Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX
... albowiem, powiedzmy sobie szczerze, co to za przyjemność chwalić grę, która się bardzo podobała? I wyszukiwać w niej na siłę wady, żeby spełnić wymóg konwencji i formy, jaką przyjmują nasze recenzje? Najchętniej napisałbym, że wszystko mi się tu podobało i tyle. Ale nie mogę. A, co gorsza, ja właśnie lubię pisać, co mi się w grach nie podobało - peany są nudne, zarówno dla autora, jak i czytelnika. Dlatego wolę pisać recenzje gier, w których naprawdę mam się do czego przyczepić. A tu takie punkty dają wyjątkowo słabe oparcie, bo Metro 2033 to gra zaskakująco świetna i doskonale maskująca swoje wady o wiele bardziej wyrazistymi zaletami. Zacznijmy od tych pierwszych może...

Świat - gra kreuje obraz postapokaliptycznego, moskiewskiego metra w bardzo przekonujący sposób. Być może bardziej przekonujący, obrazowy i wymowny niż książka, na której jest oparta nawet. Świat mrocznych tuneli, duchów, czających się w mroku mutantów, ścierających się ze sobą sfanatyzowanych frakcji jest bardzo plastyczny i wiarygodny, o wiele żywszy i głębszy niż standardowe tło większości shooterów, wliczając w to takie perełki jak Half-Life II nawet. Pod wieloma względami w swoim brudzie, smrodzie i beznadziei Metro 2033 przypomina mi spójną, równie wymowną wizję Butcher Bay wykreowaną w Chronicles of Riddick - i ten, i tamten świat zaludniają ludzie, którzy muszą żyć na krawędzi, w warunkach, które wydają nam się przerażające. Ale oni sobie jakoś radzą. To naprawdę przemawia i, co tu dużo gadać, gra na emocjach.

Grafika - z pewnością nie udałoby się wykreować tak głośno przemawiającej i sugestywnej wizji, gdyby oprawa graficzna była gorsza. Metro 2033 potrafi wizualnie zaszokować, a nie tylko zachwycić. Są słabsze momenty, ale niewiele. Najbardziej mi się podoba to, że gra jest efektowna, niesamowicie efektowna, ale nie efekciarska, jak na przykład Crysis, który bazował na swoim wizualnym przepychu. Tutaj jest to jeden ze środków budowania ogólnej jakości, bardzo ważny, ale nie najistotniejszy - a poświęcono mu widocznie bardzo wiele pracy bardzo utalentowanych ludzi. Od dziś Metro 2033 jest dla mnie wyznacznikiem jakości grafiki jeśli chodzi o kreację przestrzeni zamkniętych, takim, jakim od dwóch lat jest wspomniany Crysis, jeśli chodzi o pokazywanie tych otwartych.

Rosyjskie głosy - to był doskonały pomysł, by zostawić w grze oryginalne głosy aktorów. Nie ważne kto na to nalegał i kto tego chciał - ważne, że jest taka opcja i sprawdza się doskonale. Ta gra przesiąknięta jest Wschodem, zarówno jeśli chodzi o ogólny klimat, jak i filozofię, aluzje przeróżne i oczywiście sam fakt, że akcja dzieje się tam, gdzie się dzieje. Głosy inne niż rosyjskie wprowadzałyby niemiły, zgrzytliwy dysonans. To świetnie, że są takie, jakie są - a na dodatek jeszcze aktorzy naprawdę się wczuwali i doskonale odegrali swoje role, często bardzo charakterystyczne i wymagające.

Łamanie tempa - Metro 2033 to gra bardzo mądrze skonstruowana. Nie jest dynamiczna, ale dynamiczna bywa. Czasem pędzi do przodu na złamanie karku, czasem zwalnia znacznie, wręcz stopuje. Bawi się tempem opowieści, zmieniając je, ale nie mechanicznie. Okres przyspieszenia, okres zwolnienia, okres przyspieszenia, okres zwolnienia - nie, tu jest inaczej. Nigdy nie wiadomo, czego się należy spodziewać i co będzie za chwilę, czy jakieś w miarę spokojne eksplorowanie opuszczonej stacji, czy intensywna, widowiskowa rozprawa z mutantami. Gra nie pozwala się nudzić ani zbyt powolnym ani zbyt szybkim tempem, jako jedna z bardzo, bardzo niewielu w ogóle.

Zabawki - oprócz broni, które nie są ani porywające ani też denerwujące, mamy w Metro 2033 cały szereg gadżetów zbędnych, takich jak zakładana maska gazowa, latarka ręcznie ładowana, dziennik z kompasem i zapalniczką i tak dalej. Nie trzeba ich było wyciągać na pierwszy plan, nie trzeba było komplikować ich użycia - ale to świetnie, że się o to postarano. Taka na przykład maska, w której trzeba zmieniać filtry i której wizjer pęka, gdy obrywamy, bardzo uwiarygadnia grę, nawet jeśli nie wprowadza do niej żadnego wyzwania czy jakiegokolwiek mechanizmu rozgrywki. Po prostu jest. Czasem wystarczy być.

Alternatywy - jeśli ktoś powie, że Metro 2033 jest liniowe, to nie powie prawdy. Owszem, sama struktura opowieści nie jest bynajmniej otwarta a są też etapy, które dosłownie przykuwają nas do podłogi i każą oglądać wydarzenia w mniej lub bardziej bierny sposób. Ale wiele jest sytuacji, gdy mamy przynajmniej kilka alternatywnych ścieżek. Najlepiej widoczne jest to mniej więcej w połowie gry, gdy trzeba pokonać kilka stacji ogarniętych ogniem wojny bądź opanowanych przez wrogów. Można to zrobić na przynajmniej trzy różne sposoby i nie mówię tu o pójściu w prawo, w lewo i prosto, ale o trzech całkowicie odmiennych pomysłach. I, co ciekawe, ten najłatwiejszy i najbardziej widowiskowy, czyli przebicie się siłą, jest nie tylko najmniej satysfakcjonujący, ale też praktycznie rzecz biorąc uniemożliwia zobaczenie alternatywnego, innego od książkowego, zakończenia całej przygody.

Niewierność - nie tylko drugie zakończenie odróżnia grową wersję Metro 2033 od jej pierwowzoru. Właściwie łatwiej byłoby wymienić sytuacje, które się tutaj powtarzają, niż te, które są inne niż w książce, albowiem tych drugich jest o wiele więcej. Ukraińcy z 4A Games naprawdę kreatywnie podeszli do materiału i pozwolili sobie na dodanie, wycięcie i przerobienie bardzo wielu rzeczy. Z korzyścią oczywistą - gra nadal jest świetna, ale jeśli czytało się wcześniej książkę, to nie ma się wrażenia, że ogląda się jeszcze raz to samo, wręcz przeciwnie, z każdym krokiem dziwimy się, jak bardzo inaczej jest w grze. I jak wcale nie gorzej, co ciekawe, bo jakimś niezrozumiałym sposobem growe Metro 2033, mimo dalekiego odejścia od oryginału, jest mu wyjątkowo wierne duchem, klimatem i ogólną wymową. Czasem nawet wierniejsze niż oryginał...

Niemy bohater - no ludzie... to jest jednostrzałowiec. Raz się udało, z Gordonem Freemanem. Potem już nigdy nie. Teraz też. Wiem, że reszta obsady nadrabia osobowością i charakterem, ale naprawdę nie obraziłbym się, gdyby Artem nie był taką bezwolną, niemą kukłą...

Celowniki - na samym wejściu wyłączyłem celownik w opcjach, wierząc w muszkę i szczerbinkę. I po zakończeniu gry wierzę w nie o wiele bardziej, bo broń z celownikami optycznymi jest tutaj utrapieniem. Potrafią one najlepszą spluwę zmienić w nieprzydatny złom, bo zamiast ułatwiać celowanie, zasłaniają trzy czwarte ekranu najzwyczajniej w świecie. Makabra. Oddałbym wszystkie zgromadzone granaty za kałacha z kolimatorem...

