Ach, Modern Warfare 2, największa premiera na rynku gier zeszłego roku. Kilkaset mln. dolarów w pierwszym tygodniu, miliard zaliczony w tym roku. Ogółem sukces, ogromny sukces i zwolnienie twórców...
Co?!
Wiadomość grzmotnęła wczoraj. Wszyscy, którzy się na nią natknęli, oniemieli, a ich szczęki rozpostarły się niczym bramy Hadesu (jakkolwiek się one rozpościerają). To wydawało się niemożliwe. Jakim cudem szefowie Infinity Ward mogli zostać zwolnieni? O takich ludzi Activision powinno dbać tak, jak starożytni Egipcjanie dbali o koty! Nikt nic nie wiedział, do czasu...
Dobra, oszczędzając sobie tej narracji godnej prozy przejdźmy do rzeczy. Vince Zampella i Jason West, szefowie IW, zniknęli wczoraj po spotkaniu z wydawcą Activision. Szybko zaczęto spekulować o ich zwolnieniu i rzeczywiście, profile obydwu panów na LinkedIn pokazuję przygodę z IW jako przeszłość. Zwolnienie szefów to duże "coś", więc nic dziwnego, że zaraz po tym zaczęto łączyć niektóre fakty... A i Activision dolało do ognia.

Ogłosiło bowiem, że Sledgehammer, firmę założoną przez ex-szefów Visceral Games Glena Schofielda i Michaela Condre, pracuje nad nowym CoDem. Czy więc Infinity Ward idzie na bruk? Niektóre portale przypomniały, że już w styczniu były pogłoski o tym, że twórcy serii nie pracują nad trzecią częścią Modern Warfare. Dodać do tego informacje jakoby studio nie dostało tantiem za drugą część, pomimo jej ogromnego sukcesu, i szokująca wieść gotowa.
Po tym szczycie emocji i plotek przyszedł czas na lekkie wyciszenie atmosfery przez Activision. Doprecyzowano parę spraw, jak to, że gra Sledgehammer (sklasyfikowana jako "action-adventure", nie strzelanka) nie ukaże się w 2011 (CoDa tego roku będzie robił ktoś inny, nie wiadomo kto), a samo IW "pozostaje w centrum serii". Dodatkowo zapowiedziano utworzeniu całego działu firmy ds. Call of Duty.
Trzy marki
Skąd to całe zamieszanie? Z początku cała sprawa wydaje się jedną wielką tajemnicą, bo przecież Modern Warfare 2 okazał się ogromnym sukcesem. Dlaczego więc szefowie IW wylecieli z pracy? Cóż, jest jedna rzecz, która zdaje się rozjaśniać nieco sprawę. A jest nią struktura przychodów firmy. Jak się okazuje aż 68% Activision pozyskuje jedynie z trzech marek. Są to oczywiście Guitar Hero, World of WarCraft i Call of Duty. Jeśli coś się stanie jednej z tych trzech marek, firma będzie w sporych tarapatach.

Co to może oznaczać dla IW? Ich sukces stał się ich przekleństwem. Podobno studio próbowało dogadać się z innym wydawcą co do nowej gry. Odwrócenie się od Acti plecami? Oj nieładnie, nieładnie. Tak się nie robi. Firma nie może sobie pozwolić, aby kura znosząca złote jaja sobie po prostu poszła i zaczęła znosić je u konkurencji. Już lepiej urwać jej łeb, szczególnie że IW nie jest niezastąpione - w kolejce stoi masa twórców, którzy bardzo chętnie powtórzą sukces swoich poprzedników. I chyba wygląda na to, że Activision postanowiło skorzystać z tego. Call of Duty to nie jest już po prostu seria gier, to prężna marka, od której zależy być albo nie być całego molocha. A moloch zrobi wszystko, aby się utrzymać przy życiu.
I w sumie, co mu się dziwić...
Paweł Płaza
Źródło: VG247.com






















