Po ponad dwóch dekadach od premiery oryginału i blisko trzech latach od ukazania się zremasterowanej edycji, Sanktuarium znów tętni życiem. Dodatek Reign of the Warlock wprowadził do Diablo II: Resurrected pierwszą zupełnie nową klasę od 2001 r., świeże umiejętności runiczne i zmodyfikowaną ekonomię łupów. Wyniki są więcej niż obiecujące: według statystyk platformy Steam blisko dziewięciu na dziesięciu graczy ocenia rozszerzenie pozytywnie, a liczba jednoczesnych użytkowników w dniu premiery podwoiła średni ruch z ostatniego sezonu rankingowego. Sukces otworzył dyskusję, czy gra – przez lata uważana za pomnik gatunku hack’n’slash – powinna otrzymać kolejne fale zawartości.
Entuzjazm po premierze Reign of the Warlock
Pierwsza większa próba wymiany elementów w formule Diablo II była obarczona ryzykiem. Producent wykonawczy Matthew Cederquist przyznaje, że zespół obserwował dokładnie reakcje w mediach społecznościowych jeszcze przed startem oficjalnych serwerów testowych. Ostatecznie bilans wypada na korzyść studia: wewnętrzne analizy Blizzarda pokazują 22-procentowy wzrost czasu gry na użytkownika w porównaniu z poprzednim sezonem, a funkcja współdzielonego skarbca – zaproponowana pierwotnie przez społeczność modderów – została uznana przez graczy za najbardziej wartościową zmianę jakości życia.
Pozytywne przyjęcie nie oznacza jednak bezwarunkowej akceptacji. Część weteranów krytykuje potężną synergię nowych atrybutów „Mrocznej Mocy” z klasycznymi zestawami przedmiotów, obawiając się wypaczenia balansowanej latami metagry. Dopiero po kilku tygodniach sezonowych testów statystycy z zespołu balansującego będą w stanie oszacować, czy modyfikacje osiągnęły zamierzony cel – odświeżyć grę bez stworzenia jednej dominującej ścieżki rozwoju.
Filozofia konserwacji arcydzieła
Twórcy nie ukrywają, że każdy kolejny krok wymaga chirurgicznej precyzji. Dyrektor gry Rob Gallerani określił Diablo II mianem „renesansowego obrazu wystawionego w cyfrowej galerii”, którego nawet najmniejszy retusz może zburzyć kompozycję. Dlatego Blizzard utrzymuje dwa równoległe tory rozwoju: tryb klasyczny z oryginalnymi zasadami pozostaje nienaruszony, a wszelkie innowacje trafiają wyłącznie do sezonów rankingowych lub do oddzielnych list postaci niekwalifikowanych do rywalizacji PvP.
Takie podejście ma już historię. W aktualizacji 2.4 z 2022 r. wprowadzono nowe słowa runiczne i poprawki mniej popularnych umiejętności, jednak dopiero patch 2.5 z „Terror Zones” oraz 2.6 z „Sunder Charms” pokazały, że Blizzard potrafi przepisać wewnętrzne systemy bez naruszania DNA rozgrywki. Reign of the Warlock jest logicznym kolejnym krokiem, ale – jak podkreśla główny projektant Timothy Vasconcellos – „każdy detal przechodzi trzykrotną weryfikację: najpierw pod względem zgodności z lore, potem balansu ekonomii przedmiotów, a na końcu pod kątem emocji, jakie wywoła wśród purystów”.
Potencjalne kierunki rozwoju Sanktuarium
Co może pojawić się w przyszłości? Wewnętrzne ankiety wysyłane do wybranych graczy wskazują trzy najczęściej wymieniane oczekiwania: kolejną grywalną klasę, rozbudowę trybu współpracy z instancjonowanymi wyzwaniami oraz pełnoprawny piąty akt rozgrywający się w nieeksplorowanych dotąd krainach Zachodniego Marchii. Twórcy rozpatrują też rozszerzenie systemu słów runicznych o komponenty powiązane ze zwojami, co mogłoby wzmocnić wartość przedmiotów magicznych dotąd traktowanych jedynie jako materiały handlowe.
Bazując na danych z serwerów, studio rozważa wprowadzenie progresywnego poziomu trudności przystosowanego do rozgrywek czteroosobowych. Podobna mechanika funkcjonuje od lat w Diablo III i Path of Exile, gdzie stopniowo rosnąca presja przeciwników wydłuża cykl życia end-game’u. Z kolei programiści infrastruktury sieciowej analizują koncepcję „sezonów tematycznych” – krótkich, sześciotygodniowych wydarzeń skupionych wokół zmiennych globalnych modyfikatorów, takich jak zmienna grawitacja w Podziemiach lub losowe wzmocnienia konkretnych żywiołów.
Równowaga innowacji i tradycji
Najbliższe miesiące zadecydują, czy Reign of the Warlock stanie się wyjątkiem czy początkiem nowej ery dodatków do Diablo II: Resurrected. Blizzard dysponuje zapleczem technicznym umożliwiającym głębokie ingerencje w kod gry, a jednocześnie deklaruje gotowość, by w każdej chwili „odkręcić śrubę”, gdyby dane telemetryczne lub głos społeczności wskazywały na ryzyko utraty balansu. Studio stoi więc przed paradoksem: musi rozwijać się, by utrzymać zainteresowanie współczesnego odbiorcy, lecz każdy eksperyment obarczony jest groźbą naruszenia legendy, która przez wielu graczy postrzegana jest niemalże w kategoriach kultu. To właśnie utrzymywanie tej delikatnej równowagi – między nostalgią a nowoczesnością – wydaje się kluczową misją, która zdefiniuje dalsze losy jednego z najbardziej wpływowych tytułów w historii gier akcji RPG.