Komentarze (19)
-
@Pawle, ależ to przecież oczywiste. Na ogół gdzie zaczyna się praca, tam kończy się przyjemność. Może do pewnego stopnia ciągle praca może bawić, ale są pewne granice, po przekroczeniu których myśli się już tylko o zimnym piwie po skończonym dniu i zaczyna się frustracja. Praca z teamem QA z mojej strony wygląda jak bitwa i czasami gra w ping-ponga. Nawet i dogryzanie się zdarza pomiędzy deweloperami a QA, ale po pracy wszystkie pracowe frustracje zostają w biurze i można spokojnie iść na to piwo. QA wbrew pozorom, to nie jest granie. Tu nie chodzi o to by grać, ale przejść przez długą listę różnych kryteriów testowych, sprawdzić każdą ewetualność w grze, sprawdzić czy zawsze da się ją ukończyć na każdym poziomie trudności, często też wymuszone jest nieużywanie cheatów, które mogą np. mieć wpływ na występowanie buga w dalszej części gry, przez co tester jest praktycznie zmuszony do tzw. regression test, dochodzą jeszcze testy np. dialogów ( a wiadomo ile linijek dialogowych mają niektóre gry ), by upewnić się głównie, że nie ma błędów w napisach we wszystkich(!) wspieranych językach itd. QA to często ciężka i niedoceniania ( również finansowo ) robota. Raz miałem okazję pracować dla małego studia jako freelancer, które nie miało w ogóle QA ( niezły szok przeżyłem widząc, że taka sytuacja w ogóle może mieć miejsce ) i dało się to naprawdę odczuć, QA to kolejny krok przede wszystkim do zorganizowania pracy, a nie tylko samego testowania. Wielu ludzi ma bardzo mylne pojęcie o tej pracy, a sam naprawdę wolę pracować, jeśli jednak QA jest pod ręką i nie muszę wszystkiego testować sam ( bo programista najgorszym testerem jest, szczególnie własnych produktów
).
-
Żadna praca nie jest łatwa, a na pewno słabo płatna.
Analizując trudność pracy powinno się także przytoczyć średnie zarobki w branży.
Nie zdziwiłbym się, gdyby taki tester w UK zarabiał więcej niż Polski Saper. -
Ale ale... grał ktoś może w Trasformers War for Cybetron? Na metacriticu średnia 77 a graczy 8,7 (PC).
-
han_solo_79 -> Jutro rano pojawi się pierwsze 10 min z gry i może bardzo krótki wrażenia (nie obiecuję
), a w tygodniu Piotrek powinien wrzucić reckę/kwadrans próby. Więc... bądź czujny
.
j_uk_dev -> Ja akurat miałem przyjemność testować tylko kilka lokalizacji, więc cały QA gry mnie nie dotyczył - jedynie owe linijki i tłumaczenie (co mogłem zrobić tylko w ograniczonym zakresie
). Ale, jak zawsze, wielkie dzięki za komentarz osoby "od środka" tego wszystkiego
.
-
@han_solo_79
Ja miałem taką nieprzyjemność. Moim zdaniem to zwykła nawalanka, walisz we wszystko co sie rusza i tyle. Gdyby chociarz była jakaś super grafika czy fabuła, ale nie! Walisz dookoła siebie i tyle, więc moim zdaniem nic specjalnego. Po 10 minutach gry wyłączyłem i poszedłem grać w sniper: ghost warrior, bo to zdecydowanie lepsza gra ;] -
@j_uk_dev dokłądnie to samo zdanie ma autor artykułu z Techlandu.
-
@d_pawel xdawo
.
Nie to żebym był jakimś fanem uniwersum po prostu naparzające się roboty z kosmosu są na tyle osom że mogę obejrzeć film i pograć w grę, pod warunkiem że gra będzie miała fajnego singla. -
zazwyczaj testuje sie jakis wybrany kawałek rozgrywki, nie ma w tym nic fajnego, zwlaszcza jak godzinami trzeba wykonywać ciągle te same czynnosci
-
sam chciałbym zostać testerem gier (wiem, że pewnie połowa gier byłaby czymś męczącym, grą na siłę, ale przeżyłbym). Najgorzej mają ci z mniejszych miast, czyli od 1 do 100, max 150 tysięcy ludzi, wtedy o testerze gier raczej można pomarzyć, bo prawdopodobnie nie ma ani jednej firmy w mieście. Ogólnie to ktoś kto szuka jakiejkolwiek roboty związanej z kompami (pomijając księgowość i pracę biurową) w takim mieście nie ma czego szukać i to boli. A przeprowadzka do innego miasta może być trudna, bo musisz mieć kasę by wynająć mieszkanie i je opłacać no i też znaleźć tam robotę, co łatwe może nie być, bo taka dziś polska
.