Polskie tłumaczenie - to dobrze, że jest kinowe i ogranicza się do napisów. To źle, że większość kwestii została przetłumaczona niedbale, z pominięciem zwrotów i wyrażeń czasem mocno ważących na tonie całej wypowiedzi. Część tekstów została w ogóle pominięta milczeniem wręcz, a wielka szkoda, bo dialogi przeprowadzane czy zasłyszane są wielkim bogactwem tej gry. Doceni je niestety tylko osoba, która choć trochę zna język rosyjski i usłyszy dwa razy więcej, niż się zmieściło w napisach...

System zapisu - Metro 2033 to gra miejscami bardzo trudna, czasem z powodu jakiegoś ukrytego sadyzmu twórców, czasem zaś dlatego, że niektóre rzeczy powinny być trudne, bo osiągnięcie nagrody, jaką jest alternatywne zakończenie, nie może być proste i łatwe. Ale system automatycznego zapisu niepotrzebnie wszystko komplikuje i prowadzi do frustracji, czasem zmuszając nas do wielokrotnego oglądania niezbyt długiej, ale i tak irytującej scenki wprowadzającej, zanim zacznie się prawdziwa akcja. Nigdy nie musimy się cofać zbyt daleko - ale na niektórych poziomach nawet sto metrów to odległość astronomiczna, zwłaszcza jeśli mieści się na nich siedem posterunków, z których obok sześciu udało nam się w końcu przekraść, by wpaść w jakiś głupi sposób na siódmym.

Za mało straszenia - ja wiem, że w książce Artem, główny bohater, tylko raz przechodził przez przeklęty tunel. Szkoda, że i tu robi to tylko raz. Autorzy zbyt łatwo zrezygnowali z dużego potencjału, jaki oferowało niematerialne zagrożenie i straszenie, na rzecz groźby bardziej opartej na substancji żywej, czyli takiej, którą da się zastrzelić. Na szczęście spotkania z bibliotekarzami w Bibliotece dają podobny zastrzyk adrenaliny, ale i tak chciałoby się więcej duchów, anomalii i tym podobnych - bo są naprawdę świetne.
Polis - jedno, co mnie bardzo rozczarowało, to centralna stacja Polis, ziemia obiecana, do której mozolnie dążymy przez większą część gry. Docieramy tam, oszałamia nas wielkością, rozmachem, przepychem a potem... potem nie wolno nam się nawet rozejrzeć i od razu musimy się zmywać. Daliby chociaż kilka minut na spacer po peronach, psia mać!

Niewierność - przed chwilą chwaliłem Metro 2033 za niewierność wobec książkowego oryginału, a teraz będę za to samo w zasadzie ganił. Dlaczego? Dlatego, że zabrakło mi tu kilku kluczowych scen z książki, które świetnie pasowałyby do gry. Wielka szkoda, że pominięto jak Artem dostał się na terytorium Hanzy i jak się stamtąd zmył, że nie było filozoficznych rozważań na peronie przy ognisku i leniwym kocie, że nie było całego wątku związanego z Kijowską i dziećmi świetlistego robaka (czy jak tam oni to swoje bóstwo nazywali). Wielka szkoda, doskonale by się wpasowały w klimat i przedłużyłyby rozgrywkę o dwie, może trzy godziny, co jak na grę wyłącznie singlową i w zasadzie jednorazową, nie byłoby takim złym pomysłem.

No i proszę, jednak trochę punktów zaczepienia do marudzenia znalazłem. Ale mimo tego narzekania, Metro 2033 strasznie mi się podobało, bardziej niż większość shooterów z ostatnich lat i bardziej niż książka, co ciekawe, która aż taka wybitna nie była. Gra jest od niej żywsza, bardziej plastyczna i sugestywna. I ma bardziej wieloznaczny, bardziej naładowany emocjami i bardziej widowiskowy finał, nawet bez jego alternatywnej wersji. Growe Metro 2033 to świetna historia, świetnie opowiedziana i świetnie pokazana, nowoczesna zarówno technicznie, jak i pod względem samej koncepcji. Przeszedłem całość z prawdziwą przyjemnością i miejscami zapartym tchem - już dawno żaden shooter mnie tak nie wciągnął.
Polecam, zwłaszcza fanom wschodnich klimatów i postapokalipsy, która nie bazuje na wytartych amerykańskich schematach.

Sławek Serafin
Ocena:
0 głosów
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX