poleć stronę wydrukuj podyskutuj na forum
Jak zagrozić World of Warcraft, czyli wrażenia z Global Agenda
Wygląda na to, że w końcu coś się ruszy w interesie. Wiadomo, rynkiem w zasadzie niepodzielnie rządzi World of Warcraft. Reszta typu EVE Online, Everquest 2, Lords of the Rings Online, Age of Conan, itd., są w mniejszości (żeby nie powiedzieć, że zepchnięci na margines). Niemniej jednak może już za niedługo to się zmieni, bowiem początek lutego upłynie pod znakiem premier MMOTPS Global Agenda (1 lutego) i MMORPG Star Trek Online (2 lutego). Czy zagrożą pozycji WoW'a? Czy chociaż się do niego zbliżą? Pożyjemy, zobaczymy
Na początek na tapetę idzie Global Agenda (gra autorstwa studia HiRez), która jest przedstawicielem gatunku MMOTPS, czyli jest to sieciowa strzelanka z widokiem z trzeciej osoby. Jako że na chwilę obecną gra jest w fazie closed beta, nie wszystko można opisać (i nie wszystko też działa do końca, jak należy). Skupię się zatem na tym, co można...
Mówiąc wprost, Global Agenda swoją miodnością i grywalnością może ostro namieszać na rynku, zarówno gier MMO, jak i strzelanek. Jest hybrydą tych dwóch gatunków, która wyszła naprawdę dobrze.
Z czym to się je?
Całość osadzona jest w świecie przyszłości. Fabuła niby jest, ale w zasadzie nieistotna. Istotne jest zaś to, że możemy wcielić się w jedną z czterech klas postaci - Assault (który jest odpowiednikiem tank'a w grach MMO [tank to tarcza drużyny, która zbiera na siebie ataki wrogów - przyp.red.]), Medic (chyba nie muszę tłumaczyć), Recon (to taki dps'er [czyli postać z bardzo silnymi atakami, od Damage Per Second - przyp.red.]) i Robotic (to taki suport/wsparcie dla pozostałych postaci). Mało? Zapewniam, że w zupełności wystarczy zwłaszcza, że poszczególnymi klasami gra się bardzo różnie. Taki Recon (mój ulubieniec ) potrafi stać się niewidzialnym i niespodziewanie przemknąć na tyły wroga, po czym zatłuc niczego niespodziewającego się przeciwnika przy użyciu miecza (nieświetlnego). Szybki atak z zaskoczenia - to lubię! A w razie czego zawsze można podrzucić komuś bombkę, bynajmniej nie choinkową.
Robotic pytacie? No cóż ma te swoje działka (wrzód na d Reconów), które może sobie rozstawić, chroniąc je przy okazji mobilnym polem siłowym, a następnie skoczywszy na kawkę może podziwiać dzieło zniszczenia dokonane przez wyżej wymienione działko. Nie, nie jest to klasa dla lamerów/camper'ów/itp, pomimo że mogłoby się tak wydawać.
Assault i Medic to w zasadzie całkowicie typowe role. Ten pierwszy to twardziel, który jednocześnie może też nieźle dokopać. A drugi - bez niego nawet największy twardziel nie wytrzymałby zbyt długo na polu walki.

Dobrze, mamy wybraną postać (nota bene, można sobie nieco spersonalizować naszego avatar'a, a możliwości modyfikacji w tym zakresie przypominają te z Everquest'a 2). Po zalogowaniu się zostajemy przeniesieni do tzw. Kopuły (w wersji beta dostępna jest tylko jedna, aczkolwiek działająca na zasadzie instancji, aby nie było przeludnienia jakie np. jest obecnie w Dalaran w World of Warcraft - kto gra, ten wie, że idąc tam można zarżnąć nawet najmocniejszy sprzęt). Jest to miejsce spotkań z innymi graczami (przyjacielskich, dodam, bo w zasadzie na polu walki też się spotykamy), które daje możliwość dołączenia do Agencji, tutejszego odpowiednika Gildii z innych MMO. Możemy tu także kupić usprawnienie naszego pancerza (lub samemu je wyprodukować), zakupić nowy, pomalować go (motyw a'la Guild Wars; widok Recon'a w zbroi w kolorze majtkowego różu - bezcenne!), zmienić umiejętności, skorzystać z aukcji, czy też po prostu pogadać w przyjaznej, spokojnej atmosferze czyli generalnie robić wszystko to, co w każdym MMO robi się w hubie, czyli centralnej lokacji dla danego obszaru.
Do dzieła, żołnierzu!
Hmm, tak, wszystko pięknie, sielanka i w ogóle, ale kwintesencja tej gry to walka. Tak więc broń w łapska i zasuwamy! A mamy gdzie, bo na szczęście twórcy przygotowali dla nas szereg plansz/map, zarówno w trybie PvE (gracz kontra komputer), jak i PvP (gracz kontra gracz). O ile ten pierwszy jest tylko próbą zapełnienia wolnego czasu poprzez postawienie nam za cel rozpirzenie określonej ilości elektromechanicznych zadków (zwanych androidami) w różnorakich lokacjach, o tyle to właśnie starcia z innymi drużynami graczy stanowią kwintesencję rozgrywki w Global Agenda. Dodam jeszcze, że oba tryby dają nam możliwość zdobycia doświadczenia, które przekłada się następnie na coraz to wyższy poziom naszej postaci, pieniędzy (kredytów), a także (w przypadku trybu PvE) części do produkcji usprawnień pancerzy.

Niemniej jednak tryb PvE do nudnych nie należy - przeciwnicy, szczególnie na wyższych poziomach trudności, działają szybko i składnie, a nasza drużyna (złożona z czterech graczy - nota bene wyszukiwarka misji działa naprawdę sprawnie i po 5-10 sekundach już możemy kogoś zdezintegrować) musi się nieźle napocić, żeby załatwić boss'ów pośrednich i końcowego, który wieńczy wykonywaną misję sukcesem. Nie jest łatwo, oj nie jest! No ale całość stanowi dobry sposób na poznanie klasy, którą gramy.
To, co tygryski lubią najbardziej, to
tryb PvP! Jest znakomity, świetny, wspaniały, miodny, wciągający niczym 2500KW odkurzacz! Pisałem, że jest znakomity? Tak? Eee no przecież mówię, że jest znakomity!

Dobrym posunięciem ze strony twórców GA było to, że tak naprawdę poszczególne poziomy postaci nie przesądzają o zwycięstwie lub porażce. Postać na poziomie 10 może pokonać postać na poziomie np. 25, jeśli tylko gracz wie, co robić. Liczy się szeroko pojęty skill i zgranie drużynowe. Global Agenda świetnie opisują modne ostatnimi czasy słowa: "easy to learn, hard to master".
Trybów PvP mamy kilka - jest m.in. klasyczne zdobywanie punktów kontrolnych (coś a'la zdobywanie flag w Battlefield 2), jest walka o fortecę, ale jest też walka pomiędzy Sojuszami (tzw. tryb Conquest). Sojusze zawiązywane są pomiędzy Agencjami. Dany Sojusz może walczyć o terytorium, a ich posiadanie wiąże się z np. dostępem do specjalnych usprawnień pancerza, co przekłada się potem na efektywność w walce. Tryb Conquest to w zasadzie postawa Global Agendy tak, jak walki pomiędzy gildiami w Guild Wars. Z racji tego, że piszę ten tekst w oparciu o betę, ten tryb nie jest jeszcze w całości dostępny. Być może także z uwagi na wersję beta gra wygląda tak jak wygląda...
Jak wygląda trawa i co w niej piszczy?
Global Agenda hula w oparciu o silnik Unreal Engine 3. Niestety najwyraźniej albo twórcy gry chcieli co nieco zoptymalizować (i trochę przesadzili), albo nie mieli wystarczającej inwencji jeśli chodzi o tworzenie poszczególnych map. Fakt, całość wygląda poprawnie, ale tak jakby trochę pusto. Zdaję sobie sprawę, że plansze na miarę UT3 mogłyby zadusić serwery, ale chyba można było wprowadzić większe urozmaicenia. Fakt, postacie są ładnie wykonane, aczkolwiek ich animacja pozostawia do życzenia, a plansze pomimo tego że duże i nieźle zaprojektowane (pod kątem rywalizacji drużynowych), to jednak wyglądają, jakby pochodziły z jakiejś wczesnej wersji alfa tej gry.

Dźwięk. No cóż jest jakiś. Odgłosy mogłyby być zdecydowanie lepsze, bardziej zaakcentowane, wyraźne. Muzyka? Niby jakaś muzyka od czasu do czasu też jest, ale pojawia się w zasadzie w nie do końca sprecyzowanych momentach. Niemniej jednak całość ma się nijak do dźwięków np. wspomnianego już UT3, który przecież też wybitny pod tym względem nie był.
No dobrze - ponarzekałem trochę, ale czy to faktycznie przeszkadza? Kłuje w oczy? Woła o pomstę? Absolutnie nie! W ferworze walki i tak maksymalnie skupieni jesteśmy nie na podziwianiu krajobrazu, ale na akcji, tak więc muszę powiedzieć że mimo wszystko całość trzyma się kupy i sprawdza się bardzo dobrze. Co więcej - kod sieciowy jest na tyle dopracowany, że żadnych opóźnień nie zanotowałem, a to już duży plus!
Podsumowanie i łyżka dziegdziu
Gra ma potencjał. Ogromny potencjał. Walki pomiędzy poszczególnymi Sojuszami z pewnością będą dostarczać niesamowitych wrażeń. Nie wiem, w którą stronę pójdzie tzw. end-game content, ale to już czas pokaże. Na chwilę obecną widać, że jest bardzo duże zainteresowanie ze strony graczy, a i dialog pomiędzy developerami i graczami jest bardzo dobry, co z pewnością zaowocuje pozytywnie w przyszłości.
W tym wszystkim jest tylko jeden problem - z racji tego, że jest to gra MMO, która bądź co bądź kojarzy się z abonamentem, ten tutaj również będzie istniał. Gdyby było tak, jak jest w przypadku Guild Wars - byłoby idealnie. No ale bardzo źle też nie jest - w zasadzie, jeśli komuś nie zależy na rozgrywkach pomiędzy Sojuszami (i paru mniejszych rzeczach, typu wysyłanie maili, czy elitarne farbki), wówczas może korzystać z darmowej strony gry (czyli całej reszty). Jeśli jednak chcielibyśmy korzystać z pełni gry, wówczas trzeba będzie wysupłać te 50zł miesięcznie na abonament. Teraz wszystko w rękach HiRez - jeśli tryb Conquest będzie rozwijany, wciągający, itd., może będzie warto płacić. Pożyjemy, zobaczymy
Maciej Nowak







