wiadomości

To nie jest kraj dla starych graczy

keyser
12.03.2008 16:40
A A A Drukuj
Przeciętny gracz już dawno przekroczył magiczną granicę dorosłości. Większość z nas ma grubo ponad 18 lat, przynajmniej tak twierdzą przeróżne badania statystyczne. A mimo tego twórcy gier uparcie ignorują fakt, że gracze są dorośli i raczą nas rozrywką na poziomie zgoła dziecinnym. Dorosłych gier po prostu brak, w najlepszym wypadku mamy tylko ułomne fantazje dla nastolatków. Bo to nie jest kraj dla starych graczy, choć właśnie tacy w większości go zaludniają.

 

 

Na początek może rzućmy jakimiś liczbami, żeby nikt nas nie posądził o to, że konfabulujemy i dopasowujemy fakty do naszych teorii. Stany Zjednoczone to kraj, który "konsumuje" najwięcej gier na świecie i na którego rynku pragną zaistnień wszyscy twórcy gier (oprócz japońskich), bo tylko tam można zarobić naprawdę duże pieniądze. Jaki jest przeciętny wiek gracza z USA? 33 lata. 33 lata! Co więcej, procentowo jest mniej więcej tyle samo graczy po pięćdziesiątce, jak tych przed osiemnastką! Według badań sprzed dwóch lat graczy 50+ było 24%, a tych poniżej 18 tylko 28% - i to się zdążyło zmienić, bo zwiększający się rynek casuali oraz popularność konsoli Nintendo Wii wśród starszych graczy na pewno zachwiały te proporcje. A przecież trzeba jeszcze uwzględnić fakt, że prawie 50% graczy to osoby między 18 a 50 rokiem życia. Tylko co czwarta osoba bawiąca się grami to dziecko, przynajmniej w Stanach Zjednoczonych.

 

Jak to wygląda w Europie? Danych dokładnych i dotyczących całej Unii nie mamy, ale patrząc na te dotyczące Wielkiej Brytanii, która jest wiodącym konsumentem (i producentem) gier w Europie, można bezpiecznie powiedzieć, że rozkład sił jest podobny - może co trzeci gracz ma mniej niż 18 lat. Dwie trzecie grających Europejczyków to osoby dorosłe, przynajmniej według tego, co mają napisane w dowodzie osobistym.

 

Przemoc dla samej przemocy - Manhunt

 

Ale co z tego?

 

Dorośli grają i fajnie jest, tak? Nie, nie tak. Bo nie ma gier dla dorosłych. Po prostu nie ma. Oj jasne, są produkcje, które dostają nalepkę "dla dorosłych", ba, są nawet takie, których dystrybucji zakazuje się - na przykład w Niemczech czy w Australii, które to kraje mają pod tym względem bardzo restrykcyjne przepisy. Ale nawet wtedy gier oznaczonych jako gry "dla dorosłych" jest 10-15% ogółu wydawanych tytułów. Tak, 15% wszystkich wydawanych gier dla lekko licząc 70% graczy. Ale i ta statystyka jest myląca, bo w praktyce jest jeszcze gorzej.

 

Już bez badań statystycznych i bez podawania faktów można spokojnie na podstawie własnego doświadczenia stwierdzić, że 99% gier oznaczanych jako te "dla dorosłych" to tak naprawdę tytuły dla pryszczatych nastolatków. Takie dziecinne Gears of War i Halo 3 są oznaczane jako "dla dorosłych"! W najlepszym przypadku można liczyć na gry epatujące bezsensowną przemocą, jak Manhunt czy Postal, albo ewidentnie erotyczne lub pornograficzne, jak różne rozbierane pokery i tym podobne. Ale to nie są gry dla dorosłych graczy, tylko dla dzieciaków, tyle że podane w formie zakazanego owocu. A gier dla faktycznych dorosłych po prostu nie ma.

