poleć stronę wydrukuj podyskutuj na forum
Nowe kontra stare, czyli jakie powinny być gry
Cywilizacja 5/ Civilization 5
W Bad Company 2 są małe mapy i nie ma samolotów. StarCraft II to StarCraft ze zmienioną grafiką. W Civilization V będą heksy i jedna jednostka na jednym polu. Czy to dobrze, czy źle? Czy zmiany, drastyczne i często rewolucyjne, wychodzą znanym i lubianym seriom na dobre, czy na złe?
Tak naprawdę niełatwo odpowiedzieć na to pytanie, bo sprawa wcale nie jest taka prosta. Byłoby miło stwierdzić arbitralnie, ex cathedra, "tak", albo "nie" i dalej sobie wesoło grać, ale niestety rzeczywistość wygląda nieco inaczej. Pogoń za nowością wcale nie jest zła, a wierne trzymanie się korzeni nie jest dobrem najwyższym - ale i odwrotne sytuacje bywają bardzo niewesołe. Prawda jest bowiem taka, że nowa gra powinna być... nowa. Ale jednocześnie nie może odcinać się od tego, za co fani pokochali jej poprzedniczki. I jak to zrobić? Ha, to jest diabelnie trudne.

Jedni nawet nie próbują, jak na przykład Blizzard, który StarCraft II robi tak, żeby jak najmniej różnił się od poprzednika. Owszem, dla wieloletnich weteranów drobniejsze zmiany w dziedzinie jednostek i tak dalej mogą się zdawać rewolucyjne, ale tak naprawdę są to, patrząc z pewnego dystansu, nieistotne szczegóły, które nie mają żadnego wpływu na podstawową mechanikę gry, która pozostaje prawie całkowicie bez zmian. To jeszcze raz dokładnie to samo danie, tyle że trochę mniej lub bardziej posolone niż poprzednio.

Z kolei firma Relic, również w segmencie strategii czasu rzeczywistego, ciągle szuka nowych rozwiązań. Zaczęli od dwóch części rewolucyjnego Homeworld, ale pozostawili ten temat, biorąc się za Dawn of War, którego zrobili inaczej, niż wszyscy się spodziewali - i wyszło im świetnie. Dopracowali swoje rozwiązania w kolejnej grze, Company of Heroes, dorzucając kilka nowości i podmieniając w swoim daniu ziemniaki na frytki, ale ogólnie zasada była taka sama. A potem przyszedł Dawn of War II, też wykorzystujący kilka pomysłów wcześniejszych, ale diametralnie inny jeśli chodzi o mechanikę rozgrywki. Nie wszystkim się to podobało - ale gra jest naprawdę wspaniała.

A co ze wspomnianym Bad Company 2? Cóż, widać, że to już nie ten sam Battlefield co dawniej. Żywsze tempo, mniejsze mapy, lekko zmarginalizowana rola ciężkiego sprzętu, znacznie większy nacisk na rozwój postaci i odblokowywanie nowego sprzętu - to już nie to samo, co kiedyś. Ale jest strasznie fajnie, bo gra jest nowoczesna i spełnia oczekiwania współczesnego gracza, nawet jeśli jest wieloletnim fanem Battlefielda - mimo dużych zmian czuje się w niej ducha tej serii bardzo silnie i wyraźnie (pomijając brak klasycznego tematu muzycznego, psia mać).

A z drugiej strony mamy ostatnie dokonania studia BioWare - Mass Effect 2 i Dragon Age. Ten pierwszy bardzo nowoczesny, z wieloma innowacjami i odważnymi rozwiązaniami. Ten drugi z klasyczną mechaniką i oldschool'owym pomysłem podanymi w ładnym, współczesnym opakowaniu, ale bez prawdziwych innowacji poza sferą techniczną. I co? I to drugie wypada zdecydowanie lepiej a pierwsze rozczarowało, bo zmiany poszły za daleko lub nie w tym kierunku, w którym się spodziewali fani.

