wiadomości

Frontlines: Fuel of War - recenzja

zarad
17.04.2008 07:56
A A A Drukuj
Frontlines: Fuel of War Frontlines: Fuel of War
Jest rok 2024, zasoby naturalne ziemi, konkretnie ropy, kurczą się do minimum, którego nie wystarczy dla wszystkich. Do przejęcia ostatnich zasobów w Kazachstanie chętnych nie brakuje, co nieuchronnie prowadzi do globalnego konfliktu. Naprzeciw siebie stają dwie frakcje militarne, Koalicja Zachodnia zrzeszająca kraje Unii Europejskiej i USA, oraz Sojusz Czerwonej Gwiazdy utworzony z połączonych sił Rosji i Chin. Zaczyna się wojna.

 

W tak przedstawionych realiach zaczynamy rozgrywkę w Frontlines: Fuel of War. Gra z założenia miała czerpać z tego, co najlepsze w produkcjach takich jak Battlefield i Call of Duty 4, czyli rozbudowany tryb multiplayer i filmowość toczonej rozgrywki. Czy się to twórcom udało? W dużej mierze tak, choć wydaje się że gra nie wykorzystuje w pełni swego potencjału.

 

Lepszy shotgun w garści niż karabinek snajperski pod pachą


W trybie single player mamy możliwość gry tylko po jednej stronie konfliktu. Wcielamy się zatem w żołnierza Koalicji zachodniej, a dokładnie w dowódcę jednostki komandosów. I choć de facto nie ma możliwości kierowania poczynaniami oddziału, praktycznie w każdej misji, poza misją snajperską, towarzyszą nam żołnierze, wypełniający swoje zadania.


Misji w trybie single jest siedem i choć nie jest to liczba powalająca, to każda z nich zawiera kilka etapów, przez co rozgrywka wystarcza spokojnie na 10 godzin zabawy.


Realizacja celów misji sprowadza się do zajęcia i obrony punktów strategicznych na mapie. Zajęcie ich, poza dosłownym tego słowa znaczeniem, odbywa się również przez włamanie do komputera, czy też wysadzenie strategicznych struktur wroga. Bardzo dobrym rozwiązaniem, które wpływa na swobodę rozgrywki, jest możliwość wypełniania zadań w dowolnej kolejności. Dzięki temu daje się odczuć, że wojna nas otacza, a strzał w plecy jest jak najbardziej możliwy.


Misje nie powalają różnorodnością i nagłymi zwrotami akcji. W zasadzie zawsze sprowadzają się do zniszczenia jednostek wroga w drodze do strategicznych punktów na mapie. Nawet gdy wcielamy się w samotnego snajpera, szybko okazuje się że bycie cichym, niewidzialnym zabójcą jest tutaj niemożliwe. Na pewnym etapie tej misji okazuje się, że shotgun jest znacznie lepszym rozwiązaniem przy starciach z siłami Sojuszy Czerwonej Gwiazdy.

 

Frontlines: Fuel of War

Nie porywaj się z czołgiem na krzaki


Mimo schematyczności działania, gra nabiera rozpędu z każdym etapem i nie daje graczowi odpocząć. Po odpaleniu gry miałem mieszane uczucia, później było już znacznie lepiej, walki bardziej intensywne, i co najważniejsze - poszerzał się dostępny w misjach arsenał.


Broń, wyposażenie, pojazdy zostały zaprojektowane przez twórców tak, by w miarę wiernie oddawały klimat wojny w nieodległej przyszłości. Podczas gry możemy przejąć kontrolę nad czołgiem, samochodem bojowym, czy śmigłowcem. Sterowanie każdym z pojazdów wymaga chwili praktyki, ale opanowanie tego nie dostarcza specjalnych trudności. Dużą frajdę dają walki czołgów, zwłaszcza że wystrzały, eksplozje i klimat pancernych potyczek zrobione są świetnie. Wszystko byłoby super, gdyby korzystanie z pojazdów dawało faktyczną przewagę sił strategicznych podczas bitwy. W paru momentach gry, równie dobrze na tym samym polu radziłem sobie ?piechotą", co siedząc za sterami czołgu. Pancerne maszyny nie są tu niestety postrachem jednostek pieszych. Owszem są groźne, ale gdy w moje ręce wpadała bazooka, od razu zaczynałem polowanie na pancernika i po 3 strzałach zostawała kupa dymiącego złomu. Pewną niedoróbką w grze jest też blokowanie się w niektórych momentach prowadzonych pojazdów. Na wielu planszach poustawiane są zapory przeciwczołgowe, ale tak naprawdę, by zatrzymać czołg wcale nie są one potrzebne. Prowadząc maszynę kilka razy nie byłem w stanie sforsować skrzyni, czy krzaka. Na szczęście plansze nie są najeżone tego rodzaju "naturalnymi" przeszkodami. Widać twórcy przy wprowadzeniu do gry pojazdów myśleli przede wszystkim o wykorzystaniu ich w trybie multiplayer, w którym faktycznie ich rola wzrasta.

 

Polatać dronem masakrując przeciwnika - bezcenne


W podręcznym arsenale standardowo do dyspozycji mamy karabin, granatnik, pistolet, ładunki wybuchowe oraz granaty ręczne. Poza tym, w zależności od misji, mamy do dyspozycji snajperkę, shotgun, ciężki karabin, pistolet maszynowy, bazookę i drony.

 


Drony to zdalnie sterowane niewielkie pojazdy gąsienicowe/latające które dają możliwość walki na odległość (choć ich zasięg jest ograniczony). Po uruchomieniu drona, kamera umiejscawia się i podąża za pojazdem - możliwy jest widok FPP. W tym czasie jesteśmy bezbronni, ale wystarczy się odpowiednio schować przed ostrzałem wroga, by nie zginąć.


Urządzenia te przydają się w wielu sytuacjach. Wyposażone w rakiety drony latające idealnie sprawdzają się w likwidacji trudno dostępnych celów. Działka na gąsienicach są niezastąpione gdy trzeba walczyć z wrogiem pod silnym ostrzałem. Inna wersja drona gąsienicowego(pojazd SCG) to zdalnie sterowana bomba, którą wystarczy podjechać w pobliże celu i odpalić. Drony bardzo fajnie wpasowują się futurystyczny konflikt tym bardziej, ze technika militarna zmierza w kierunku, w którym zmniejsza się zaangażowanie człowieka na polu walki. W trakcie zmagań pojawiają się również stacjonarne działka, także takie, które możemy rozstawiać. Warto z nich korzystać, bo potrafią siać popłoch w szeregach piechoty. To co mnie trochę zaskoczyło, to brak możliwości podniesienia broni zabitego kolegi czy wroga. W sytuacji, gdy kończy nam się amunicja, takie rozwiązanie zdawałoby się oczywiste. Twórcy gry w dużym stopniu umożliwiają uniknięcia takich sytuacji przez umieszczenie na planszach wyraźnie oznaczonych skrzyń z amunicją, do których wystarczy się zbliżyć by cały nasz arsenał się odnowił. Zdarzyło mi się jednak, że wystrzelałem wszystko co miałem (zostało mi tylko c-4). a w pobliżu takowej skrzynki nie było.

 

Rosjanie złorzeczą po swojemu, a Chińczycy milczą


Lokacje w których przychodzi nam walczyć bardzo dobrze odwzorowują arenę zmagań. Wszędzie widać zniszczenia i gruzy. Tak zaprojektowane środowisko determinuje nasze zachowanie na polu walki. Korzystamy zatem z licznych osłon przed ogniem, przed śmigłowcami etc. Dużo tu terenów industrialnych,baz, fabryk, ale powalczymy również na terenie miejskim. Chociaż graficznie gra nie powala, to unreal engine sprawia, że nie odstaje ona od standardów, które oferują inne shootery. Oprawa dźwiękowa stoi na solidnym poziomie. Muzyka w klimacie marszowym przypomina inne wojenne produkcje, a dźwięki z pola walki są świetne. Wszędzie słychać krzyki rannych, komendy, spontaniczne reakcje żołnierzy. Wszystko to tworzy atmosferę chaosu bitewnego - szczególnie, gdy otaczające nas głosy wydają z siebie obie strony konfliktu (żołnierze sojuszu czerwonej gwiazdy mówią po rosyjsku, więc tym bardziej szkoda, że nie słychać Chińczyków J ).

 

Frontlines: Fuel of War


Uczestnicy zmagań zachowują się na polu wali sensownie, szukają osłon, dążą do punktów strategicznych, starają się niszczyć pojazdy, drony, nie pchają się heroicznie pod kule przeciwników. Kilka razy, gdy czerwoni żołdacy w spokoju czekali na mój ruch odniosłem wrażenie, że napotykam skrypty, ale takie sytuacje występują bardzo rzadko.


W przypadku naszej śmierci, bardzo dobrym rozwiązaniem jest respawn przy najbliższym nam punkcie strategicznym, z zachowaniem aktualnej sytuacji na linii frontu. Nie musimy jeszcze raz pokonywać tych samych przeciwników, tylko dołączamy do walki chwilę po tym, gdy ją opuściliśmy. W grze zastosowano popularne ostatnio rozwiązanie ze zdrowiem, czyli brak paska zdrowia i apteczek. Gdy mocno oberwiemy ekran robi się czerwony, ale wystarczy chwilę przeczekać w bezpiecznym miejscu, by wszystko wróciło do normy.

 

Jest bardzo dobrze, choć mogłoby być lepiej


Co we Frontlines Fuel of War jest najlepsze? Moim zdaniem grywalność, która rekompensuje obecne w grze braki i niedoróbki. Walka jest tu po prostu bardzo przyjemna i daje satysfakcję. Schematyczność gry w ogóle nie przeszkadza.


Tryb single player daje tak naprawdę przedsmak i solidny trening przed tym, co oferuje multiplayer. W trybie wieloosobowym możemy bowiem wcielić się w każdą ze stron konfliktu, co przy zbliżonym arsenale broni i pojazdów dostępnych po obydwu stronach znacznie poszerza rozgrywkę. W trybie multi mamy podobnie jak w Battlefieldzie system klas i specjalizacji, co wymusza współpracę graczy. Misje tak jak w trybie single wiążą się z zajmowaniem punktów strategicznych. Możliwość gry do 30 uczestników w jednej sesji gwarantuje dobrą i intensywną zabawę w sieci.


Gra Kaos Studios na pewno wyróżnia się spośród shooterów, łącząc niektóre elementy Bettlefielda i Call Of Duty 4. Fanom wspomnianych tytułów na pewno dostarczy wielu godzin niezapomnianych wrażeń.

 

Mariusz Kozioł
 

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz: