poleć stronę wydrukuj podyskutuj na forum
Modern Warfare 2 - Lepsze zabijanie jak na filmie czy jak w grze?
Modern Warfare 2
Po zobaczeniu budzącego kontrowersje fragmentu rozgrywki z najnowszej gry Infinity Ward, Call of Duty: Modern Warfare 2, nie byłem pewien co myśleć. Pierwsza solidna myśl, jaka się pojawiła, to "Jeżeli to zwykły chwyt marketingowy 'na GTA' to niech się walą". Ale w pamięci miałem cały czas pierwsze Modern Warfare, które było grą nietuzinkową pod względem narracji. Nie była sama w sobie rewolucją w tej dziedzinie, ale była naturalnym udoskonaleniem sposobu opowiadania historii przez gry. Założyłem więc, że Infinity Ward wie co robi i nie chce po prostu przyciągnąć do swojej produkcji gimnazjalistów.
Zaraz po obejrzeniu filmiku przeczytałem tekst umartwionego i zniesmaczonego autora, który został opublikowany na Polygamii. Wydał mi się on wyjątkowo irytujący. No, bo co w końcu, kurcze blade, jak mawiał Mikołajek, chcemy dorosłych gier czy nie? Redaktor wspomina o GTA, w którym mordowanie, wysadzanie w powietrze, kradzieże i rozboje (czyli de facto terroryzowanie ludności miasta) jest jego zdaniem bardziej w porządku od autentycznego terrorysty, bo "mit gangstera" istnieje w naszej kulturze od x lat. Z jednej strony chcemy gier dojrzałych - takich do refleksji, ale z drugiej strony po prostu zabawa w zabijanie i terroryzm w GTA jest okej.
Rozrywka nie musi być płytka i głupia
Ciągle czytam, że ta scena w MW2 zrobi z eksterminacji cywili rozrywkę, co jest dość uwłaczające dla gier jako medium. Gry nie są po prostu rozrywką, tak jak nie jest "po prostu rozrywką" film, książka czy komiks. Pewnie, seria Call of Duty to w pierwszej kolejności FPS, gra akcji, ale piękne jest to, że rozrywka nie musi być płytka i głupia. To, że w jednym momencie zabijamy "złych Rosjan" (bo, "jak wiadomo", Rosjanie genetycznie są źli i winni), a w innym bezbronnych cywili na lotnisku, to nie znaczy, że w kwestii narracyjnej twórcy chcą nam oba te poziomy wyzerować, zestawić na równi. Nie znaczy to, że nie mogą nam pokazać brutalnych scen, które do nas przemówią.
Moim zdaniem założenie jest głębsze niż sama "kontrowersyjna rozrywka". IW w Modern Warfare pokazało już, że próbuje dotrzeć do unikalnego języka gier, którego nie zastąpi język filmu, książki czy komiksu. Większość tzw. "filmowych" gier była zawsze "filmowa", bo miała fajnie wyreżyserowane cut-scenki, na które gracz mógł tylko patrzeć (vide seria Metal Gear Solid). Call of Duty (a wcześniej seria Medal of Honor i chyba też drugi Half-Life) stawia na immersję w filmowo-realistycznym świecie. Przedstawia filmowe, niekiedy pełne patosu akcje z ludzkiej, osobistej perspektywy grającego, przez co przetwarzając dość sztampową fabułę filmu akcji w Modern Warfare udało się stworzyć unikalne przeżycie.
Wygląda na to, że w przypadku Modern Warfare 2będziemy mieli doczynienia z dość podobną sekwencją, jak scena egzekucji prezydenta w poprzedniej grze. Sekwencja rewelacyjnie pozwalała się wczuć w prawdziwy, brutalny świat i niemal dosłownie PRZEŻYĆ tę historię. W filmie potrzebowalibyśmy dłuższego przygotowania i rozwinięcia postaci oraz naprawdę fenomenalnego, charyzmatycznego aktora, żeby nami wstrząsnęła tego typu scena. W grze wystarczyło pozwolić graczowi pokierować skrępowanymi ruchami prezydenta. Popatrzeć w lewo, popatrzeć w prawo. Popatrzeć na oprawcę i dostać kulkę w łeb. Uderzenie jest wyjątkowe, bo uderzenie trafia nas. Wiemy, że to postać prezydenta dostała, ale przeżywamy jej śmierć bardziej osobiście, mimo że, z punktu widzenia historii, był ona praktycznie anonimowa.
