy atut stanowi zgodność wsteczna. Na Xbox Series X gra uruchamia się w 4K dzięki automatycznemu skalowaniu, a tryb Auto HDR poprawia kontrast nocnych przejazdów. Cyfrowa wersja została co prawda wycofana ze sklepów po wygaśnięciu licencji muzycznych, lecz fizyczny egzemplarz łatwo znaleźć na rynku wtórnym, a serwery rang nadawanych przez system Drivatar nadal funkcjonują w trybie offline.
Dla kolekcjonera motoryzacyjnych klasyków powrót do pierwszego Forza Horizon to szansa, by na nowo docenić projektowe decyzje, które dzisiaj uznajemy za oczywiste standardy: płynne przejście między typami wyścigów, integrację kultury muzycznej i motoryzacyjnej oraz otwartą mapę zaprojektowaną „pod fun” z jazdy. Z kolei gracze przyzwyczajeni do ogromu zawartości w Forza Horizon 5 czy 6 odnajdą tu bardziej zwarte doświadczenie, wolne od przesytu nagród i powiadomień. W obu przypadkach warto, choćby na kilka godzin, przypomnieć sobie, od czego zaczęła się droga do jednej z najważniejszych serii wyścigowych ostatnich lat.