Nie taka zwykła gra
Uprzedzając krytykę, która zapewne zaraz pojawi się w komentarzach. Tak, Fable 2 to przede wszystkim zwykła gra, zawierająca wszystkie standardowe elementy układanki - dynamiczną akcję, rozwój postaci, walkę, interakcję z innymi postaciami i otoczeniem, rozwój postaci, statystyki, wykonywanie zadań... Ta cała mechanika (i jej sprawność) zazwyczaj decydują o sukcesie bądź porażce tytułu. W tym przypadku jest jednak inaczej - wartość Fable 2 kryje się gdzie indziej.
Narracja przede wszystkim
Autorzy ogromny nacisk położyli na to, by gracz w pełni "zanurzył" się w świecie Fable 2. Ten powtarzany od zawsze banał w przypadku produkcji Lionhead nabiera w końcu znaczenia. Nastrój tworzony jest przez muzykę i niezbyt skomplikowaną, ale narysowaną z artyzmem grafikę, przede wszystkim jednak główną rolę odgrywają odwołania do obrazów i toposów znanych wszystkim mieszkańcom Europy. Rodzinna tragedia, zemsta, dorastanie bohatera wraz z wiekiem i kolejnymi błędami, walka dobra ze złem - de facto scenariusz gry to baśń złożona z wielu różnych fragmentów, które znamy zapewne już z wielu innych dzieł. Czujemy się "jak u siebie", znamy od początku reguły, jakimi rządzi się ten świat. [zobacz]
Ja grając w Fable 2 miałem poczucie obcowania z brytyjską (Dickens, Susanna Clarke, Rowling), europejską (bracia Grimm, Andersen) a nawet amerykańską (Poe!) tradycją literacką. Biegając po kolejnych wioskach czy lasach spodziewałem się prędzej spotkać wiedźmę w domku na kurzej stopce niż orka z długim łukiem i tarczą +1. Ten pierwszy przynależy do świata kultury zrozumiałej dla mojej mamy, ten drugi wyłącznie do uniwersum gier. W końcu jakiś powiew świeżości po wypluwanych masowo produkcjach spod znaku magii, miecza i najeźdźców z kosmosu.
Lock, Stock and Two Smoking Barrels
Jak pewnie pamiętacie z dzieciństwa, dobra bajka to nie wszystko. Potrzeba jeszcze kogoś, kto ją nam opowie lub przeczyta. Podobnie jest z grami. Fable 2 na tle innych produkcji wyróżnia świetna gra aktorska. W grze występują znani brytyjscy aktorzy i to się czuje. Stephen Fry, Bill Nighy czy Helena Bonham Carter to prawdziwa czołówka, ja jednak, jako fan filmów Guya Ritchie dużo bardziej zaintrygowany byłem dwiema "dziwnie znajomymi" postaciami. Okazało się, że w grze możemy spotkać Alana Forda (Brick Topa z "Przekrętu") oraz Steve'a Sweeney'a (Planka z "Porachunków"). Grają oczywiście przestępców. Nie będę ukrywać - uwielbiam brytyjski akcent i słuchanie kolejnych wymian zdań sprawiało mi wiele radości.
Masz jakiś problem?
Sami znani aktorzy to jednak nie wszystko (o czym niezwykle boleśnie przekonujemy się raz za razem grając w lokalizowane wersje hitów zza granicy, oczywiście, w "gwiazdorskiej obsadzie"). Równie ważne, jeśli nie ważniejsze, są dobrze napisane dialogi. Sztuczność, sztywność, śmieszność - to trzy grzechy główne wirtualnych bohaterów, żeby chociaż przypomnieć Obliviona czy serię Baldur's Gate. Tutaj jest inaczej, postacie mówią, a nie przemawiają. Zdarza im się także udanie żartować, a czasem nawet ironicznie komentować swoją specyficzną sytuację w świecie przedstawionym ("tak, Ty jesteś graczem, a my kukiełkami"). Dojrzalsi odbiorcy z pewnością to docenią.
Prostota, głupcze
No dobrze, a gdzie ta karkołomność, o której mowa na początku? W historii było już kilka dobrych, dojrzałych pod względem narracji gier - by wymienić chociaż Fallouta czy Deus Exa. Żadna jednak nie cechowała się taką przystępnością jak Fable 2. Ta gra jest banalna, jeśli wręcz nie prostacka, w obsłudze. Główny bohater nie może zginąć, nie może się zgubić, ciągle jest prowadzony za rękę, a interakcje z otoczeniem podlegają sporej reglamentacji - trzeba przecież gracza uchronić przed jego własną ciekawością czy głupotą. Czasem aż prosi się o większą wolność i skomplikowanie - piszę to jednak z perspektywy raczej doświadczonego i obytego z wieloma różnymi interfejsami gracza.
I tutaj właśnie producenci gry wiele ryzykują. Wielu ortodoksów odrzuci Fable 2 właśnie ze względu na "niedzielność" - zresztą na skupiającej tych najbardziej wymagających graczy Polygamii.pl pojawiały się już dosyć nieprzychylne komentarze.
Ja mam jednak wrażenie, że racja jest po stronie Petera Molyneux. To przypadek podobny do sytuacji na rynku telefonów komórkowych. Najnowsze smartphone'y oferują masę funkcji, masę klawiszy i masę oprogramowania. Zapewne świetnego, elastycznego, "gotowego na wszystko" (to takie Obliviony z modami). To jednak interfejs w telefonie "jabłuszka" przyciąga wzrok i zachwyca, nawet jeśli jest czasem niedopracowany. Geekom mówimy nie.
Pies szczerzy kły
Gra ma wady. Dla wielu osób będą to wady dosyć istotne. Grafika technologicznie nie należy do światowej czołówki. Zdarzają się spowolniania, krajobraz pojawia się i znika. Główny bohater porusza się w sposób dosyć dziwny i pokraczny, odbija się od innych ludzi, nie potrafi skakać, często wpada w niewidzialne dziury, blokuje się w nich i nie chce wyjść. Rozgrywka, jeśli skupić się na głównym wątku fabularnym, po pewnym czasie staje się monotonna. Gra podobno jest krótka (ja jej jeszcze nie skończyłem) - akurat dla mnie to zaleta, dobrze ujął to zresztą sam Peter Molyneux, mówiąc, że nikogo nie interesują książki na 20 tysięcy stron - ale wydając prawie dwieście złotych mamy prawo czuć się rozczarowani, jeśli zabawa szybko się skończy.
Ja Fable 2 mimo tych wad polecam. Peter Molyneux, często wyśmiewany za swoją pyszałkowatość wizjoner tym razem dotrzymał słowa. Ta gra to naprawdę coś nowego. I przede wszystkim pięknego, prostego, dostarczającego pozytywnych emocji. Jak pies. Właśnie. Pies. Zapomniałem o psie.
Radek Zaleski (o 2.37, właśnie skończyłem grać)






















