Oglądaliście trailery pokazujące możliwości R.U.S.E.? Ja też. Fajnie to wyglądało, ale jakoś mnie nie przekonywało. Ot, ładna konsolowa strategia z wybuchami, coś w stylu EndWar albo Stormrise, czyli generalnie nic specjalnego jeśli spojrzy się z perspektywy gracza pecetowego. I tak sceptycznie podchodziłem do całej gry. Całkiem niepotrzebnie. W czasie ponad godzinnej prezentacji miałem okazję się przekonać, że mimo wszystko gra zapowiada się bardzo ciekawie.
R.U.S.E. traktuje o II wojnie światowej, czyli temacie przeoranym już na wszelkie sposoby przez wiele innych gier ze świetną Company of Heroes na czele. Na szczęście nowe dziecko UbiSoftu nie zamierza wcale podążać w ich ślady i robić to samo, tylko lepiej (lub gorzej). Owszem, na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest właśnie tak - kierujemy tu jednostkami w czasie rzeczywistym, nasz czołgi, piechota, samoloty i inne takie ścierają się z czołgami i piechotą wroga. Nic wymyślnego. Jednostki nie mają żadnych specjalnych umiejętności, które trzeba oddzielnie uruchamiać a ich przydatność na polu walki wynika z... kontekstu. Na przykład piechota w lesie czy też w mieście sama się ukrywa i przygotowuje zasadzkę, bez naszej ingerencji. Bardzo proste, choć trzeba wziąć pod uwagę, że w grze jest prawie 200 różnego rodzaju jednostek.
I faktycznie, jest to proste. Bardzo fajnie pomyślany interfejs pozwala płynnie przenosić się od widoku strategicznego, który przypomina trochę mapę sztabową ze stosami żetonów, przez widok taktyczny aż do poziomu ziemi prawie, skąd widać poszczególne modele jednostek, pełne szczegółów i realistycznie oddane, tak nota bene. Ogólnie cała gra wygląda bardzo fajnie, zwłaszcza mapa robi wielkie wrażenie - teren każdej potyczki jest wyjątkowo rozległy (ta misja, którą widziałem, obejmowała ni mniej ni więcej tylko prawie całą Tunezję!) i ale po zbliżeniu nie traci w ogóle na szczegółowości. Świetna technologia - chyba tak chcieli to zrobić goście od Supreme Commander, tylko im nie wyszło.

No tak, R.U.S.E. świetnie wygląda, ma fajny interfejs i obiecaną kampanię, w której będziemy dowodzić amerykańskimi (i nie tylko) od Północnej Afryki przez wszystkie teatry działań (na Zachodzie) aż do Berlina i... może nawet dalej, bo w czasie prezentacji zasugerowano nam, że w końcówce być może będziemy walczyć z Armią Czerwoną na ruinach niemieckiej stolicy... Ale z drugiej strony mamy uproszczone sterowanie, mało skomplikowane zasady i rozgrywkę, która mimo budowania bazy i gromadzenia surowców nie wygląda na jakąś szczególnie głęboką. I nie jest...
Dopóki nie dotrze się do drugiej warstwy. Fakt, samo sterowanie jednostkami nie wymaga zbyt wiele bo... jest równie ważne, co wykładanie i dobieranie kart w pokerze. Tak, trzeba to umieć, ale przede wszystkim trzeba umieć grać przeciwnikiem, oszukać go, wprowadzić w błąd, zablefować. I na tym polega R.U.S.E. właśnie.

W każdej misji a także w meczu wieloosobowym gracz ma do dyspozycji dziesięć różnych "podstępów". Są one różne, ale wszystkie odwołują się do sfery psychologicznej - żaden nie daje jakiejś bezpośredniej przewagi czy też namacalnego bonusu. Jakie są te "podstępy"? Na przykład taki, który ukrywa wszelką aktywność naszych jednostek w danym sektorze. Lub inny, który wręcz przeciwnie, tworzy atrapy, które taką aktywność udają tam, gdzie jej nie ma. Jest też podstęp, który pozwala zobaczyć rozmieszczenie wojsk wroga a jeszcze inny, który samych jednostek nie pokaże, ale nanosi na mapę... rozkazy, które wrogie jednostki otrzymały i które będą wykonywać.
Przez te "podstępy" w trakcie grania w R.U.S.E. myśli się zupełnie inaczej niż w normalnej strategii czasu rzeczywistego. Jednostki są ważne, ale nie najważniejsze - liczy się ogólna strategia i to, czy uda się wroga przechytrzyć po prostu, na przykład zakładając bazę na jego tyłach i kamuflując ją tak by wróg nie zobaczył koncentracji jednostek, które zaatakują jego własne bazy, gdy pozorowany atak odciągnie jego obronę w innym kierunku... jeśli oczywiście się nie okaże, że tak naprawdę przeciwnik już wszystko wie i jego ruchy też są pozorowane a zakamuflowana obrona tylko czeka na nasz atak... Sprytne, nie? A to tylko cztery z dziesięciu "podstępów" dostępnych w grze - pozostałych sześciu nam nie pokazano, niestety.
Z całym garniturem tych podłych chwytów będzie się grało naprawdę bardzo fajnie, zwłaszcza zaś w multiplayerze, dla którego cały ten system wydaje się być stworzony. Kampania singlowa ma nauczyć korzystania z "podstępów" oraz wykorzystywania różnych rodzajów wojsk w kombinowanych atakach - takie odniosłem wrażenie.
Wrażenie ogólnie bardzo pozytywne - R.U.S.E. tchnie świeżością i na dodatek świetnie wygląda. Szkoda, że do premiery zostało jeszcze ładnych kilka miesięcy...
Sławek Serafin






















