Helldivers 2 wyrósł na jedną z najgłośniejszych kooperacyjnych strzelanek ostatnich miesięcy: po kampanii ratowania Cyberstanu twórcy dorzucili do pieca Iluminatów, a następnie urozmaicili fronty bitewne przepustką bojową inspirowaną I wojną światową. Właściciele wyrzutni, miotaczy i kombinezonów wspomaganych otrzymali więc nowy zestaw zabawek, jednak wraz z nim powróciło stare pytanie: czy w galaktycznej wojnie o Super-Ziemię ktokolwiek jeszcze przejmuje się prawami fizyki i sensownym nazewnictwem ekwipunku?

Festiwal paradoksów balistycznych

Nieliniowa logika arsenału serwowana przez Arrowhead Game Studios rozkwita w najlepsze. Weźmy dwie głowice odpalane z osobistego wyrzutnika: jedna waży symboliczne pięć kilogramów, druga ponad sto razy więcej i spada z orbity – a mimo to ta lżejsza potrafi zostawić na pancerzu robota większe wgniecenie. Albo granaty: klasyczny odłamkowo-burzący przebija skorupę ciężkiego Terminida skuteczniej niż wariant podpisany w menu jako „przeciwpancerny”. Społeczność szybko podchwyciła temat, organizując humorystyczne quizy w rodzaju „co zada większe obrażenia – rakieta ze 70-milimetrową głowicą odpalaną z ramienia czy 110-milimetrowy pocisk z powietrznego drona?”. Wynik bywa zaskakujący, ale zdecydowanie nie logiczny.

Entuzjaści liczą zera i jedynki

Reddity, Discordy i fora Steam pękają od arkuszy kalkulacyjnych, w których gracze próbują nadać sens cyfrom ukrytym w plikach gry. Dataminerzy porównują surowe wartości obrażeń, obrażeń obszarowych i współczynników penetracji, a streamerzy sprawdzają teorie w praktyce, bombardując pancerne kolosy w nieskończonych testach na prywatnych serwerach. Co ciekawe, deweloperzy nie kryją rozbawienia: w niedawnej sesji pytań i odpowiedzi przyznali, że część parametrów została świadomie podkręcona w imię „filmowej dynamiki”, bo – jak żartobliwie stwierdzili – „gonimy efekt wow, nie dokument National Geographic”.

Między realizmem a satyrą

Specyfika Helldivers 2 od początku opiera się na pastiszu kina wojennego i komiksowej przesadzie. Tradycja ta ma długie korzenie: Warhammer 40 000, Starship Troopers czy nawet pierwsza część Helldiversa nie bawiły się w drobiazgowość balistyczną. Mimo to mnożące się paradoksy wywołują dysonans – zwłaszcza u nowych rekrutów, którzy dopiero uczą się, że ładunek opisany jako „Light Anti-Tank” wcale nie ustępuje „Heavy Anti-Tank”. Część fanów proponuje kompromis: wystarczy zmienić nazwy stratagemów na bardziej umowne („mikro-nuklearna”, „makro-odpryskowa”) lub dodać krótkie notki wyjaśniające ironiczny charakter opisów. To drobny gest, który nie zburzyłby satyrycznego tonu, a przy okazji ograniczył chaos informacyjny.

Co dalej z arsenałem Super-Ziemi?

Najświeższe patche pokazują, że studio chętnie reaguje na uwagi graczy: kilka najbardziej skrajnych nieścisłości zniknęło, a wartości obrażeń w broni ręcznej i bombach lotniczych zaczęły zbiegać się w logiczniejsze przedziały. Nie oznacza to jednak końca galaktycznych absurdów – wręcz przeciwnie, deweloperzy zapowiadają kolejne egzotyczne bronie, w tym grawitacyjne miny i inteligentne nanoroje. Fanom pozostaje zatem przyjąć starą jak sci-fi zasadę: im bardziej niewiarygodne działa, tym lepiej bawi. A kiedy kolejna pięciokilogramowa głowica zdmuchnie metalowego kolosa większego od czołgu, w koszarach Helldiversów ponownie rozlegnie się ten sam śmiech – bo zdrowy dystans bywa najlepszym pancerzem na polu bitwy.