-
dark_massiah - no ale co w tym dziwnego? Przecież dużo łatwiej jest firmom szeroko pojętej branży informatycznej założyć siedzibę w dużym mieście - koszty większe, ale rozwinięta infrastruktura, kooperanci i stały napływ wykwalifikowanych pracowników (bo ilu znajdziesz ludzi po informie i innych wymaganych kierunkach na sensownej uczelni w mieście 50-tysięcznym??).
Nie taka jest dziś Polska, tylko cały świat, pomijając różnego rodzaju zagłębia informatyczne poza wielkimi ośrodkami ludzkimi.
Praktycznie 80% ludzi po studiach zostaje w mieście, w którym studiowało. Ja też chętnie bym się przeprowadził do jeleniej góry, skąd mam żonę, ale jestem realistą - tyle co mam po 4 latach pracy w Poznaniu w Jeleniej pewnie bym po 15 nie miał.
A jak chcesz pracować na kompie, to sa przecież sklepy komputerowe, serwisy sprzętu, markety, które przecież potrzebują sprzętowca i szereg innych możliwości. Zawsze też możesz najpierw znaleźć pracę w większym mieści i mając ją pewną dopiero się sprowadzać. Wcześniej co najwyżej się najeździsz na rozmowy. -
@dark_messiah - zaskoczę cię może, ale w UK również trzeba być mobilnym, jak chce się robić coś konkretnego i osiągnąć jakiś cel. Nie wiem ile razy już się przeprowadzałem i szczerze mówiąc, zmiana miejsca zamieszkania często wpływa pozytywnie na morale. W moim przypadku nawet w tym samym miejście przeprowadzka powiedzmy z południa na północ pozwala nabrać "wiatru w żagle"
Nie ma co się bać mobilności zawodowej, to naprawdę się przydaje. Nie wiem czy w Polsce nadal tak jest, ale pamiętam, że gdy sam jeszcze pracowałem w kraju, to normą było trzymanie się kurczowo jednej pracy, choćby nie wiadomo jakie perspektywy się otwierały kilkadziesiąt/kilkaset kilometrów dalej. To nie dotyczy tylko kariery w branży gier, to dotyczy w ogóle jakiejkolwiek kariery. Wiadomo, że zawsze potrzebna jest gotówka na start, by coś wynająć itd. ale nie przesadzajmy, nawet bez kokosów się da ( dało się, przynajmniej w moim przypadku jeszcze te kilka lat temu ). To czego mi w Polsce brakowało i dlaczego pracuję w UK, to właśnie brak perspektyw w tej branży ( teraz z tego co widzę, sytuacja się zmienia na lepsze i bardzo dobrze ). Gdyby było dobre studio w tamtym czasie, w którym znalazłbym to czego szukam, to nie miałbym oporów przed przeprowadzką. Nie było w Polsce, było w UK, przeprowadziłem się więc tu, to też jest mobilność, tylko na nieco większą skalę, ale i to nie było mi straszne ( no dobra, może trochę
). Panowie i Panie - nie bójcie się być mobilni zawodowo, bo nie jedna świetna okazja przez to przejdzie wam koło nosa
Bycie testerem gier ( mówię tu o regularnej pracy w internal QA oczywiście ) może być szansą na wejście do branży. Branża gier jest dosyć specyficzna, wymaga od kandydatów na wszelkie stanowiska określonej wiedzy popartej określonym dośwadczeniem ( np. scenowcy mają o wiele łatwiej "wkręcić się" do branży ) i praca w QA może okazać się furtką. Przypadek jeden znam, który z QA przeszedł na junior gameplay programmer po kilku miesiącach ( wewnętrzne interview zwykle są nieco "łagodniejsze" i łatwiej o wewnętrzny awans niż o dostanie się zewnątrz na te same stanowisko ), no a później już mu się samo to potoczyło, a "junior" zniknęło mu z nazwy stanowiska, więc i tak się da. Z jednej strony na stanowiskach kreatywnych i kreatywnych mniej nie patrzy się na wykształcenie, dyplomy itp. ale za to jeśli chodzi o doświadczenie - tutaj nie ma zmiłuj, trzeba się czymś wykazać i QA z tego "wykazania się" wymaga nieco mniej, toteż łatwiej o tego typu posadę "na start" i wtedy jako następny krok można spróbować "zaimponić" komuś wewnątrz. Możliwości zawsze są, trzeba tylko je widzieć, nie narzekać ( przynajmniej nie za bardzo ), robić co do obowiązków należy i rozmawiać z właściwymi ludźmi o planach kariery. Nie mówię też, że koniecznie w Polsce ( to się tyczy akapitu o mobilności jaki napisałem wyżej
).
-
Niektóre firmy mają testy zewnętrzne, szczególnie jeśli mowa o produktach on-line.
Więc nic nie stoi na przeszkodzie, abyś się zakrzątnął, a nie tylko użalał
-
@dante_poszukiwacz - testy zewnętrzne często też są mimo wszystko prowadzone przez firmy, które tym się po prostu zajmują ( np. w Brighton jest firma Babel Media, która zajmuje się portingiem oraz dostarcza zewnętrzne QA ), więc jeśli ktoś chce z testowania żyć, to raczej musi i tak uderzyć do jakiejś firmy - albo działającej kreatywnie, jak np. studia deweloperske, albo takej jak Babel Media, która generalnie wspomaga produkcję i robi minimum na polu kreatywnym.
-
najgorszy (obawy) jest chyba sam początek, tzn. wkroczenie w życie osoby dorosłej, znalezienie pierwszej pracy, jakiejkolwiek, konto w banku, opłacanie itd, no i tu taki "zielony", który dopiero co zaczął szukać pierwszej roboty obawia się wszystkiego, nie ma z tym żadnego doświadczenia, wszystkiego musi się "nauczyć" i w takim przypadku trochę trudno być mobilnym, latać do innych miast i szukać roboty, albo się przeprowadzać, łatwiej takiej osobie w tym swoim np. 90 tysięcznym mieście poszukać jakiejś roboty, oswoić się z tym, no a gdy już popracuje się choćby ten miesiąc to wtedy taka osoba chyba będzie bardziej skłonna szukać roboty i na drugim końcu Polski. Zawsze ten pierwszy raz najtrudniejszy.
-
j_uk_dev - wiem, ale też nie zawsze. Przy mniejszych projektach można zostać testerem niezależnych zobowiązanym tylko NDA i umową o dzieło. To jest dobre, żeby wstępnie sprawdzić z czym to się je. Przypuszczam, że 80-90% osób, które spróbują tego rezygnuje z dalszej kariery w tym kierunku
-
Tak jeszcze co do tego filmiku, to od prawdy on nie odbiega daleko haha
Nie tylko w przypadku QA, czasami widzę niesamowicie znerwicowanych i sfrustrowanych ludzi. Zresztą w obliczu deadline'u sam przypuszczam, że popadam w podobny stan
Mało kto zdaje sobie sprawę, że praca w tej branży potrafi być niesamowicie wyczerpująca i stresująca, ale z drugiej strony ja sam wiem, że najlepiej pracuję w stresie i pewnie nie tylko ja tak mam. Często jak mówię komuś czym się zajmuję, to dla wielu oznacza to lekką robotę, ot klepię sobie w klawiaturę i siedzę na tyłku cały dzień, więc jeśli nie jest to machanie łopatą czy noszenie cegieł, to na pewno nie można się zmęczyć. W rzeczywistości najbardziej męczy się głowa, że czasami po powrocie z pracy nie ma się już zupełnie na nic ochoty ( a już szczególnie, by sobie w coś jeszcze pograć
). Jak ktoś myśli o wejściu do tej branży, to z góry powinien odrzucić mylne pojęcie o niej. To nie zabawa, to praca. Zabawą było to dla mnie 20-15 lat temu, kiedy jeszcze nie musiałem sam płacić za siebie rachunków i tworzyłem hobbystycznie z kolegami. W wersji "pro" wygląda to zupełnie inaczej i mimo, że filmik ten jest całkiem fajnym żartem i ukazaniem pracy w krzywym zwierciadle, to z drugiej strony jest w nim też i trochę prawdy. Nie wiem też jak z innymi branżami, ale mimo stresu, potu, krwi, łez, krzyków, przekleństw i innych niezbędnych elementów w procesie developmentu, to gdy wszystko jest już zapięte na ostatni guzik, to uczucie satysfakcji z tego, że wspólnie stworzyło się coś fajnego ( nawet jak recenzenci to zjadą, trudno, my wiemy ile pracy w to włożyliśmy ) naprawdę nie da się z niczym porównać
No i gdy wszystko jest już "approved" większość firm organizuje spore party-odstresowywacz przed następną "bitwą". Generalnie nie jest to praca łatwa, ale w większości przypadków satysfakcjonująca na tyle, że chce się w to brnąć dalej
-
Cały ten filmik na kilometr zalatuje sztucznością - w takim sensie że wszystko jest ordynarnie ustawione i zagrane.
-
jakie warunki trzeba spełniać by zostać testerem? oprócz 18_lat ?: D
-
@aurononly Zobacz artykuł na Polygamii do którego jest w powyższym tekście link. Tam masz wszystko napisane.
Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX





