Autentyczne emocje
Widzieliśmy brutalność Natural Born Killers, widzieliśmy Platoon, masę innych brutalnych filmów wojennych i nie. Widzieliśmy dziesięciominutową scenę przerażającego gwałtu w Irreversible. Czy ów gwałt to silenie się na tanią kontrowersję, żeby pokazać jak Monica Bellucci płacze leżąc na ziemi bez majtek, podczas gdy oprawca wije się na niej podniecony? Czy może ma to sprawić, że czujemy się brudni, zdegustowani, poruszeni, albo przestraszeni? Twórca chciał, żebyśmy doświadczyli tego, żeby wywołać w nas jakieś emocje - nie prosty sprzeciw "No jak tak można!", tylko autentyczne emocje i może refleksję.
Wykonując egzekucję jako terrorysta, jesteśmy postawieni w podobnej sytuacji. Pewnie, twórcy mogliby nas obsadzić w roli niewinnego cywila, ale wtedy zmuszeni bylibyśmy uciekać albo się bronić - autorzy nie byliby w stanie tak dobrze przedstawić nam chłodu zabójców i strachu ludzi. Zwłaszcza, że w grze naturalnym instynktem jest to, że zaraz złapiemy broń i będziemy mogli odstrzelić łeb bandziorom. Gdyby nami kierował komputer i moglibyśmy się tylko rozglądać po bokach, to dostalibyśmy powtórkę z egzekucji prezydenta.
Tym razem możemy nie strzelać i po prostu z bliska obserwować morderców siejących spustoszenie. Słyszeć krzyki. Czy to ma być po prostu tania kontrowersja? Może. Ale może ma sprawić, żebyśmy zastanowili się nad tym co się tu dzieje. Żebyśmy z bliska poczuli jak przerażeni są ci ludzie, kiedy w konwulsjach i płaczu umierają pod naszymi nogami. Dzięki czemu, kiedy powrócimy już do roli "dzielnego Amerykanina" czy "dzielnego Brytyjczyka", będziemy mieli powód by dorwać te gnidy i skopać im tyłki, inny niż tylko "CEL MISJI: DORWIJ ZŁYCH ROSJAN". Będziemy mieli autentyczny powód, nacechowany emocjami.
To podobny przypadek do brutalnego gwałtu z Irreversible, ale przełożony na język gier. Trudno byłoby inaczej to opowiedzieć i wzbudzić emocje - zabijanie cywili przez złych terrorystów widzieliśmy już setki razy. Nie ma tu filmiku, obrazków czy tekstu narracji. Tym razem to MY musimy to przeżyć i poczuć się obrzydzeni aktem "tych złych". Tak osobiste przeżycie tej masakry może mieć silniejszy wpływ na nas i sprowkować nas do refleksji bardziej, niż ładnie wyreżyserowana cut-scenka. To jest wyjątkowa cecha gier, to jest SIŁA gier i poniekąd jej przewaga nad innymi dziedzinami kultury.
Wreszcie dojrzałe spojrzenie na wojnę?
Chcieliśmy dojrzałego spojrzenia na brutalną wojnę? Może to właśnie dostajemy. A może to po prostu chwyt marketingowy, żeby ściągnąć gimnazjalistów? Chociaż nie oszukujmy się - gimnazjaliści już wyrżnęli całą populację Liberty City. Tak czy siak, ja jestem zaintrygowany i czekam, żeby przekonać się jak będzie wyglądał finalny produkt.
Jan "Crov" Steifer














