Cykl rozwoju konsol zwykle przypomina dobrze naoliwioną maszynę: pięcio-sześcioletnie odstępy między kolejnymi generacjami, wcześniejsze rezerwacje mocy produkcyjnych i precyzyjnie wyliczone koszty części. Ten scenariusz właśnie zaczyna się jednak rozpadać. Źródła zbliżone do kluczowych producentów sprzętu sugerują, że Sony rozważa odsunięcie premiery PlayStation 6 nawet na przełom lat 2028–2029, a Nintendo mierzy się z koniecznością podwyższenia ceny następcy Switcha. Wspólny mianownik obu decyzji to chroniczny brak pamięci DRAM, który branża półprzewodnikowa określa już mianem „RAMageddonu”.

Sony stawia na dłuższy cykl sprzętowy

Wewnętrzne analizy japońskiego koncernu wskazują, że przy dotychczasowej skali niedoboru kości pamięci klasy GDDR jest niemal niemożliwe utrzymanie pierwotnego harmonogramu. Firma woli uniknąć sytuacji, w której nowa platforma trafi na rynek w ograniczonej liczbie egzemplarzy i z wysoką marżą, co mogłoby zniechęcić deweloperów do inwestowania w produkcje wyłącznie na nową generację. Według osób znających plany korporacji, inżynierowie rozważają też droższe warianty podzespołów, aby długofalowo zrównoważyć dostępność pamięci, co dodatkowo podnosi koszt konstrukcji. W efekcie PlayStation 5 może otrzymywać większe aktualizacje oprogramowania i akcesoria dłużej, niż pierwotnie zakładano, a kluczowe ekskluzywne tytuły będą projektowane z myślą o płynnym działaniu przede wszystkim na obecnej generacji.

Nintendo kalkuluje koszty komponentów

Choć sukces rynkowy Switcha pokazał, że wydajność nie zawsze jest najważniejszym kryterium wyboru konsoli, kolejna iteracja urządzenia japońskiej spółki ma wykorzystywać pamięć LPDDR5 i szybsze moduły NAND. Od połowy ubiegłego roku ceny tych komponentów wzrosły średnio o 40–60 proc., co zgodnie z danymi firm badawczych TrendForce i Counterpoint zmusza producenta do szukania oszczędności w innych obszarach lub… do wyższej ceny detalicznej. Nieoficjalnie mówi się, że podstawowy wariant nowej platformy może kosztować o 50–70 dolarów więcej niż premierowa wersja pierwszego Switcha. Spółka bada również możliwość wprowadzenia modelu z mniejszą ilością pamięci na start i stopniowego rozszerzania oferty, aby rozłożyć popyt na kości DRAM w czasie.

Dlaczego pamięć staje się złotem: geneza „RAMageddonu”

Korzenie problemu sięgają wyścigu w sztucznej inteligencji. Najwięksi operatorzy chmur i mediów społecznościowych – od Amazona po Mety – inwestują miliardy dolarów w centra danych pełne akceleratorów GPU, które z kolei wymagają ogromnych ilości wysokoprzepustowej pamięci HBM. Fabryki Samsunga, SK Hynixa i Microna, które jeszcze dwa lata temu wytwarzały głównie klasyczne moduły DRAM, przekierowały znaczną część mocy produkcyjnych właśnie na HBM, bo jej marże są kilkukrotnie wyższe. Efekt domina uderzył w sektor elektroniki użytkowej: mniejsza podaż zwykłych układów oznacza gwałtowny wzrost cen, a długoterminowe kontrakty podpisywane przez korporacje z branży AI wyczerpują linie produkcyjne na wiele kwartałów do przodu. Produkcja smartfonów, laptopów, kart graficznych i konsol musi teraz konkurować o ograniczone zasoby, co zdaniem analityków Omdii i IDC potrwa co najmniej do drugiej połowy 2025 roku.

Efekt domina w sektorze gier i PC

Problemy z pamięcią odczuwa nie tylko Sony i Nintendo. Valve już wiosną sygnalizowało dłuższe terminy realizacji zamówień na odświeżonego Steam Decka. Producenci kart graficznych informują partnerów o kilkunastoprocentowych korektach cenników na trzeci kwartał, a wśród lokalnych dystrybutorów rośnie liczba tzw. przydziałów, czyli sztywnych limitów, które mają zapobiec spekulacji. Nawet segment PC DIY, zwykle szybki w dostosowywaniu się do fluktuacji cen, notuje spadek zapasów pamięci DDR5 w magazynach. To wszystko przekłada się na ograniczoną dostępność gotowych zestawów komputerowych i zestawów upgrade’owych dla graczy.

Prognozy i niewiadome

Producenci DRAM deklarują intensywne inwestycje w nowe linie produkcyjne opierające się na litografii EUV, jednak ich pełne uruchomienie potrwa kilkanaście miesięcy. W krótkiej perspektywie najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest selektywne podnoszenie cen sprzętu i świadome wydłużanie cykli życia istniejących platform. Dla konsumentów oznacza to konieczność przygotowania się na droższe premiery oraz możliwe okresowe braki konsol na półkach. Dopóki popyt na pamięć wysokoprzepustową z sektora AI nie zacznie stabilnie maleć albo producenci DRAM nie zwiększą znacząco wydajności fabryk, trwający „RAMageddon” pozostanie jednym z kluczowych czynników kształtujących strategię całego rynku gier.