Jestem dorosły. Kupiłem sobie nową grę, bo lubię się czasem nimi pobawić, choć inni może uważają to za dziecinne trochę. Pograłem sam, było fajnie. Gra ma opcje gry sieciowej, wieloosobowej. Też bym pograł. Odpalam, wchodzę do pierwszej rozgrywki. Dostaję łomot. W drugiej też. I w trzeciej. I w dziesiątej. A na dodatek cały czas ktoś mi ubliża. No sorry, tak się bawić nie będziemy. Wyłączam grę, pakuję płytkę, wystawiam na aukcję.
Znacie to skądś? Pewnie, że tak. Trzydziestolatek chcący pograć sobie spokojnie w po ciężkim dniu w pracy w coś wieloosobowego nie ma lekkiego życia, bo środowisko gier multiplayerowych jest jednym z najbardziej nieprzyjaznych ze wszystkich znanych ludzkości. Jasne, próżnia jest bardziej zabójcza, wnętrze krateru czynnego wulkanu też, a i w Rowie Mariańskim nie jest wesoło - ale nie ma tam bandy kretynów, którzy będą Cię bili dla samej przyjemności bicia i jeszcze Cię wyśmieją, gdy im się to uda.
PWNED!!! LOLOLOL!!!1111
A to jest sytuacja normalna - to znaczy powszechna. Wystarczy kupić jakąś grę w miesiąc po premierze, wejść do multi i... tuba, leżysz. Spotykasz samych graczy, którzy grają już od tego miesiąca i mają wszystko w małym palcu a takich jak ty załatwiają lewą ręką. I nie przepuszczą okazji, żeby to zrobić i jeszcze wyjaśnić, dlaczego są o wiele lepsi w kilku prostych słowach typu "naucz się grać pacanie". Ależ chętnie się nauczę, czemu nie, człowiek uczy się przez całe życie, żadna nowości - tylko dlaczego ta akurat nauka grania musi być taka bolesna, frustrująca i nieprzyjemna? I taka niepotrzebnie długa?
Pół biedy jeśli próbuję grać w jakieś MMO. Tam ludzie ze sobą rozmawiają, bo muszą i jakoś tak łatwiej o kulturę. Jasne, zawsze pełno jest wysokopoziomowych gankerów, którzy wpadają do lokacji przeznaczonych dla nowych graczy tylko po to, żeby im nastukać a potem pochwalić się swoim wielkim osiągnięciem przed podobnymi sobie niedojrzałymi emocjonalnie i umysłowo osobami - ale są i inni. Pomogą, czasem wytłumaczą, czasem zabiorą ze sobą i pokażą co i jak, czasem po prostu obdarują górą złota i sprzętu, która jest majątkiem dla początkującego a nieznaczącymi śmieciami dla rozwiniętej postaci. Nadal trzeba się uczyć grać, ale atmosfera jest bardziej sprzyjająca.
Ale to też raczej wyjątek niż reguła. Zwłaszcza w przypadku innych gatunków gier. Spróbuj pograć sobie bez przygotowania w sieciową FIFĘ, Street Fightera, Dawn of War albo Modern Warfare. W tym ostatnim przypadku może być jeszcze w miarę znośnie, jeśli masz w ogóle jakieś doświadczenie w tego typu grach - nie są one skomplikowane i wyrobiona ręka i oko sprawią, że jakoś tam będziesz sobie radzić, dopóki nie poznasz zaawansowanych zasad rozgrywki. Jasne, będziesz dostawać lanie, ale też czasem się odgryziesz i będziesz miał choć trochę satysfakcji - to może wystarczyć do przetrwania początkowego okresu. Ale to tylko shootery.
A gry sportowe, bijatyki, strategie czasu rzeczywistego? One składają się z samych zaawansowanych zasad. Tutaj zwykłą zręcznością się niczego nie dokona i nowicjusz zawsze dostanie mocne lanie od gracza choćby na średnim stopniu zaawansowania. Lanie boli, zwłaszcza jeśli okaże się, że po drugiej stronie wydziera się jakiś czternastonastolatek, który o mało na zapluje sobie mikrofonu z uciechy, że ci przywalił. Możesz sobie wtedy tłumaczyć, że szczyl ma za dużo wolnego czasu i cały spędza na graniu w tą jedną grę, jasne - ale wcale nie będziesz mniej pobity i upokorzony.
Co mnie nie zabija...
Jasne, jasne, czyni mnie silniejszym. Ale to ma być rozrywka do jasnej cholery, nie? Nie nietzcheańskie dążenie do doskonałości, tylko dobra zabawa. I chyba jest coś bardzo nie tak z tym systemem, jeśli przez pierwszych kilkanaście albo kilkadziesiąt godzin jednak nie jest. Jasne, wiesz dobrze, że możesz się skupić, możesz poćwiczyć, możesz patrzeć jak grają inni i wymyślać własne sposoby. I już za pięćdziesiąt godzin będziesz wygrywał o wiele częściej niż przegrywał, raczej zabijał niż bywał zabity. Fajnie. Tylko czy warto się tak męczyć dla tej satysfakcji? Jedni uważają, że tak. Inni nie. Ci inni albo zapominają o grze, albo ją sprzedają komuś innemu i zapominają jeszcze szybciej. A to jest zły interes.
KillCam TrueSkill
Producenci gier na różne sposoby próbują pomóc początkującym, ulżyć im w początkowej niedoli, ułatwić grę i naukę jej zasad. Wynalazek zwany KillCam pokazuje skąd i jak zostałeś zabity - widzisz jak ten gość to zrobił, szybciej się uczysz. Temu samemu służą powtórki, które często można zapisywać w trakcie lub po rozegranym meczu. Potem sobie taką odtwarzasz, patrzysz jak grają bardziej doświadczeni, uczysz się szybciej. A punkty za zgranie? Wiele sieciowych strzelanek punktuje dodatkowo graczy biegających w grupie i działających razem - jak jesteś z innymi, to widzisz co i jak robią, naśladujesz i... uczysz się. Szybciej. To jest dobre.
Są i inne pomysły, nie mające nic wspólnego z nauką a polegające na kojarzeniu graczy na tym samym poziomie umiejętności. Samo ich założenie jest nieco dziwne, bo może rzeczywiście jest fajnie, jak gra się z takimi samymi początkującymi, ale jak się wtedy czegokolwiek nauczyć, skoro nie ma się od kogo? To znaczy, w teorii tak by było, ale niestety (lub na szczęście) te systemy w ogóle nie działają. Microsoft opracował na przykład swój TrueSkill, tworzący ranking graczy na podstawie ich zwycięstw i porażek w grach z lepszymi i gorszymi od siebie (wg tego samego rankingu). I to jest fajne. Tyle że później ten sam wielce uczony system wrzuca wybranych z losowej puli graczy do dwóch drużyn - do jednej wysyła samych weteranów, do drugiej zaś tylko nowicjuszy. I zastanawiaj się tu człowieku, czy ten TrueSkill jest po prostu wadliwy, czy też zwyczajnie złośliwy.
TrueSkill nie działa zatem, podobnie jak inne tego typu systemy. Różne inne wspomagacze, o których pisałem wyżej, też są tylko półśrodkami, które mogą wspomagać, ale nie wystarczają ani trochę i ani przez chwilę. Sytuacja bez wyjścia, nie? No, nie do końca. Trzeba tylko odrobiny dobrej woli.
GTFO NOOB!!!!111
Jesteś początkujący? Nastaw się na naukę. Poczytaj fora. Obejrzyj filmy i powtórki. Poćwicz na sucho ze Sztuczną Inteligencją, jeśli się da. Nie idź w Sieć bez przygotowania - albo idź, ale wtedy nastaw się na smak ciągłej porażki w ustach, bo jeszcze długo nikt nie wymyśli gry, w której początkujący może pobić weterana. No i przede wszystkim jeśli chcesz grać w coś w multi, to kup grę w dniu premiery - wtedy wszyscy startują z tej samej pozycji. Może nie zostaniesz zbytnio z tyłu, nawet jeśli masz mało czasu na granie.
A co jeśli grać już umiesz? Nie bądź dupkiem. To naprawdę proste. Nie upokarzaj pobitego przeciwnika, nie ubliżaj mu dlatego, że go pokonałeś. Widzisz, że dopiero zaczyna i sobie nie radzi? Zostaw w spokoju, rzuć dobre słowo, wyślij wiadomość z namiarami na jakieś forum z poradami dla graczy. Podpowiedz coś, bądź człowiekiem. Nie wściekaj się na kiepsko grających kolegów z drużyny, bo to może nie ich wina, że słabo grają, może dopiero zaczynają i tyle. Ty też kiedyś zaczynałeś...
Albo zaczynasz. Albo zaczniesz. Szanujmy się nawzajem, a będzie nam się wszystkim fajniej i przyjemniej grało.
Sławek Serafin







