Londyńsko-kanadyjska "klinika", jak podaje London Free Press , jest filią amerykańskiej sieci grup wsparcia On-Line Gamers Anonymous - i odpowiednikiem spotkań anonimowych alkoholików, uzależnionych od narkotyków i tym podobnych. Czy faktycznie przesiadywanie po 12 godzin dziennie przy World of Warcraft równe jest ćpaniu albo piciu na umór?
Być może. Na pewno można sobie przez gry MMO popsuć małżeństwo, stracić pracę, zawalić studia. Być może nawet popaść w depresję i podejmować próby samobójcze. Albo można umrzeć w wyczerpania w trakcie gry, jak to udowodniły mnogie przykłady z Chin i Korei. I faktycznie, grupy wsparcia pomagające radzić sobie z problemem uzależnienia od MMO są potrzebne... chyba...
To jednak jest zupełnie inna liga niż uzależnienia faktyczne - gry bowiem są narkotykiem wirtualnym, czysto psychicznym, bez związku z fizjologią. Nie uzależniają fizycznie, jak narkotyki i alkohol. Żeby rzucić granie nie potrzeba wiele przecież - wystarczy chwila opamiętania i szczerej chęci. Co to za problem wykasować wszystkie swoje postaci, odinstalować grę i wyrzucić pudełko? Lub w ekstremalnym przypadku rozwalić nawet młotkiem płytę główną komputera, żeby nie kusił? To jest banalne, w porównaniu z rzucaniem palenia, na przykład.
Grupom wsparcia mówimy zatem tak - ale samego problemu nie uznajemy za jakiś szczególnie istotny. Przynajmniej na razie.
Sławek Serafin





