Przykłady można mnożyć, dorzucając tutaj niezbyt udane ale wierne oryginałowi Aliens vs Predator czy też właśnie zapowiedzianą Civilization V, której fani zaczynają się bać o wiele bardziej niż konsolowej wersji, która przynajmniej trzymała się tradycyjnej mechaniki mimo jej spłycenia i uproszczenia. Na potwierdzenie tezy, że nowe jest lepsze można znaleźć dokładnie tyle samo argumentów, co tej, że stare rozwiązania są nadal dobre i że nie należy naprawiać tego, co się nie zepsuło.
Więc jak jest?
Cóż, jeszcze jakiś czas temu uważałem, że kolejna część mojej ulubionej gry, na przykład Europy Universalis, powinna być jak najbardziej zbliżona do poprzedniej. Jasne, lepsza technicznie, z kilkoma nowym rozwiązaniami, tu i tam poprawiona, ale ogólnie taka sama. Zachowawcza, ostrożna, wierna korzeniom. Taka by mi się podobała, przez reminiscencję. Najbardziej lubi się piosenki, które już się zna, prawda? Stąd też duża popularność nurtu retro oraz różnego rodzaju remake'ów. Ale... to jest gryzienie własnego ogona. Zapętlenie. Postępująca degeneracja skostniałej struktury.
Nowe nie zawsze musi być dobre - ale jest dobre, bo jest nowe. W ten sposób działa ewolucja. To, co stoi w miejscu, wymiera. Postęp dokonuje się metodą prób i błędów. Jednym udaje się błędów unikać, jak wspomnianej firmie Relic. Inni mają na swoim koncie i sukcesy i błędy, jak DICE z Bad Company 2 i Battlefield Heroes. A jeszcze inni zaliczają po prostu bolesne wpadki, jak Codemasters z nowym Operation Flashpoint.

Nowe, mimo wszystko jednak, jest lepsze od starego, nawet jeśli jest gorsze. Cóż bowiem, jeśli rzeczywiście jest słabsze? Zawsze można wrócić do tego starego, przejść jeszcze raz, spróbować modów, cały czas grać w multiplayera, jeśli takowego ma. Nie podoba mi się kierunek jaki przyjmuje Civilization V? Gram dalej w Civilization IV. Proste, eleganckie rozwiązanie. Może ta nowa część to będzie ślepa uliczka ewolucji? Może. Okaże się po latach dopiero pewnie. Ale trzeba próbować, trzeba szukać nowych dróg, nawet jeśli skończą się przepaścią. Stanie w miejscu z powodu strachu przed tym, co czeka nas za zakrętem jest zwykłym tchórzostwem, tak samo jak tworzenie gry, która jest identyczna z grą poprzednią. Jasne, odważni bohaterowie żyją zdecydowanie krócej, statystycznie rzecz biorąc - ale to oni tworzą historię, nie ci, którzy chowali się w okopach i wrócili do domu z kieszenią pełną żołdu.
Dlatego nie bójmy się zmian. Nie bójmy się innowacji, bo nigdy nie wiadomo, czy nie wyjdą nam na dobre. Stare, to co znamy i co kochamy, jest fajne. Ale długo będziemy tym żyli? No właśnie. Nie można budować przyszłości na wspomnieniach... To znaczy, można, ba, trzeba, ale w taki sposób, by te wspomnienia były nauką i podstawą do tworzenia czegoś nowego, a nie cały czas graną zdartą płytą.

Ale z drugiej strony nie bójmy się też krytykować zmian, oj nie. Ewolucja działa na ślepo i dopiero selekcja naturalna sprawia, że jedni przeżyją a inni nie. My jesteśmy selekcją, jako nabywcy głosujący portfelami. Jeśli uważamy, że to nowe coś nie jest dobre, krytykujmy, przeciwstawiajmy się, bojkotujmy. Koniecznie. Ale nie dlatego, że jest nowe, tylko dlatego, że wiemy, że jest złe.
Bądźmy otwarci na nowe idee, nowe rozwiązania, nowe pomysły - ale nie bezkrytyczni. To taki mały apel.
Sławek Serafin
PS. I jeszcze jeden tekst, z którego tak naprawdę niewiele konkretnego wynika...
SS







