poleć stronę wydrukuj podyskutuj na forum
10 gier, przy których zderzenie marketingu z rzeczywistością najbardziej bolało
Tytuł jest rozbudowanym opisem zjawiska "hype'u", albo jeszcze lepiej - "przehype'owania" tytułu. Jakie 10 tytułów najbardziej nas rozczarowało?
Taką listę ułożył serwis Joystick Division. Oto parę typów z ich rankingu:
5. (8) Prototype

Autor rankingu podsumowuję Prototype tak - długa kampania marketingowa (trwająca od lipca 2007), zapowiadająca niesamowite atrakcje, w tym supermoce oraz wspaniały otwarty świat. Po latach czekania gra ma niezły start, tak pod względem sprzedaży, jak i recenzji. A potem... Czy ktoś jeszcze pamięta o Prototype? Ja znam tylko jedną osobę, redaktora, która o niej pamięta, ale poza tym ten tytuł nie jest już obecny w świadomości graczy, w przeciwieństwie do innych tytułów z otwartym światem, jak np. GTA IV.
4. (7) Chronicles of Riddick: Assault on Dark Athena

Pierwsze kroniki były niezwykle ciepło przyjęte przez graczy. Wystarczy napisać, że przez długi czas podawano tę grę jako modelowy przykład tego, jak należy "egranizować" tytuły. Nadeszła odświeżona wersja i... No cóż, autor rankingu w dość ostrych słowach pisze, że zamiast przywrócić należne miejsce serii, prawdopdobonie ją tylko pogrążyła.
3. (6) MadWorld

Entuzjastyczne zapowiedzi, rozdmuchany i pomysłowy marketing oraz dobre recenzje. A wszystko to po to, aby gra okazała się spektakularną klapą. Joystick Division pisze, że to dowód na to, że posiadacze Wii nie są zainteresowani "hardcorowymi" pozycjami. Cóż, z faktami nie ma co dyskutować, ale dla mnie Mad World po prostu ukazał się za późno. Ci tak zwani "hardcorowi" gracze są zazwyczaj konserwatywni i ostrożnie podchodzą do wszelkich innowacji, które nie pasują do ich obrazu rozgrywki. Do Wii mogły ich przekonać tylko odpowiednie gry, a tych na początku było bardzo mało i, szczególnie w przypadku konwersji, były marnej jakości. Tym samym hardcorowcy przekreślili konsole, a ci, którzy już ją posiadają, zostawili ją tylko dla gier imprezowych. Mad World po prostu trafił w próżnię. Trudno w końcu oczekiwać, że fan Cooking Mama nagle przerzuci się na tego typu pozycję.
2. (3) Killzone 2

Gra, która miała sprzedać PS3, być hitem nad hity i pokazem możliwości sprzętu. Skończyło się na dobrej strzelance ze świetnym multi, która na początku sprzedawała się dobrze, ale szybko została zapomniana. No cóż, z opisem serwisu trudno się nie zgodzić, ale z drugiej strony sytuacja Killzone 2 nie jest dla mnie zaskoczeniem. Ta gra była Crysisem konsol, ze wszystkimi tego zaletami i wadami.
1. (1) Brutal Legend

Wielki powrót Tima Schafera do głównego nurtu gier, produkcja przy której maczały palce Jack Black i gwiazdy metalu, perełka, której blask chciał zgasić Activision-Blizzard. Gra w którą każdy chciałby zagrać, a która sprzedała się w końcu w ilości pół mln egzemplarzy. Jak to powiedział Sławek, grając w tę grę aż boli, że tak mało brakuje jej do bycia bardzo dobrą, na którą była kreowana.
Całą listę znajdziecie tutaj. Warto zajrzeć, a poniżej parę moich subiektywnych typów:
5. Borderlands

Za ten typ zostanę pewnie przez fanów złojony, ale cóż, muszę to powiedzieć - nie rozumiem sukcesu tej gry. Tzn. Borderlands jest fajną grą, co do tego nie mam wątpliwości, ale jest fajna głównie dzięki kooperacji, a to dla mnie trochę za mało, aby mówić o hicie pełną gębą. Tymczasem raz po raz słyszę jaki to sukces odniósł Borderlands, jak to stał się jedną z głównych marek 2K Games itp. itd. Tym samym mamy do czynienia nie tyle z "przehype'owaniem", co z ciągłym "hypem", który stał się rzeczywistością. I ja tego "hype'u" nie rozumiem.
4. Lucidity

Dziwna propozycja? Pewnie dlatego, bo o Lucidity nie mówiło się jakoś dużo. Z drugiej jednak strony miał to być powrót Lucas Arts do idei małych, innowacyjnych gier. Można byłoby się spodziewać, że firma z taką historią zrobi coś błyskotliwego, coś co przyćmi dość amatorskie wybryki w postaci Braida. A jak się okazało, Braid pozostał niedoścignionym wzorem.
Zresztą pod Luicidity podpiął bym z chęcią i inne niezależne gry, które zawiodły oczekiwania. Innymi słowy, uczyniłbym z tej gry pomnik tego, że nie każda niezależna lub innowacyjna mała produkcja jest z automatu genialna - bo nie jest.
3. Operation Flashpoint: Dragon Rising

Kolejna gra-pomnik, ucieleśnienie pewnego, specyficznego typu rozczarowań. Aby było jasne, nie mówię, że Dragon Rising było złą grą. Nie, ale z pewnością była grą "przehype'owaną". Głównie przez to, że jako de facto sequel jedynki, stało przed nią wielkie wyzwanie przebicia jedynki. A to z pewnością się nie udało. OFP: Cold War Crisis nadal będzie wspominane jako "to" OFP, zaś Dragon Rising będzie przywoływany tylko mimochodem.
To samo zresztą tyczy się i innych kontynuacji. Dla wielu graczy, choć nie dla mnie, na to miejsce nadawałby się np. Empire: Total War - dla nich XVIII wieczna odsłona serii nie była niczym przełomowym w jej historii.
2. Ogniem i Mieczem

To nasze regionalne rozczarowanie. Miało być coś wielkiego, dostaliśmy coś małego, acz cholernie grywalnego. Oczywiście w aspekcie tej grywalności niechybnie musi pojawić się pytanie: ile w tym zasługi Ogniem i Mieczem, a ile Mount & Blade? I niechybnie musi paść odpowiedź, że zdecydowanie laury powinno zbierać Mount & Blade.
Tak jak pisałem w recenzji, nie mam tego jakoś za złe grze. Zresztą jak na produkcję ukraińsko-rosyjską, która powstała w tak krótkim czasie i była pewnie jednym z pierwszych tego typu projektów, udało się nie najgorzej. Niemniej należy mierzyć zamiary podług sił, a CDP swoim marketingiem z pewnością tego nie robił - zapowiadał produkcję, która będzie oparta tylko na silniku M&B, która będzie miała rozbudowaną fabułę oraz bitwy, podczas których będą ścierać się setki żołnierzy. A jak wyszło, każdy wie.
1. Modern Warfare 2

Nie, nie wygłoszę teraz tyrady o tym, jak MW2 zawiódł nadzieje graczy, bo zapewne większości z nich nie zawiódł i otrzymali to, co chcieli. Niemniej z powodu sukcesu produkcji Infinity Ward musi się pojawić pytanie, czy to aby właśnie nowa odsłona Call of Duty zasłużyła, aby być tym znakiem prymatu gier nad innymi branżami rozrywkowymi. Czy naprawdę chcemy, aby MW2 stał się ikoną dzisiejszej rozrywki? Ja mimo wszystko będę twierdził, że rozmiar sukcesu, jaki osiągnęła ta gra, nie jest w pełni zasłużony przez pryzmat jej jakości.
Podsumowując
Wymieniłem parę rozczarowań, ale muszę przyznać, że ten rok wcale taki zły nie był. Wręcz przeciwnie, przeważały te miłe zaskoczenia. Weźmy np. Batmana. Czy rok temu ktoś by przypuszczał, że będzie to jeden z największych hitów roku 2009? Ja przed zagraniem w tę pozycję z pewnością nie. Sądziłem, że będzie to co najwyżej fajna gra na podstawie komiksu, ale nic więcej. Drugim miłym zaskoczeniem był Dragon Age: Początek. Spodziewałem się, zgodnie z tym, czym karmił nas marketing, że będzie to po prostu głupawa sieczka, w której fabuła będzie tylko tłem uzasadniającym kolejne rzezie. A tymczasem okazało się, że jest inaczej. No i nawet były udane sequele, jak Hearts of Iron 3.
A co Was rozczarowało? I czy było pod tym względem gorzej niż rok temu?
Paweł Płaza