 

Bardzo dojrzałe dziewczynki z Rule of Rose

 

Dorosłość vs dojrzałość

 

A właściwie, mylimy pojęcia. Nie chodzi nam o dorosłość, tylko o dojrzałość, która z wiekiem ma niewiele wspólnego. I na potrzeby własne zdefiniujmy sobie tę dojrzałość. Co to jest dojrzałość? Mówiąc krótko, poczucie odpowiedzialności. I moralności. Świadomość skutków podejmowanych decyzji. Umiejętność panowania nad własnymi emocjami. Coś w tym stylu, prawda? No właśnie, a teraz proszę mi pokazać grę, która bazuje na wymienionych cechach.

 

...

 

Brak.

 

Owszem, są tytuły takie jak Knights of the Old Republic, czy też nawet nasz Wiedźmin, gdzie trzeba podejmować decyzje. Trzeba wybierać dobro lub zło, a w przypadku Wiedźmina, trzeba wybierać między złem mniejszym a większym, przy czym nie jest jednoznacznie określone, które z nich jest którym. Ale czy to są gry dojrzałe? Bynajmniej. One tylko uczą dojrzałości na mniej lub bardziej banalnych przykładach. Są jak bajki, w których eksponuje się pewne postawy i zachowania, a potem je karze lub nagradza. Tyle, że w tych grach nie karze się za nic, bo można popełniać największe podłości i bestialstwa w zasadzie bez konsekwencji. Fakt, niektóre gry próbują uczyć odpowiedzialności. Ale żadne odpowiedzialności nie wymagają, tak jak nie wymagają dorosłości i dojrzałości.

 

Seks z kosmitką? Tylko w Mass Effect

 

Gdzie jest miłość?

 

To nie wszystko jednak. Nie tylko powyższy przykład z odpowiedzialnością wskazuje na to, że gry są szalenie niedojrzałe, infantylne i nie wyszły z wieku szczenięcego (miejmy nadzieję, że jeszcze nie wyszły). Zatrzymajmy się na chwilę przy literaturze i kinie. Ile jest filmów i powieści o miłości? Sporo, prawda? A ile jest takich gier? Nie ma. Wiem, ktoś mógłby się upierać, że japońskie symulatory randkowe z rysunkową pornografią, to gry o miłości. Ale bądźmy poważni. Nie ma gier o miłości, ba, w większości gier wątki romantyczne, nie mówiąc już o cielesnych, są nieobecne lub czwartoplanowe. A jeżeli już w jakiejś grze objawi się coś takiego, jak w Mass Effect ostatnio, a w GTA San Andreas kilka lat temu, to nagle jest z tego wielki skandal. Wielkie halo z powodu, za przeproszeniem, gołej dupy? Eee? Średni wiek gracza to 33 lata, przypominam - w tym wieku widziało się takich już sporo, na żywo, prawda? I byle elektroniczne pośladki o demoralizację nie przyprawią, nie? Więc dlaczego nie ma w grach miłości, romantyki, erotyki, czy też zwyczajnego, najnormalniejszego w świecie seksu? Kurczę, w grach nie ma nawet przekonująco pokazanej przyjaźni! W co drugim zaś filmie można znaleźć te elementy, podobnie w co drugiej książce - ale nie w grach. Czyżby odbiorcy gier nie dorośli do tego?

 

Dorośli, dojrzali i tak dalej. Już dawno. Tak samo mogliby być odbiorcami różnych innych treści. Dlaczego nie ma gier antywojennych? Dlaczego nie ma gier o problemie rasizmu? Dlaczego w grach w ogóle unika się poruszania jakichkolwiek drażliwych tematów? W filmach i w literaturze robi się to bez przerwy i to wcale nie są dzieła przeznaczone tylko dla dorosłych. Dlaczego gry w porównaniu z innymi mediami, nawet z telewizją, która do tej pory była synonimem głupoty i infantylizmu, wypadają tak żałośnie?

 

Postać z serialu dla dzieci pt. Final Fantasy

 

Money makes the world go around

 

No właśnie, oto jest pytanie, jak to mawiał pewien duński książę. Oburzamy się, gdy ktoś twierdzi, że gry są dla dzieci. Ale one są dla dzieci, ewentualnie dla nastolatków. Grają w nie dorośli, ale ten fakt nie nobilituje automatycznie elektronicznej rozrywki i nie wynosi jej do rangi pozostałych sztuk czy też muz. A gry, dzięki swej interaktywności, to środowisko o niespotykanym potencjale, artystycznym nawet. Ale tego potencjału się nie wykorzystuje, marnuje się go. To tak jakby genialny aktor dramatyczny występował w roli klauna na kościelnym odpuście. Żeby zarobić.

 

Bo niestety właśnie o to tutaj chodzi - o pieniądze. Tym, którzy na grach zarabiają, tym, którzy rynek gier kontrolują odgórnie, nie zależy na grach dla dorosłych. Bo gry dla dojrzałych odbiorców, gry cięższe, gry niejednoznaczne, gry trudne w odbiorze, gry zajmujące się problemami, gdy z ideą, gry moralnego niepokoju - nie opłacają się. Takie gry zburzyłyby śliczny, plastikowy i jarmarczny mit familijnej rozrywki. Takie gry mogłyby sprawić, że niektórzy odbiorcy zdaliby sobie sprawę z tego, że tak naprawdę gry to nie zabawki ale właśnie medium równorzędne wobec filmu i literatury. I wtedy ich oczekiwania zwiększyłyby się, nie wystarczyłaby im aktualnie serwowana papka sporządzona z nowoczesnych silników graficznych i idiotoodpornych zasad rozgrywki. Przy jej łykaniu myślenie nie jest potrzebne, ba, wręcz bywa groźne, więc lepiej żeby klient nie myślał za dużo. I nie wymagał niczego innego niż lepszej oprawy graficznej i większej ilości "osiągnięć" do odblokowania.

 

Impresja na temat dojrzewania - The Path

 

Kogo spalimy na stosie?

 

To nie jest kraj dla starych graczy. Dla takich, którzy chcą czegoś więcej niż sztampowe fabułki, papierowe postacie, intrygi dla sześciolatków i zwroty akcji rodem z wenezuelskich telenowel. Najgorsze zaś jest to, że choć już jest źle, to będzie jeszcze gorzej. Odgórnie sterowany rynek konsolowy jest pod ścisłą kontrolą i grom trudnym w odbiorze niełatwo na niego trafić. Takich rodzynków jak The Night Journey można tam szukać ze świecą. Z komputerami PC, które przecież mają o wiele większe możliwości nieskrępowanego rozwoju, też nie jest lepiej - jaskółki w stylu The Path czy Pathologic wcale nie czynią wiosny, ba, wręcz wydaje się, że zmyliły drogę. Ale to nie ich wina.

 

Zobacz zwiastun niesamowitej The Night Journey



To my zawiniliśmy. To my jesteśmy przyczyną i skutkiem. To my kupujemy te wszystkie niewyobrażalnie głupie, dziecinne i prostackie gry, i zachwycamy się nimi z niewiadomych powodów. To my nie porównujemy ich z kinem i literaturą, to my nie mamy żadnych wymagań ani oczekiwań i zadowalamy się byle czym. Łatwo jest pokazać palcem i powiedzieć, to ONI, to wielkie korporacje, to wielkie pieniądze, to oni są winni - ale tak naprawdę oni wykorzystują tylko naszą głupotę i na niej zarabiają. I dopóki my nie zmądrzejemy i nie dorośniemy, nie ma szans by zrobiły to gry.

 

Jak więc należy rozumieć te wspomniane wcześniej 33 lata statystycznego gracza? Po prostu, to jest wiek przeciętnego dzieciaka w Ameryce. I w Europie. I tak dalej.

 

Może wyjmijmy już smoczki z buzi, hę? Bo to aż wstyd, w tym wieku.

 

Eh, dzieci...

 

Keyser Soze

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz: