GameCorner
http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Gazeta.pl > - wiadomości, recenzje, wideo, screeny - Gamecorner.pl >  features

Cameron eksploruje możliwości stworzenia nowych gier. A mnie szlag trafia

A trafia dlatego, bo nie mam już złudzeń co do jakości tych gier. Cała "konwergencja", Avatar, który miał być grą godną filmu, okazały się kompletnymi niewypałami.

 

Avatar w komputerowej wersji

 

Z Avatarem w growej wersji miałem do czynienia parę tygodni temu, jeszcze przed obejrzeniem filmu, i niestety nie była to przyjemna przygoda. Po paru godzinach, przejściu początkowych etapów jako człowiek oraz awansowaniu kilka poziomów doświadczenia w górę miałem już dość. Odstawiłem na półkę, a oschłe recenzje, w tym Polygamii, które nie dawały grze więcej niż 6/10, tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie warto do Avatara powracać. Nawet obejrzenie filmu tego nastawienia nie zmieniło. A wręcz przeciwnie.

 

Avatar teoretycznie grą złą nie jest - grafika jest niebrzydka, rozgrywka nie jest jakaś toporna i mamy dwie kampanie. Problem tylko w tym, że to wszystko jest jedynie poprawne. Poprawne do przerażającego bólu we wszelkich aspektach. Grafika niebrzydka, ale z trudem można tu mówić o zachwycie jak w filmie. Rozgrywka nie jest toporna, ale jednocześnie łączy w sobie tak wiele elementów, że różnorodność nie robi żadnej różnicy. Z dwóch kampanii widziałem tylko jedną, ale po ujrzeniu sceny, w której mieliśmy decydować o naszej przynależności, wiem, że niczego nie straciłem.

 

 

Scena ta bowiem nie ma w sobie niczego z dramaturgii w filmie. Wstrząsające fakty o rozbojach ludzi nie wstrząsają, a rozterki moralne "którą stronę wybrać?!" sprowadzają się tylko do tego, której modele postaci bardziej nam się bardziej podobają.

 

Gra BEZ duszy

 

To głównie efekt tego, że Avatar Ubisoftu nie potrafi wytworzyć ten niesamowitej atmosfery, klimatu Pandory oraz starć pomiędzy ludźmi i Na'vi, która była obecna w filmie. O nim rozpisywałem się przy innej okazji, tutaj wiec ograniczę się tylko do wniosku, że film był niesamowitym widowiskiem, które zapierało dech w piersiach i był, co nawet krytycy przyznają, wyśmienicie wyreżyserowany. O grze tego powiedzieć nie można.

 

I normalnie przymknąłbym na to oko, a sam tytuł zignorował - ot, po prostu kolejna licencjonowana produkcja, czego się można było spodziewać? Ano niczego wielkiego. I w efekcie niczego się nie spodziewałem, ale od filmu także nie. Koniec końców jednak Avatar Camerona mnie zachwycił, a Avatar Ubisoftu nie. To co jednak rodzi prawdziwe zgorzknienie, to to, że zarówno francuski wydawca, jak i kanadyjsko-amerykański reżyser zapowiadali, że oto gra na podstawie Avatara nie będzie zwykłą licencjonowaną produkcją.

 

 

Gwarancją było m.in. to, że:

James Cameron czuwał cały czas, aby świat stworzony przez niego w filmie, został przeniesiony z wielką dokładnością do gry.
Główny zamysł producentów był taki, aby historie opowiedziane w grze oraz w filmie były całkowicie oddzielnymi bytami, a wspólnym mianownikiem miejsce akcji - Pandora. Fabuła została stworzona tak, aby poszerzyć świat filmu oraz pokazać przyczyny konfliktu między ziemską korporacją RDA i ludem Navi.

Jak możemy przeczytać na TVN24.pl. Doszły do tego słowa reżysera konferencji E3. Jego wywód był rozlazły i dość nudny, ale jedno stwierdzenie zapadło mi szczególnie mocno w pamięci - "Ubisoft nie chce robić błyskotek, a gry z duszą". Nie muszę chyba pisać, jaką wręcz kpiną wydają się wszystkie te buńczuczne zapowiedzi z dzisiejszej perspektywy?

 

Niestety, Cameron nawet dziś je powtarza:

 

 

Zastanawiam się, czy to pewnego rodzaju bezczelność i zmysł marketingowy, nieświadomość (może nie jest zbyt wytrawnym graczem?) czy też zaślepienie własnym dziełem każe mu krytykować inne gry oparte na podstawie filmów, kiedy jego "własna" gra nawet dobra nie jest. Owszem, można by wykazać zapewne, że Avatar to jedna z lepszych licencjonowanych produkcji, ale biorąc pod uwagę powszechną marność tytułów tego typu, nie jest to wielce nobilitujące.

 

Władca Pierścieni od EA

 

Tak jak już wspomniałem parokrotnie, gry na podstawie licencji filmowych zazwyczaj nie zachwycają. To po prostu marketingowe wytwory. Jedną z niewielu marek, które doczekały się godniejszego losu, to wg mnie Władca Pierścieni. Pod opieką EA, co zaskakujące wziąwszy pod uwagę np. Harry'ego Pottera, świat ten w świecie gier poczynał sobie naprawdę dobrze. Byłbym nawet gotowy zaryzykować stwierdzenie, że gdyby pominąć Władca Pierścieni: Podbój, to poczynania EA można byłoby uznać za modelowe.

 

Amerykański gigant wypuścił na rynek dwie linie gier - siekanki "Dwie Wieże" i "Powrót Króla", oraz RTSy z serii "Bitwa o Śródziemie". Gry te bardzo umiejętnie korzystały z filmowej wizji na świat Tolkiena i wplatały w rozgrywkę scenki, które jako żywo kojarzyły się z obrazem Petera Jacksona. A przy tym były cholernie grywalne - "Powrót Króla" był jedną z nielicznych dobrych siekanek na PC, w które dane było mi zagrać, a "Bitwa o Śródziemie", szczególnie jedynka, była oryginalnym i przemyślanym RTSem.

 

 

Z tej perspektywy autentycznie żal mi było, kiedy przeczytałem o powrocie praw do Warner Bros. Nie tylko dlatego, bo zapewne pozbawiło nas to możliwości zagrania w cRPGa osadzonego w świecie Tolkiena, ale także dlatego, bo jakość gier od Warnera stoi jak na razie pod znakiem zapytania, a EA miało już znaczący dorobek w tej materii.

 

Jest jeszcze szansa dla gier Camerona?

 

Po Avatarze sceptycznie podchodzę do mariażu Cameron-Ubisoft. Jest jednak światełko w tunelu dla jego produkcji - w wywiadzie reżyser mówi, że chciałby przenieść do gier niezrealizowane jeszcze pomysły. Może adaptacja filmowych koncepcji do świata wirtualnej rozgrywki wyjdzie Francuzom lepiej niż adaptacja samych filmów? Oby. I oby tym razem darowali sobie górnolotne zapowiedzi, tak na wszelki wypadek.

 

Paweł Płaza

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz: