Na początku XXI wieku niemal każda większa firma próbowała opracować własną odpowiedź na rosnącą popularność sandboksowych produkcji w stylu Grand Theft Auto. Jednym z najciekawszych rezultatów tej mody było The Simpsons: Hit & Run – gra, która udowodniła, że konwencja otwartego świata może z powodzeniem spotkać się z humorem animowanego serialu dla dorosłych. Dwadzieścia lat później tytuł ten wciąż rozpala wyobraźnię fanów, a ostatnie wypowiedzi twórców serialu podsyciły spekulacje o jego powrocie.
Geneza niezwykłego crossovera
Za Hit & Run odpowiadało kanadyjskie Radical Entertainment, studio znane wówczas z takich serii jak Prototype czy sportowe adaptacje licencji 989 Sports. Na przełomie 2001 i 2002 roku zespół otrzymał zielone światło na wykorzystanie marki The Simpsons, będącej własnością 20th Century Fox. Decyzja była strategiczna – wykorzystanie rozpoznawalnej kreskówki pozwalało wyróżnić się na tle licznych „klonów GTA”, a dodatkowo otwierało furtkę do żartów i odniesień, których nie mogły zaoferować konkurencyjne produkcje. Nad projektem czuwał show-runner serialu Mike Scully, dbając, by scenariusz, dialogi oraz projekty lokacji pozostały wierne telewizyjnemu pierwowzorowi. Dzięki temu gracze mogli nie tylko pokierować Homerem, Bartem czy Apu, ale także swobodnie zwiedzać wiernie odwzorowane Springfield.
Dlaczego Hit & Run stało się tytułem kultowym?
Po premierze w 2003 roku gra zebrała oceny oscylujące wokół 80 % w mediach branżowych i szybko przekroczyła próg miliona sprzedanych egzemplarzy. Doceniano przede wszystkim połączenie otwartej struktury misji z absurdalnym humorem, a także niespotykany wcześniej wachlarz odniesień do konkretnych odcinków serialu. Produkcja oferowała siedem obszernych rozdziałów, każdy z własną fabularną minikampanią – rzadkość na tle ówczesnych gier licencyjnych, często realizowanych niskim kosztem.
Z perspektywy czasu na status „kultowego klasyka” wpłynęło kilka czynników. Po pierwsze, oficjalna dystrybucja cyfrowa nigdy nie została wznowiona; brak licencji muzycznej i wygasłe prawa do wizerunku postaci uniemożliwiały ponowne wydanie gry w sklepach cyfrowych. Po drugie, Hit & Run pozostało ostatnią produkcją, która tak kompleksowo oddała miasto Springfield w interaktywnej formie. Społeczność moderska, szczególnie po stronie PC, przez lata tworzyła własne poprawki i misje, starając się obejść ograniczenia techniczne epoki PlayStation 2 i GameCube’a. Do dziś w serwisach z modami można pobrać fanowskie rozszerzenia dodające nowe linie dialogowe i odświeżającą oprawę graficzną.
Nowe światło po latach – co wiemy o możliwym powrocie?
Patrząc na kalendarz, zbliżamy się do 25. rocznicy premiery gry, a sytuacja prawna marki uległa diametralnej zmianie. W 2019 roku Disney przejął 21st Century Fox, stając się właścicielem praw do The Simpsons. Tym samym jeden koncern kontroluje zarówno IP telewizyjne, jak i dział gier mobilnych, a dzięki umowom partnerskim współpracuje z największymi wydawcami konsolowymi. Podczas tegorocznego wydarzenia Disney D23 jeden z paneli był w całości poświęcony rodzinie z Springfield. Matt Groening – twórca serialu – w żartobliwy sposób zasugerował, że „pracuje się” nad czymś związanym z Hit & Run, po czym show-runner Matt Selman zastrzegł, że nie ma jeszcze oficjalnego komunikatu.
Co można z tego wywnioskować? Źródła branżowe wskazują, że w grę wchodzą trzy scenariusze: remaster oryginału z poprawioną oprawą graficzną, pełny remake budowany na współczesnym silniku lub zupełnie nowa odsłona inspirowana pierwowzorem. Każda opcja wymagałaby renegocjacji licencji muzycznych oraz głosów aktorów, lecz obecna struktura korporacyjna Disneya teoretycznie ułatwia proces. Nie bez znaczenia jest fakt, że odświeżone klasyki cieszą się dużą popularnością – tegoroczny odnowiony Dead Space czy triologia Grand Theft Auto sprzed roku sprzedały się w wielomilionowych nakładach.
Co oznacza powrót dla branży i fanów?
Dla wielbicieli serialu ewentualny powrót Hit & Run byłby pierwszą od lat okazją, by legalnie zanurzyć się w otwartym świecie Springfield na współczesnych platformach. Dla Disneya to natomiast test, czy poważniejsza ofensywa na rynku gier AAA – poza tytułami Marvela i Gwiezdnych Wojen – może przynieść wymierne korzyści. Jeśli projekt ujrzy światło dzienne, może utorować drogę innym kultowym licencjom animowanym, które dotąd nie doczekały się satysfakcjonujących adaptacji.
Choć oficjalne potwierdzenie wciąż nie padło, napięcie rośnie z każdym kolejnym panelem i wywiadem. A gdyby plany faktycznie się ziściły – czy wolicie wierny remaster, czy zupełnie nową przygodę w Springfield z mechaniką na miarę dzisiejszych sandboksów?