Nazwijcie mnie dewiantem, ale obejrzałem obie części, prawdopodobnie nie ominę też nadchodzącej. Co z tego, że normalnie gustuję w Bergmanie, Antonionim czy van Sancie (generalnie chodzi mi o Prawdziwe Kino) - żeby się wypowiadać należy obejrzeć (i, po prawdzie - przeczytać, ale z tym się jeszcze wstrzymam). Powiem tylko, że nie taki diabeł straszny - owszem, niektóre sceny, pomijając tematykę, totalnie nierealistyczne i zbyteczne - 3 minuty poświęcono idealistycznej wizji, w której oboje, miast się chędożyć, przez całą noc rozmawiają. Ok, jasne, zdarza się, ale w kinie zostało to skwitowane zduszonym wybuchem śmiechu męskiej części publiczności
Na pewno nie są to filmy na miarę oskara, ale nie wpisałbym ich na listę top 10 najgorszych produkcji. Ot, typowa adaptacja beletrystyki dla młodszej i emocjonalnie obdarzonej widowni. Autorce należą się jednak wyrazy uznania za wstrzelenie się w nową niszę, próżnię, którą zostawił po sobie Harry Potter