GameCorner
http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Gazeta.pl > - wiadomości, recenzje, wideo, screeny - Gamecorner.pl >  features

Kosmos. Ostateczna granica. Oto Star Trek Online...

... i podróże naszego własnego statku, który odkrywa nowe światy, spotyka obce cywilizacje i dzielnie podąża tam, gdzie jeszcze żaden z graczy nie dotarł.

 

 

Któż z nas nie oglądał poszczególnych odcinków seriali, czy też filmów pełnometrażowych (ci, co nie oglądali - czym prędzej marsz do telewizora i nadrobić zaległości w te pędy!)? Kosmiczna eksploracja, negocjacje z innymi rasami, zawiłości polityczne prowadzące niejednokrotnie do konfliktów zbrojnych, czy to w kosmosie, czy też na powierzchni planet, które wraz z wędrówką Enterprise (tudzież Voyagera) były odkrywane. Trzeba przyznać, że uniwersum Star Trek przyciąga i pomimo swojej niejednokrotnie kiczowatej formy, zawiera też mocne podłoże naukowe. I zapewne niejednemu marzyło się (mnie się za młodzieńczych lat marzyło), aby usiąść za sterami kosmicznego krążownika, który mógł na swój pokład zabrać tysiące ludzi. Zasiąść na fotelu kapitańskim i powiedzieć fundamentalne dla serii "engage". Cóż, do tej pory mieliśmy już kilkanaście, zwykle mniej udanych gier osadzonych w świecie Star Treka. Chyba najbardziej zapadającymi w pamięć były Star Trek Bridge Commander, czyli niejako symulator statku kosmicznego, czy też Star Trek Armada - całkiem sympatyczny RTS [ja tam pamiętam Elite Forces dwie części... - przyp.SS].

 

 

Niestety, zawsze pozostawał pewien niedosyt, który miejmy nadzieję w końcu zostanie zaspokojony. Na horyzoncie wyłania się bowiem MMO(RPG) o nazwie, a jakże by inaczej, Star Trek Online!

 

Nowa gra Cryptic Studios (twórcy m.in. Champions Online) ma szanse namieszać na rynku MMO. A sądząc po popularności wersji beta (na bazie której powstał ten artykuł), wydaje się być mocnym graczem. Mamy bowiem wszystko to, co dobre MMO (a już szczególnie MMORPG) mieć powinno. Wypiszę w punktach dla tych, którzy nie są zorientowani. Dobre MMO musi posiadać:


- setki/tysiące wspólnie grających użytkowników


- zdobywanie doświadczenia, a więc i nowych umiejętności (w tym przypadku wraz z coraz to wyższymi poziomami, nie dość, że dostajemy do wyboru kolejne statki kosmiczne, to jeszcze mamy dostęp do bardziej wykwalifikowanych oficerów pokładowych)


- kilka stron konfliktu (tu na chwilę obecną mamy dostępną tylko Federację i Klingonów)


- świetny tryb Player versus Enviroment, w skrócie PvE, czyli z "polskiego na nasze" - gracz kontra komputer (czy też jak niektórzy tłumaczą dosłownie, gracz kontra środowisko, aczkolwiek jak wiadomo, środowiskiem tym steruje tylko komputer )


- ciekawy tryb Player versus Player (w STO na chwilę obecną jeszcze nie do końca odblokowany)


- walki w kosmosie i na powierzchniach planet/stacji kosmicznych/itp (to nie jest wymóg dla każdego MMO, ale Star Trek Online ma ich na pęczki)


- ekonomię


- "crafting", czyli możliwość tworzenia różnych, mniej lub bardziej przydatnych w naszej karierze przedmiotów


- miejsca socjalne, tutaj m.in. główna Stacja Kosmiczna Federacji


- ładną grafikę i licencjonowane, oryginalne dźwięki (odgłos odpalania fazerów - to jest to!)

 

I ta gra to ma. I wszystko jest sprytnie połączone, zmiksowane i osadzone w uniwersum Star Trek, co daje poczucie, że wchodząc do gry, wchodzimy (lub wlatujemy z warp 5) do przemyślanego, już wcześniej dokładnie opisanego świata.

 

 

Ta ostatnia cecha jest szczególnie ważna - weźmy takie World of Warcraft czy Lords of the Rings Online czy też Age of Conan. Świat każdej z tych gier miał solidne podwaliny książkowe (czy też wzięte z cyklu innych gier), co powodowało, że nie odnosiło się wrażenia, że to czy tamto miasto zostało umieszczone przez twórców zupełnie przypadkowo i bez wyraźnej logiki. Tak jest też tutaj - mamy solidnie zbudowany świat gry - niestety, nie tylko fundamenty się liczą, jak można było przekonać się na przykładzie Age of Conan.

 

Mamo, tato, chcę zostać kapitanem kilkusetmetrowego kolosa!

 

Marzenia czasem się spełniają i w Star Trek Online obejmujemy właśnie funkcję kapitana statku kosmicznego. Dość szybko dodam, ponieważ ze zwykłego chorążego, z uwagi na nieoczekiwaną śmierć wszystkich wyższych oficerów statku, na którym służymy, stajemy się jego kapitanem, a całość całkiem sprytnie jest przedstawiona w samouczku, który obowiązkowo musimy przejść na początku, zaraz po stworzeniu naszej postaci. Nie będę się wgłębiał w to, jakie są opcje modyfikacji wyglądu naszej postaci - powiem tylko, że nie dość, że możemy stać się takim Jean-Luc Picardem...

 

 

... ale i w przypływie weny nawet stworzyć przedstawiciela zupełnie innej rasy, tyle że oczywiście należącej do Federacji.

 

Autorzy gry wręcz zmuszają nas, aby na początku opowiedzieć się właśnie po tej stronie konfliktu. Dlaczego? Cóż, pewnie nie chciało im się robić osobnego samouczka dla Klingonów (chociaż i tutaj mamy pewne wprowadzenie, jednak nie na taką skalę, jak w przypadku Federacji), albo po prostu chcieli w taki sposób nakreślić czas i miejsce, które następnie przyjdzie nam eksplorować, patrząc z perspektywy Fed'a (członka Federacji). Stąd też opcja stworzenia nowej postaci, już po stronie Klingonów, pojawia się dopiero po osiągnięciu przez postać Federacji poziomu 6. Zabieg dziwny i na forach internetowych słychać protesty, ale twórcy bronią się tym, że Klingoni w zasadzie opierają się na walkach PvP, a początkowe etapy po stronie Federacji uczą nas jak prowadzić bitwę w kosmosie i na ziemi z komputerowo generowanymi przeciwnikami, które to nauki możemy później wykorzystać już po stronie Klingonów w trybie PvP. W ogóle Klingoni na razie potraktowani są po macoszemu - miejmy nadzieję, że już niedługo i ta zawartość zostanie wzbogacona.

 

Ok, jestem kapitanem - i co dalej?

 

Dalej, (tzn. po zakończeniu samouczka) dobrze jest udać się do centrum Federacji, czyli Stacji Kosmicznej 1. Jest to baza wypadowa naszych działań, tu spotkamy się z różnymi mniej lub bardziej znanymi postaciami z Uniwersum (aczkolwiek miejsc, które nawiązują do serialu jest całkiem sporo - choćby Quark's w stacji kosmicznej DS9). Oczywiście zostało to z należytą dokładnością (na tyle, na ile pozwala silnik gry) wymodelowane, ale poruszając się po lokacjach cały czas miałem nieodparte wrażenie, jakbym faktycznie był uczestnikiem serialu. Ten "feeling" jest pogłębiony przez to, że nie mam tu tylko i wyłącznie do czynienia z postaciami NPC, ale przez cały czas spotykam innych graczy, którzy przy odrobinie wyobraźni i zaangażowania w odgrywanie roli sprawiają, że ma się wrażenie bycia częścią tego świata. W takim przykładowo Age of Conan nie miałem takiego uczucia. No cóż, jest nieźle, zobaczymy jak będzie dalej.

 

 

Początki, dla gracza, ale i w ogóle początki gier MMO, to pasmo wielodniowych (a czasami wręcz wielotygodniowych) prób i dążeń, aby osiągnąć zamierzone cele. Twórcy mają nie lada zadania - na chwilę obecną gra ma wiele bug'ów (przypomina mi się AoC), ale i wiele elementów jest jeszcze niaktywnych, a czas nagli - premiera bowiem nastąpi już 2 lutego.

 

No dobrze, ale co już mamy?

 

Mamy całkiem sporo. Mamy tryb PvE, który jest świetny. Wiele misji (chociaż wiele jest z gatunku "idź do miejsca X i znajdź istotę Y" lub "wyrżnij X Borga ku chwale imperiu znaczy się w imię szerzenia pokoju przez dobroduszną Federację") jest świetne przygotowanych, wyreżyserowanych, a co najważniejsze dużo jest misji wielozadaniowych, zwanych Epizodami. Analogię łatwo znaleźć w większości MMO - są to tzw. "chain'y", czyli łańcuszki zadań. Tyle, że tutaj jest tak, że każdy taki Epizod to jak gdyby odcinek serialu. I zwykle opierają się nie tylko na walce w kosmosie, ale trzeba również odwiedzić jakąś planetę, z kimś porozmawiać, ponegocjować, eskortować, itp., itd. Multum opcji, to trzeba przyznać. I co najważniejsze - są ciekawe! Każda jest jakby osobną perełką, zawierającą sporo smaczków (szczególnie odniesień do serialu), a nie nudnym powtarzaniem tych samych czynności a'la zadania w World of Warcraft (chociaż np. niezapomniany "chain" na możliwość wejścia do jaskini Onyxii jest słynny aż do dzisiaj).

 

 

Oprócz Epizodów, mamy też po prostu misje jak z losowego generatora, gdzie trzeba sprawdzić dany sektor, lecieć z pomocą dla jakiegoś zagubionego statku Federacji, przeskanować kosmiczną anomalię, itp., itd.

 

Ustawić fazery na ogłuszenie!

 

Strzela się miło. Na tyle miło, że to wciąga, a walki kosmiczne to już w ogóle poezja. Olbrzymie statki manewrują tak, aby zajść przeciwnika od jego słabej strony i po zdjęciu osłon wypalić salwę torped fotonowych, które niejednokrotnie kończą potyczkę. Statki poruszają się wolno, ale na tyle szybko, aby cała walka była dynamiczna, a mnogość opcji związanych z np. kierowaniem mocy do poszczególnych osłon, używaniem umiejętności naszych oficerów pokładowych, czy też wykorzystaniem zalet zwinności naszego statku (jeśli faktycznie jest zwinniejszy), daje pole do popisu.

 

 

Przykładowo, walka ze statkami Klingonów, gdzie broń ich, Birds of Prey, jest szczególnie niebezpieczna, gdy statek jest zwrócony dziobem w naszą stronę, ale tyły już tak dobrze uzbrojone nie są - trzeba tak manewrować, aby mieć ich nie chronione tyłki na widoku - szybka salwa z fazerów, doprawiona torpedami i już przeciwnik wącha kosmiczny piach (no dobra, w próżni to wiele się nie nawącha). Całość przypomina Pirates of the Burning Sea (może ktoś pamięta, jak jakiś czas temu zjechałem to MMO ), tyle że na szczęście tu jest wszystko rozwiązane znacznie bardziej efektownie, a grywalność to naprawdę duży krok naprzód w stosunku choćby do takiego Bridge Commandera.

 

 

I oczywiście graficznie przedstawia się nieźle - świetnie wymodelowane statki, dynamiczne światła, piękne wybuchy, czy też efekty działania poszczególnych broni - to wszystko sprawia, że walki kosmiczne w Star Trek Online to nie tylko nudna konieczność, ale rozgrywka, która naprawdę przynosi sporo satysfakcji, szczególnie gdy zamiast tony gruzu, jaka zostaje z naszego statku, zobaczymy rozpadający się na małe kawałki statek przeciwnika.

 

"Beam me up, Scotty!"

 

Walka naziemna już taka efektowna nie jest. Fakt, krajobrazy może i trochę bardziej urozmaicone, ale całość jest sztywna. Zresztą w ogóle animacja postaci kuleje, a przez to mamy niestety wrażenie sztuczności. Oczywiście mamy tu walki bronią, skradanie się, flankowanie przeciwnika, itp., ale wszystko odbywa się na małą skalę (kilku graczy na raz) i w dodatku wygląda jak pojedynek kukiełek. Ja rozumiem, że jedyni słuszni animatorzy pracują w Blizzard, ale bez przesady. W nowych produkcjach chciałbym chociaż widzieć idealnie zsynchronizowane poruszanie się postaci z ich ruchem nóg tak, jak jest to w WoW'ie (który to został wypuszczony prawie 6 lat temu!).

 

 

W każdym z tych przypadków ważną rolę odgrywają wspominani oficerowie pokładowi. Są to dodatkowi NPC, których rekrutujemy w centrum, a którzy przez swoją obecność w naszej ekipie dają nam dostęp do określonych zdolności. A to zamiast jednej, przez 30 sekund będziemy odpalać dwie torpedy fotonowe, a to z kolei na powierzchni będziemy mieli specjalne bonusy do ataku, itd. Opcji jest multum. Dodatkowo, wraz z awansem na wyższe rangi (poziomy), mamy dostęp do większej ilości, ciekawszych oficerów. Całość przypomina trochę "build'y" talentów z WoW'a - każda umiejętność (w tym przypadku - każdy oficer) jest przydatna do czegoś innego, a że wszystkich na raz posiadać nie możemy, trzeba dokonywać wyboru, który potem procentuje, albo i nie.

 

 

Być admirałem

 

Tak, można. Oczywiście droga przed nami daleka. Poziomów jest w sumie 50. Każda ranga ma ich 10. I tak, zaczynamy w zasadzie (nie licząc samouczka) jako Lieutenant, który ma 10 stopni (czyli mamy Lieutenant rank 1, Lieutenant rank 2, itd.), a potem przechodzimy do Lieutenant Commander'a, itd. Każda kolejna ranga główna to awans na tzw. Tier. Lieutenant to Tier 1, Lieutenant Commander to Tier 2, itd. A każdy Tier zaś, to dostęp do nowych statków kosmicznych. Statków, które są coraz to większe, zwrotniejsze, szybsze, silniejsze, itd. I chociaż mamy próbę wplecenia "złotego podziału MMO" na Tanka, DPSa, Healera (w tym przypadku mamy np. Krążowniki jako Tanki, Statki Naukowe - jako Healerów,itd.), to jednak w zasadzie i tak całość sprowadza się do totalnej anihilacji, aczkolwiek anihilacji taktycznej, ponieważ nie wystarczą tylko sprawne palce i refleks - tu głównie liczy się znajomość zalet i wad poszczególnych typów statków, ale i umiejętność odpowiedniego wykorzystania zdolności oficerów pokładowych.

 

 

No cóż, o STO można by jeszcze naprawdę sporo napisać. Choćby o możliwościach podróżowania pomiędzy poszczególnymi sektorami (znów nawiązanie do Pirates of the Burning Sea i mapy ogólnej, tyle że tutaj taka mapa jest znacznie, znacznie ciekawiej wykonana), o systemie "crafting'u", który opiera się na zbieraniu odpowiednich surowców, które losowo występują w danych systemach, a które można przerobić na usprawnienia naszego statku. Można by wspomnieć o możliwościach modyfikacji wyglądu naszego statku, które również są dość spore - aczkolwiek wszystko w obrębie danej bazy/szkieletu (czyli można ingerować np. w fakturę poszycia kadłuba, wygląd silników, okien, itp.). Trzeba by jeszcze dodać o świetnie zaprojektowanym UI, które nie dość, że bardzo estetyczne, to jeszcze funkcjonalne (chociaż niektórzy narzekają, ale przestaną pewnie dopiero po tym, jak będzie się dało dokonać modyfikacji a'la WoW - aczkolwiek twórcy na razie zarzekają się, że nie będzie takiej możliwości), a wygląd poszczególnych przycisków i okienek świetne się ze sobą komponuje. Nie wspomniałem też o trybie PvP - na razie ciężko go oceniać, bo w chwili pisania tego tekstu jest w zasadzie śladowy.

 

Resistance is futile?

 

 

Czas na podsumowanie. Każde MMO z założenia powinno być niekończącym się pasmem wyzwań i celów do osiągnięcia. I oczywistym jest również fakt, że żadna gra MMO taka nie jest. Na chwilę obecną w STO jest tak, że po pewnym etapie mamy już prawie klasyczny "grind", ponieważ wiele misji nie jest jeszcze działających i w związku z tym trzeba powtarzać te same, co nuży. Tutaj musimy liczyć na twórców - świat jest na tyle rozległy, że pomysły jest z czego czerpać - zostaje kwestia ich realizacji. To, w jaki sposób to zrobią, będzie przesądzało o długowieczności tej gry (nota bene, można zakupić dożywotnią subskrybcję za jakieś, o zgrozo, 680zł! ). Jak wiadomo, "end-game content" to jest to, co trzyma ludzi przy grach MMO, tak więc nie przesądzając losu Star Trek Online napiszę tylko, że gra ma duży potencjał - czy zostanie wykorzystany? Tego przyjdzie nam doświadczyć w ciągu najbliższego półrocza (bo tyle mniej więcej trzeba liczyć na start MMO).

 

Maciej Nowak

 

PS. Z racji tego, że temat jest obszerny a mnie się przyjemnie gra, pytanie do Was: czy chcielibyście przeczytać kolejny tekst o STO za powiedzmy dwa miesiące od daty wydania, kiedy już pewne elementy się wyklarują, a i społeczność graczy powinna być trochę bardziej skrystalizowana?

 

MN

 

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz: