Dużo się działo w tym kończącym się już roku. Były gry dobre, były gry złe, były wydarzenia duże i małe. Ale co tak naprawdę zostanie? Co zapamiętamy?
1. Kryzys, zamknięcia, upadki

Nie ma co się oszukiwać - kryzys był tematem numer jeden w tym roku. Nawet jeśli go nie było widać w Polsce, nawet jeśli byliśmy tą zieloną wysepką i oazą spokoju - dookoła wszystko się zdrowo sypało. Wielkie firmy notowały spadki sprzedaży, rynek elektronicznej rozgrywki zwolnił tempo rozwoju, wszyscy zaczęli nagle bardzo oszczędzać. I poleciały głowy. Zamykano studia deweloperskie, likwidowano zasłużone czasopisma (i w Stanach i w Polsce), odkładano na półkę różne projekty, w inne zaś nie inwestowano, skutkiem czego pojawiały się na rynku bez marketingowego wsparcia i przepadały z kretesem.
2. Niedorzecznie wielki sukces Modern Warfare 2

Kryzys kryzysem, ale trzeba też przyznać, że w tym roku gry odniosły spektakularny sukces. Wiele można powiedzieć o Modern Warfare 2 i nie zawsze będą to dobre rzeczy, ale nie da się ukryć, że ta gra po prostu dała czadu, jeśli chodzi o finansowe powodzenie. Pół miliarda zarobione w tydzień - nikt nigdy wcześniej nie zarobił tyle w tak krótkim czasie, przynajmniej jeżeli chodzi o branżę rozrywkową obejmującą filmy, muzykę i całą resztę. Oczywiście, wymagało to gigantycznej inwestycji - 50 milionów na stworzenie gry i trzy razy tyle na jej reklamę, ale opłaciło się, zwróciło z nawiązką. Czy ten monstrualny sukces wyjdzie nam wszystkim na dobre, czy też na złe, jak uważają niektórzy pesymiści? Czas pokaże.
3. Koniec legendy Duke Nukem Forever

Mało kto się spodziewał, że po tych kilkunastu latach gra zostanie faktycznie wydana. Ale istnienie Duke Nukem Forever było przez całą dekadę czymś pewnym, niezbyt namacalnym, ale mimo wszystko... była to branżowa legenda, taki Latający Holender gier. I coś się skończyło, coś umarło bezpowrotnie, gdy 3D Realms i 2K Games powiedzieli jednym głosem, że Duke Nukem Forever nie istnieje i nigdy już istnieć nie będzie. Wolałbym się łudzić przez następne dziesięć lat, prawdę mówiąc. Bo to jednak była bardzo fajna bajeczka.
4. Powrót BioWare do formy

Jedni marnie w 2009 roku skończyli, inni zaś pokazali, że są nadal wielcy. Fani dawnych dokonań BioWare mówili, że od czasów Knights of the Old Republic firma rozmienia się na drobne i goni trochę w piętkę, powielając cały czas ten sam wzorzec. I nie spodziewali się niczego dobrego po Dragon Age - a okazało się, że gra jest doskonała, wciągająca i wcale nie gorsza niż swego czasu Baldur's Gate. Czyli jednak się da. To cholernie pocieszające, że ktoś potrafi nas jeszcze tak zaczarować.
5. Sprawę konsolowego Wiedźmina

To był niezły szok w krajowej branży. Polygamia wyskoczyła z wielką nowiną, że nie będzie konsolowej wersji pierwszego Wiedźmina, choć wszyscy byli pewni, że gra powstaje u francuskich partnerów CD Projektu - a potem sprawa się potoczyła dalej, okazało się, że gry tak naprawdę nie było i wszystkie zapowiedzi to był pic na wodę i fotomontaż. A potem CD Projekt popadł w wielkie kłopoty, otarł się o bankructwo i skończył się piękny sen. Zderzenie z rzeczywistością bywa bolesne. Oby Wiedźmin 2 sprawił, że będziemy śnić znowu.
6. Wielką Ucieczkę w 2010

Nie wiemy, czy to jednorazowy exodus czy też nowy trend w branży, ale faktem jest, że wielu wydawców uciekło ze swoimi potencjalnymi bestsellerami w pierwszy kwartał 2010 roku. Dotychczasowy piękny okres jesiennych żniw przestał być aż tak atrakcyjny, gdy okazało się, że trzeba będzie konkurować z takimi grami jak Modern Warfare 2, które mają 150 milionów dolarów budżetu reklamowego. Niewielu twardzieli zdecydowało się pozostać i walczyć - i chwała im za to. A w resztę pogramy na wiosnę.
7. Petycje i bojkoty

Rok 2009 będziemy pamiętać jako ten, w którym społeczność graczy pokazała, że umie mówić jednym głosem i dopominać się o swoje. Najpierw petycja o przywrócenie gry po LANie w StarCraft II, potem odwołany bojkot Left 4 Dead 2 i wreszcie sprawa dedykowanych serwerów w Modern Warfare 2 i wściekłe community, które zebrało do tej pory 240 tysięcy głosów pod swoją petycją. W porównaniu kilkunastoma milionami sprzedanych sztuk gry to maleńki ułamek - ale bardzo głośny. Jego krzyk oburzenia położył się cieniem na premierze i na całej grze (i sprawił, że wszyscy inni zaczęli zapewniać, że w ich grach serwery dedykowane będą). I słusznie. Klient ma zawsze rację, prawda?
8. Sony wstające z kolan

Jeszcze na początku roku wydawało się, że Sony na serio zaczyna przegrywać wojnę konsol. Japończykom nie szło za dobrze w ostatnich latach, a gdy na targach E3 okazało się, że Microsoft wyrwał im dwie świętości i odwieczne "exclusive" - Metal Gear Solid i Final Fantasy, Sony otrzymało ciężki cios. Ale przyjęło go jak mężczyzna i pokazało, że będzie walczyć nie marketingiem, ale dobrymi grami. I powalczyło - Killzone 2, inFamous i Uncharted 2 może nie sprzedały się w oszałamiających ilościach, ale fani Sony mogą w końcu powiedzieć, że mają naprawdę świetne gry tylko dla siebie. Dzięki nim PlayStation 3 ten rok może traktować jak zwycięski.
9. DLC do GTA IV

Od kilku lat panoszy się moda na DLC, czyli małe płatne dodatki do gier ściągane przez Sieć. Ale w tym roku okazało się, że takie DLC może być lepsze niż oryginalna, podstawowa gra. Dwie perełki Rockstara, The Lost and Damned oraz Ballad of Gay Tony udowodniły, że dobrze zrobione DLC jest... dobre. I warte każdych pieniędzy. I być może nie takie złe, jeśli ktoś dba o jakość i swoich fanów, a nie tylko o wyciąganie od nich pieniędzy za zbroję dla konia.
10. Pierwszy milion GameCornera

I na koniec samolubny akcent. W czerwcu GameCorner zrobił swój pierwszy milion wizyt, dzięki czemu stał się największym w Polsce blogiem o grach. No, dobra, największy był już wcześniej, ale symbolika miliona robi swoje. Bardzo się z tego cieszyliśmy i cieszymy nadal. I pięknie dziękujemy, bo jakkolwiek banalnie i wyświechtanie by to nie zabrzmiało, ale udało nam się dzięki Wam. Jesteście kochani. Serio.
No, nie wszyscy może...
Ciekawe, co nam przyniesie ten okrągły 2010 rok, hę? Zobaczymy. Już za dwanaście miesięcy takie samo podsumowanie przyszłego roku.
Bądźcie z nami.
Sławek Serafin
PS. A za co ja osobiście będę pamiętał ten rok? Ani chybi za tych 400 godzin spędzonych przy Dawn of War II...
SS









